
PODKARPACIE. – Funkcjonariusze policji, Państwowej Inspekcji Sanitarnej, Inspekcji Handlowej i Państwowej Inspekcji Pracy przeprowadzili kontrole 7 sklepów, które wcześniej wprowadzały do obrotu środki zastępcze, tzw. dopalacze. Działania kontrolne nie potwierdziły naruszenia ustawowego zakazu wprowadzania do obrotu środków zastępczych – mówi Dorota Gibała, rzecznik prasowy WSSE w Rzeszowie.
Jak nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, podkarpackich sklepów nie udało się skontrolować, bo… były zamknięte. Ogólnopolska akcja spowodowana była masowymi, szczególnie na Śląsku, zatruciami dopalaczem o nazwie Mocarz. Nalot funkcjonariusze przeprowadzili jednocześnie w całym kraju, weszli do 125 sklepów.
Substancje psychoaktywne oferowane w takich sklepach występują nie jako substancje pod swoją nazwą, np. UR-144 czy pentedron, ale dodawane są do mieszanek ziołowych czy proszków o fantazyjnych nazwach. Są śmiertelnie niebezpieczne, bo tak naprawdę nie wiadomo, co w nich jest.
am



One Response to "Nalot policji i sanepidu nie wypalił"