Miasto nie ma już czego sprzedać, żeby dołożyć do oświaty

Około dwustu 6-latków jest obecnie ujętych zarówno na listach szkolnych i przedszkolnych. Gdy wyjaśni się, gdzie idą od września, nauczyciele z ograniczonymi umowami mogą liczyć na uzupełnienie etatów. Fot. Bogdan Myśliwiec
Około dwustu 6-latków jest obecnie ujętych zarówno na listach szkolnych i przedszkolnych. Gdy wyjaśni się, gdzie idą od września, nauczyciele z ograniczonymi umowami mogą liczyć na uzupełnienie etatów. Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. 11 nauczycieli już straciło zatrudnienie, około 100 ma ograniczone umowy o pracę.

W ciągu 10 lat w Tarnobrzegu liczba dzieci zmniejszyła się o 25 procent. W tym samym czasie, liczba nauczycieli w placówkach oświatowych zmalała o zaledwie… 1,5 procenta. Miasto nie ma już czego sprzedać, żeby pokrywać długi w oświacie, więc nauczyciele muszą przygotować się na zwolnienia.

Tarnobrzeski magistrat śladem innych samorządów zdecydował się na wprowadzenie bonu organizacyjnego w oświacie. W efekcie wyliczeń, które obrazują, ile gmina wydaje na 33 placówki oświatowe, okazało się, że pracę straci 11 nauczycieli, a 100 kolejnych osób, które pracowały na etatach nauczycielskich będzie miało najprawdopodobniej zmniejszony wymiar godzin pracy. Na ostateczne decyzje trzeba będzie jednak poczekać, bo w tej chwili ani dyrektorzy szkół podstawowych, ani dyrektorzy przedszkoli nie potrafią podać magistratowi, ile dzieci 6-letnich pójdzie od września do klas pierwszych.

Na skutek reformy
Problem z 6-latkami to efekt reformy, która, nakazując 6-latkom rozpoczęcie nauki szkolnej, umożliwiła także w wypadku, gdy dziecko nie osiągnęło gotowości szkolnej, pozostawienie go w grupie 6-latków w przedszkolu. Rodzice, chcąc odroczyć dziecko, musieli zgłosić się z nim do poradni na badanie psychologiczno-pedagogiczne, otrzymać opinię o gotowości dziecka, z nią udać się do szkoły i po odroczeniu przez dyrektora szkoły przedłożyć ją w placówce przedszkolnej. W Tarnobrzegu na przebadanie dzieci pod kątem gotowości szkolnej zdecydowało się około 200 rodziców. Część z nich odebrała już opinie, część czeka dopiero na badanie w poradni. Sytuacja jasna będzie więc dopiero we wrześniu, gdy dzieci stawią się 1 września w szkole lub w przedszkolu.

– Od wielu lat w Tarnobrzegu nie przeprowadzano żadnej reorganizacji placówek oświatowych. Sytuacja finansowa oświaty była taka, że aby utrzymać obecną siatkę szkół i liczbę nauczycieli, co roku miasto po prostu coś sprzedawało, żeby pokryć długi w oświacie. Obecnie nie ma już w mieście co sprzedać i po prostu stanęliśmy pod ścianą – mówi Jolanta Kociuba, naczelnik wydziału Edukacji i Zdrowia Urzędu Miasta Tarnobrzega.

77,6 mln zł na nauczycieli
Dlaczego sytuacja tarnobrzeskiej oświaty jest tak tragiczna? W budżecie na rok 2015 zaplanowano na oświatę 66,5 mln zł, a samo utrzymanie nauczycieli kosztuje miasto 77,6 mln zł. Do tego doliczyć trzeba jeszcze 4,3 mln zobowiązań z zeszłego roku za składki ZUS i inne podatki. Na starcie na tarnobrzeską oświatę brakuje więc miastu około 20 mln zł.
W ciągu ostatnich 4 lat został całkowicie zlikwidowany fundusz remontowy na placówki oświatowe. – Stan techniczny niektórych placówek jest dramatyczny, sanepid wymusza pewne remonty, a my nie mamy na nie ani grosza. Na składki ZUS pieniądze skończą się lipcu – mówi Jolanta Kociuba. – Sytuacja jest tragiczna, ale i tak nie zamierzamy przeprowadzać żadnej eksterminacji w placówkach. Nie chcemy też zamykać żadnej z placówki. Na ten moment wypowiedzenia z pracy otrzymało 11 nauczycieli. 100 nauczycieli ma ograniczenia na umowach, które, gdy wyjaśni się sprawa z około dwustu 6-latkami, zostaną we wrześniu uzupełnione. Takie ograniczenia i zwolnienia także w latach ubiegłych były. Do tych zwolnień trzeba się jednak przyzwyczaić, bo w ciągu najbliższych lat musimy dostosować liczbę nauczycieli do faktycznej liczby dzieci, a tych jest, niestety, coraz mniej.

Małgorzata Rokoszewska

4 Responses to "Miasto nie ma już czego sprzedać, żeby dołożyć do oświaty"

Leave a Reply

Your email address will not be published.