Krytykowałem buspasy i nadal nie zmieniłem zdania, a ich „skutki” dla ruchu w Rzeszowie odczujemy – jestem tego pewny – podczas jesieni i zimy, ale na razie nie w tym rzecz. Skoro powstały już buspasy, to powinny one usprawnić ruch autobusów. Tymczasem to usprawnienie wygląda tak, że miejscy urzędnicy dopuścili do jazdy buspasami motocykle i samochody osobowe, te drugie pod warunkiem, że oprócz kierowcy mają jechać minimum dwie osoby.
Kolejni w kolejce do wpuszczenia są rowerzyści, których garstka urządziła miesiąc temu protest i, jak znam życie, za kilka miesięcy rowerzyści zagoszczą na buspasach, bo wspaniałomyślnie prezydent wyda na to zgodę. Następni w kolejce powinni być miłośnicy jazdy na hulajnodze, rolkach, wrotkach i deskorolkach. Jaki wówczas Rzeszów byłby eko, fit i ogólnie „zielony”. A co tam, wpuściłbym jeszcze pieszych, którzy mogą nie mieścić się na chodnikach.
Zakaz jeżdżenia po buspasach natomiast dotyczy i uprzykrza życie ludziom, którzy chcą jechać samochodami, a niekoniecznie muszą kogoś wieźć ze sobą w pojeździe. Kierowcy to zdecydowana większość na drogach, to dla nich przede wszystkim budowane są szosy, ale to wreszcie oni są najbardziej dyskryminowani na nich. Ciągłe zakazy i nakazy w imię ekologicznej ideologii Unii Europejskiej. Bierzmy przykład z Amerykanów i ich wolności, a nie żyjmy w złotej klatce, gdzie, owszem dostajemy pieniądze na remont szkoły, budowę drogi, wybudowanie jakiegoś muzeum, ale kosztem tego mamy założoną smycz, kaganiec i kolczatkę, która przy najmniejszym szarpnięciu naszego pana (czyt. UE) wbija się w szyje naszej wolności i niezależności.
A zmieniając temat, ale zostając przy rzeszowskich autobusach, miasto szczyci się nowoczesnymi pojazdami i na każdym kroku zachęca do jeżdżenia nimi. Trzeba było jednak w poniedziałek lub we wtorek, kiedy panowały afrykańskie upały przejechać się tymi cudami techniki, które nie mają klimatyzacji. Tak, tak w stolicy innowacji jeżdżą autobusy bez klimatyzacji. Najlepsze w czasie tej wspaniałej jazdy były komentarze pasażerów na temat nieznośnego gorąca, a wręcz sauny panującej w środku tych zacnych pojazdów. Niestety, nie przytoczę ani jednego, bo sypały się same ku… i ch…
Grzegorz Anton



9 Responses to "Hulajnogą po buspasach"