Słusznie wiceprzewodniczący Rady Powiatu Mieleckiego przeprasza mieszkańców, że tak późno podjęto decyzję o usunięciu konstrukcji o cynicznej nazwie „Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej”. I nie chodzi tu o osobę Marka Kamińskiego, który, jak sądzę, od zawsze był przeciwnikiem tego typu monumentów, ale o lokalną elitę, która przez co najmniej 26 lat bagatelizowała apele mielczan i udawała, że wszystko jest w porządku. Tymczasem nie było.
Bowiem w świetle zapisów artykułu 13 Konstytucji RP i artykułu 256 kodeksu karnego na terenie Rzeczypospolitej Polski obowiązuje zakaz publicznego propagowania ideologii totalitarnych, w tym także komunistycznych. A mielecki pomnik, który w swym założeniu jest symbolem sowieckiej dominacji nad Mielcem i Polską, spełnia te warunki.
Zatem dobrze, że w końcu podjęto decyzję o likwidacji tej konstrukcji. Nie jest to wyrazem jakiejś ideologii, tylko zwykłej przyzwoitości i szacunku wobec setek tysięcy, a pewnie i milionów Polaków, którzy zginęli z rąk okupanta. Jak w tym kontekście odbierać figurę sowieckiego żołnierza z mieczem, który na ramieniu trzyma małe dziecko?
Jeżeli już, to proponowałbym rzeźbę przedstawiającą sowieckiego żołnierza gwałcącego ciężarną kobietę. Może być taka sama, jaką w Gdańsku postawił Jerzy Bohdan Szumczyk. – Chciałem, żeby ludzie otworzyli oczy na to wszystko, co przegapiają, na przykład na to, gdzie kładą znicz – mówił młody artysta. Powinni zacząć czuć. Nic nie powinno być tuszowane. Wiem, że to ciężkie, mnie też sprawiło to dużo bólu – dodał.
Ale OK, ja też nie jestem zwolennikiem katowania przechodniów martyrologią. Uważam, że miejsce po mieleckim pomniku powinno zostać zagospodarowane parkingiem bądź jakąś formą zieleni. Na pewno nie innym monumentem, zwłaszcza „smoleńskim”.
Zresztą w podobny sposób powinno postąpi się – tu się rozmarzam – z rzeszowskim Pomnikiem Czynu Rewolucyjnego i Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Szczerze powiedziawszy, nie rozumiem traktowania tych paskudnych obiektów, które dodatkowo upamiętniają totalitaryzm i niewolę mojego kraju, jako symboli popkultury. Dziwi się temu również Anne Elizabeth Applebaum, amerykańsko-polska dziennikarka, laureatka Nagrody Pulitzera, publicystka „The Washington Post”, a prywatnie żona Radka Sikorskiego.
– Są złe momenty historii i są dobre – mówiła w radiu TOK FM. – Nie macie symbolu Hitlera w Warszawie, czemu macie Stalina? Pałac Kultury to dar Stalina dla Warszawy i to jest symbol. Do tego jest on wyjątkowo brzydki. No, niestety. To żywy problem dla dzisiejszej Warszawy. To niszczy centrum miasta. Nikt nie chce tam mieszkać.
Redaktor Paweł Galek



2 Responses to "Żadna ideologia, tylko zwykła przyzwoitość"