
STALOWA WOLA. Babciu, to nie wnuczek! Dziadku, to nie policjant! Policja ostrzega, a seniorzy szastają pieniędzmi. No, ale jak nie dać gotówki „policjantowi”, skoro ostrzega przed oszustem?
Starsze mieszkanki miasta biją rekordy naiwności. Przynajmniej w regionie, bo w kraju są osoby bardziej nieroztropne. Dwa lata temu pewna leciwa stalowowolanka wydała oszustowi 100 tys. zł w przekonaniu, że pomaga wnuczkowi w potrzebie. Teraz 67-letnia mieszkanka grodu nad dolnym Sanem dała przestępcy 80 tys. zł. Ta z kolei uwierzyła, że została zaangażowana przez policję do akcji przeciw finansowym oszustom. Stosunkowo szybko zorientowała się, że to oszuści ją zaangażowali do swej gry, ale o pieniądzach może już zapomnieć.
Można by rzec, o ludzka naiwności, ale nie w samej naiwności metoda oszustów. Podłożem jest zakodowana u osób bardziej niż dorosłych chęć pomagania innym. To na tym podłożu dobroci żerują przestępcy.
Dała oszustowi paczkę pieniędzy i tyle go widzieli
Metoda „na wnuczka” polegająca na podszywaniu się oszusta pod członka rodziny jest u nas znana od 10 przeszło lat. Mimo zatrzymań fałszywych kuzynów, sądowych dla nich wyroków i szkoleń dla seniorów, ciągle ludzie dają się na nią nabrać. Wg szacunków policji, rocznie oszuści wyłudzają w ten sposób do 20 mln zł. To tylko szacunki, bo jest wielu takich z oszukanych, którzy ze wstydu nie zgłaszają policji wyłudzenia pieniędzy. Metoda „na policjanta” jest nowszą wersją metody „na wnuczka”. Najpierw po finansową pomoc dzwoni fałszywy wnuczek i jego rozmowa najczęściej jest przerywana. Chodzi tu o stworzenie napięcia. Zaraz po wnuczku, pod ten sam numer dzwoni fałszywy policjant. Ten namawia ofiarę, by wydała pieniądze oszustowi, bo policja od dawna ma go na oku, ale musi mieć jakiś dowód w ręku. I do transakcji dochodzi.
67-latka ze Stalowej Woli uwierzyła, że jest ważnym elementem policyjnej akcji przeciwko groźnej siatce przestępców. „Policjant” ostrzegł ją, że oszuści chcą i ją okraść, ale jeżeli czuje coś z obywatelskiego charakteru, powinna pieniądze wydać złodziejom. Sekundę po transakcji, policjanci zwiną oszustów. Pani charakter skauta miała i bez głębszego zastanowienia pojechała do banku. Przy okienku zachowała nakazaną dyskrecję. Wsiadła do samochodu, jak sugerował „policjant” i czekała. Tylko chwilę, bo zaraz podszedł jak najbardziej prawdziwy oszust, odebrał 80 tys. zł i tyle go widzieli. Prowadzący akcję policjant nie zadzwonił w ciągu obiecanych 10 minut i pani zrozumiała, co się stało.
Proszą, straszą, sugerują…
Policjanci ostrzegający przed fałszywymi funkcjonariuszami proszą tylko, by nie działać pod wpływem emocji. Fałszywy policjant podaje zmyślone nazwisko, stopień i numer odznaki. Prosi też, by nie przerywać rozmowy. W tym czasie inny głos w słuchawce przekonuje ofiarę, że bierze udział w ważnej akcji. Dodaje lub nie, że pieniądze na koncie bankowym nie są bezpieczne, bo złodzieje już o nich wiedzą i mają do nich dostęp. Czasami straszą konsekwencjami, jeżeli osoba do której dzwonią, nie będzie współpracować. Kit? I to gigant, ale ludzie dają się na to nabierać.
Jerzy Mielniczuk



One Response to "Oszustowi dała 80 tys. zł!"