
STALOWA WOLA. Końcowy odcinek Sanu przy ujściu do Wisły został tak obwałowany, że wielka woda już nie grozi.
Wały u ujścia Sanu do Wisły są wyższe i solidniejsze. Na ich budowę Urząd Marszałkowski wydał 36 mln zł. Powinny utrzymać „królową polskich rzek” w korycie, nawet przy tzw. wodzie stuletniej.
Gdy z południa szła powodziowa fala Wisłą, całe wsie stały na wałach. Jedni napełniali worki piaskiem, drudzy łatali nimi przecieki w wałach. Kobietom zostawała modlitwa o ocalenie domostw.
Ostatnie modły na wałach odbyły się przy ich poświęceniu. Pokropionych zostało 7,2 km prawego wału Sanu na granicy gm. Radomyśl n. Sanem oraz 4,9 km lewego wału, stanowiącego granicę gm. Zaleszany. „Prawy” wał kosztował 23,5 mln zł. Ten od strony zaleszańskiej, 12,5 mln. Olbrzymi wydatek i chwała Unii, że dostrzegła przeciwpowodziowe potrzeby obu gmin. Oby natura nigdy nie próbowała sprawdzać jakości tych inwestycji, ale zdaniem gospodarzy obu obdarowanych wałami gmin, dla pełnego spokoju konieczne są kolejne wydatki. Jan Pyrkosz, wójt Radomyśla n. Sanem spoglądając na marszałka Władysława Ortyla, wspominał o potrzebie wzmocnienia znacznie dłuższego odcinka prawego wału Sanu, aż do przedmieść Stalowej Woli. Do tego przydałoby się wzmocnienie 14 km, też prawego wału Wisły, od ujścia Sanu do granic województwa. W sumie to ponad 30 km przeciwpowodziowych obwałowań. Wójt Zaleszan wspomniał „tylko” o potrzebie poskromienia Łęgu i Osy. To rzeczułki przy wspomnianych dużych rzekach, ale gdy w tych dużych pełno wody, to nawet maleńkie cieki potrafią nabroić.
jam


