– Potrzebujemy zaufania i czasu

Fot. Stal Mielec
Fot. Stal Mielec

PIŁKA RĘCZNA. SUPERLIGA. Rozmowa z Tadeuszem Jednorogiem, nowym trenerem piłkarzy ręcznych PGE Stali Mielec.

Trener na trudne czasy – chyba tak można określić postać Tadeusza Jednoroga (60 l.), który w sezonie 2015/16 poprowadzi szczypiornistów z lotniczego miasta. Po wielu perturbacjach podkarpackiemu klubowi w końcu udało się zakontraktować nowego szkoleniowca, mającego w sportowym CV pracę m.in. w Miedzi Legnica, Śląsku Wrocław czy Gwardii Opole. I choć brak mu spektakularnych sukcesów, w rozmowie z Super Nowościami zapowiada, że nie boi się ciężkiej pracy.

– Lubi pan wyzwania?
– Hmm… Są one wpisane w mój zawód i jako były zawodnik, a dzisiaj trener muszę je podejmować. Dlaczego pan o to pyta?

– Wytłumaczenie jest proste: wybrał pan angaż w klubie, w którym o spokój i stabilizację, przynajmniej w ostatnich latach, niezwykle ciężko.
– Miałem tę przyjemność, bo tak to traktuję, pracy w zespołach, których celem było przede wszystkim jakiekolwiek zaistnienie w poszczególnych rozgrywkach i to się w większości udawało. W Mielcu podjąłem rękawicę i szykuję się do walki dla dobra klubu, bo zasługuje on na elitę.

– Swojej ostatniej przygody z ekstraklasą (sezon 2013/14) nie wspomina pan chyba jednak z rozrzewnieniem?
– Z Gwardią Opole zabrakło nam dosłownie jednej bramki (przegrana 29-30) albo jak kto woli, jednego punktu. Myślę zresztą, że ciężko znaleźć trenera, który kiedyś czegoś nie przegrał.

– O Stali mówi się tak: wzorcowa chemia w szatni, ale niepewny płatnik. Ta druga sprawa nie była dla pana mocno zastanawiająca przed podpisaniem kontraktu?
– Cóż, jestem trzy dni po finalizacji umowy (rozmawialiśmy w sobotę – red.) i ciężko mi odnieść się do sytuacji, która w zasadzie bezpośrednio mnie nie dotyczyła. Jeśli chodzi natomiast o atmosferę w zespole, to mogę tylko wierzyć panu na słowo i ufać swoim wspomnieniom z wizyt w Mielcu, kiedy stałem po drugiej stronie barykady. Na pewno ci gracze tworzą zgrany kolektyw i postaram się z całych sił, żeby tak zostało.

– Z drużyną pożegnało się kilku kluczowych zawodników, a w tej sytuacji chyba nikt nie ma wątpliwości – szykuje się walka o utrzymanie?
– Cele na zbliżający się sezon będziemy dopiero precyzować. Jestem po rozmowie z prezesem, ale tak znaczące ubytki kadrowe bez wątpienia stawiają ten zespół w całkiem nowym świetle, z czym trzeba sobie jakoś poradzić. Tu wielka rola przed całym środowiskiem piłki ręcznej w Mielcu, również przed kibicami, bo w niewielu w halach w kraju panuje tak żywiołowy doping.

– No właśnie, wciąż jednak nie wiadomo, gdzie Stal będzie grać: tradycyjnie w hali MOSiR-u czy w związku z zapowiadanym remontem przeniesie się do kameralnego obiektu Gimnazjum nr 2 przy ul. Kusocińskiego.
– Szczerze mówiąc, dowiaduję się o tym od pana, więc nie będę za bardzo dywagował. Na pewno przenosiny byłyby w pewnym sensie stratą dla widowiska.

– Najpilniejszą potrzebą są jednak kontrakty z nowymi graczami. Ma pan już wizję personalną? Młodzi, doświadczeni czy mieszanka?
– Zdecydowanie to trzecie rozwiązanie, czyli kombinacja. Rutyniarze wespół z tymi mniej ogranymi to sposób wielu zespołów na budowanie kadry, ale jak już wcześniej rozmawialiśmy, ubytki są tak spore, że wręcz pożądana stanie się czysta ambicja. Na pewno będzie ciężko, bo stworzymy niejako nowy twór, dlatego liczę na trzeźwe spojrzenie wszystkich wokół, łącznie z mediami. Potrzeba sporo cierpliwości, zaufania i jeszcze więcej czasu.

– Zgadza się, ale jak tu budować pewność siebie, kiedy na dzień dobry przyjedzie mistrz Polski?
– Uważam to właśnie za wyróżnienie! Pojedynek z trzecią drużyną Ligi Mistrzów, naszpikowaną reprezentantami kraju różnych narodowości, to dla nas nobilitacja. Ja wiem, że pozostałe drużyny również się z nimi zmierzą, ale taki początek traktuję trochę inaczej. Mam nadzieję, że nie będzie to bolesne zderzenie z rzeczywistością, chociaż wielu już dziś skazuje nas na niebyt.

– Czego zawodnicy Stali mogą spodziewać się po Tadeuszu Jednorogu?
– Dobre pytanie, chociaż chyba bardziej do moich byłych podopiecznych (śmiech). Na pewno jestem wymagającym szkoleniowcem, ale potrafiącym spojrzeć przyjaznym okiem na graczy, wszak w pewnym sensie musimy być partnerami. Cenię sobie pracę nad błędami, tzn. zwracam uwagę na to, aby drużyna, którą prowadzę, do minimum ograniczała własne pomyłki, które siłą rzeczy stwarzają szansę rywalowi. Sporo uwagi poświęcam też samej skuteczności, a o ile dobrze pamiętam, statystycznie Stal w poprzednim sezonie była czwartą siłą w obronie, ale trzecią od końca w ataku, więc jest coś do poprawienia.

– To prawda, że jest pan amatorem górskich wędrówek?
– To chyba nadużycie, ale zdarza mi się wybrać w Sudety czy Karkonosze i już się domyślam, co ma pan na myśli – Bieszczady, wizytówkę Podkarpacia.

– Dokładnie, zastanawiam się bowiem, jak człowiek związany z Dolnym Śląskiem, niemal od urodzenia z Wrocławiem, odreagowuje stres zawodowy?
– Bieszczady są przepiękne, nie wspominając już o malowniczych Połoninach. Myślę, że grzechem byłoby nieskorzystanie z okazji, choć czasu wiele nie będzie.

Rozmawiał TOMASZ CZARNOTA

Leave a Reply

Your email address will not be published.