Cenowy rozbój w biały dzień

Grzegorz AntonKilka dni temu poszedłem do apteki po krople do oczu. Pytam o cenę, na co kobieta odpowiada: „no hmmm, wie pan… 58 zł” przy czym jej mina była bezcenna, bo od razu widać było, że coś jest nie tak z tą ceną. Grzecznie podziękowałem i poszedłem do małej osiedlowej apteki. Co się okazało? Za te same krople zapłaciłem 35 zł.

Zacząłem pytać różne osoby o to, czy zdarzyło im się kupować leki, których rozrzut cenowy był tak wielki. Okazuje się, że mój przypadek to jeszcze nic, bo np. znajoma kupowała lek za około 20 zł, gdzie w innej aptece kosztował blisko 50 zł.

Wiem, że to nie głęboka komuna, kiedy państwo narzucało odgórnie ceny w handlu i wcale nie o to mi chodzi, żeby ponownie wróciły takie czasy. Jednak podwyższanie cen przez niektóre apteki to zwyczajny rozbój w biały dzień. Czy za ten sam chleb w jednym sklepie kosztujący 2,80 zł w innym zapłacimy blisko 6 zł? Nie. Wiem, że jeśli w jakimś sklepie wspomniany chleb kosztuje 3 zł, to w innym będzie różnica 10 czy 20 groszy. Nie więcej. Wiec śmiało mogę go kupić.

Ktoś powie, że nikt mnie nie zmusza do kupowania w tej czy innej aptece. Owszem, tyle że kupując pierwszy raz jakiś lek nie wiem, ile on rzeczywiście kosztuje i łatwo mnie „oszukać”. Tak, wiem, można się przejść po różnych aptekach w mieście i sprawdzić ceny, ale zwłaszcza dla osób starszych to jest ogromny kłopot. A to właśnie te osoby oglądają każdą złotówkę po kilka razy, zanim ją wydadzą.

Wiem, że prowadzenie aptek to biznes prowadzony jak każdy inny, ale jednak chodzi tu o coś innego, bo o zdrowie ludzi. Jeśli nie kupimy kolejnego laptopa, telefonu czy bluzki, to jakoś przeżyjemy. Natomiast żerowanie na osobach, które wykupują np. leki nierefundowane, jest, moim skromnym zdaniem, nieetyczne.

Redaktor Grzegorz Anton

12 Responses to "Cenowy rozbój w biały dzień"

Leave a Reply

Your email address will not be published.