Śmierć dosięgła Piotra nagle

Nissan jako dowód rzeczowy został zabezpieczony na policyjnym parkingu. W ubiegłym tygodniu wykonano jego oględziny. Wstępnie ujawniono na nim 27 śladów po kulach. Fot. Paweł Bialic
Nissan jako dowód rzeczowy został zabezpieczony na policyjnym parkingu. W ubiegłym tygodniu wykonano jego oględziny. Wstępnie ujawniono na nim 27 śladów po kulach. Fot. Paweł Bialic

Znajomi Piotra podkreślają, że był spokojny i nie miał konfliktów z prawem. Co się stało feralnego 29 lipca?

Miał szukać pomocy na stacji benzynowej, dzwonić na numer alarmowy, w końcu przyjechał do budynku komendy policji. Twierdził, że ktoś podał mu dopalacze. Później był pościg, w czasie którego kilkadziesiąt kul dosięgło samochód 33-letniego Piotra. Zmarł nagle, w szpitalu, po tym, jak obezwładniało go osiem osób z policji i personelu szpitala.

29 lipca, godzina 1.25, pomiędzy dystrybutory stacji benzynowej przy ul. Krakowskiej podjeżdża ciemnozielony nissan patrol. Wysiada mężczyzna w marynarce. Bierze z lodówki butelki z wodą i idzie do ubikacji. Po chwili wychodzi oblany wodą. Widać, że coś złego zaczyna się z nim dziać. W pewnym momencie mówi do pracownic: – Wezwiecie panie w końcu policję, czy sam mam zadzwonić?

Te pytają: – Co się stało? Mężczyzna rzuca, że ktoś go nafaszerował dopalaczami. Z minuty na minutę coraz bardziej dziwnie się zachowuje, w końcu sam wykręca numer 112. Mówi do telefonu, że podano mu dopalacze, po czym podaje adres stacji benzynowej. Pracownice słyszą jego słowa: „Jak nie przyjedziecie, to sam pojadę na Jagiellońską”, a po chwili: „W takim razie od czego wy jesteście?” W tym momencie przerywa połączenie.

Wizyta w komendzie policji
Godzina 1.40 – do komendy policji podjeżdża ten sam mężczyzna, nie ma na sobie koszuli, ale zarzuconą na gołe ciało marynarkę. Podchodzi do radiowozu i nie czekając na reakcję siedzącego w środku policjanta idzie do dyżurki. Tam coś mówi. Tyle że dyżurny nie rozumie co. Mężczyzna nic nie wyjaśnia, tylko po kilkunastu sekundach wychodzi z budynku i wsiada do swojego auta. Próbuje go jeszcze zatrzymać policjant, ale nie udaje mu się.

Piotr jedzie Zygmuntowską, potem Cieplińskiego. Wyprzedzają go funkcjonariusze i dają znaki do zatrzymania, wreszcie na wysokości galerii przed wiaduktem Tarnobrzeskim zajeżdżają mu drogę radiowozem. Sytuacja jest dynamiczna, policjanci szarpią za klamki samochodu, ale kierowca rusza do przodu. Kluczy uliczkami w pobliżu szpitala przy Rycerskiej. Następnie jedzie do Trzebowniska, Łąki, Strażowa i Palikówki. W Krzemienicy jeździ wokół domu swojego znajomego, a policjanci za nim. Próbuje dzwonić do kolegi, ale coś przerywa połączenie; za drugim razem słychać tylko ciężki oddech Piotra.

W tej samej Krzemienicy taranuje blokujący go radiowóz. Policjanci decydują się strzelać. Późniejsze oględziny ujawniają 27 śladów po kulach na jego samochodzie. Trzy koła zostają przebite. Piotr ucieka na felgach, spod kół sypią się iskry. Dojeżdża do sadu w Czarnej koło Łańcuta. Wybiega z auta. Świadkowie twierdzą, że krzyczy: „Ratunku, pomocy”. Dodają, że to policjanci byli agresywni, a nie kierowca. Twierdzą, że z ust mundurowych sypią się same przekleństwa. – To jest pościg, sytuacja na ogromnej adrenalinie, a nie przedszkole, stąd nie dziwię się, że były przekleństwa. Ktoś, kto tego nie przeżyje, nie zrozumie – mówi jeden z policjantów. – I wcale nie wzywał pomocy, krzyczał za to do nas, że nas pozabija – dodaje.

Mundurowi wreszcie go doganiają. Trzech policjantów dobrą chwilę szarpię się z mężczyzną. Jeden z nich gubi podczas interwencji kajdanki. W końcu kierowca trafia do radiowozu.

Policjantka kopnięta w twarz
Następnie mundurowi wiozą go do komendy w Rzeszowie, a później na standardowe badania do szpitala przy Szopena. Podobno jest świadek, który widzi, jak policjanci okładają go pałkami przed szpitalem. Funkcjonariusze przedstawiają to inaczej: – Na miejscu policjanci oraz personel szpitala, w sumie osiem osób, nie mogło sobie dać z nim rady. Został zapięty w pasy na specjalnym łóżku, a chwilę później stracił przytomność. Lekarz podjął reanimację i kierowcy wróciła praca serca, ale wkrótce zmarł na OIOM-ie – opowiada jeden z funkcjonariuszy.

Wśród mundurowych są także poszkodowani. Jedna policjantka otrzymuje kopnięcie w twarz, trzech innych policjantów zostaje podrapanych do krwi. Po całej akcji muszą przez dłuższy czas przyjmować specjalne leki.

Sekcja zwłok 33-latka zostaje wykonana bardzo szybka, ale nie daje ona odpowiedzi na pytanie, dlaczego Piotr zmarł. Mężczyzna ma liczne ślady uderzeń i otarć na głowie. – Policjanci nie ukrywają, że użyli siły podczas obezwładniania mężczyzny, dlatego też nie może dziwić, że na jego ciele są takie ślady. Biegły nie stwierdził jednak żadnych obrażeń wewnętrznych – tłumaczy Edyta Lenart, szefowa Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie.

Policjanci dodają: – Był niesamowicie agresywny, rzucał się w radiowozie, wyrywał, a wówczas takie ślady na ciele to nic dziwnego.

Pytamy o ślady od pałki, jakie według niektórych mediów Piotr miał mieć na głowie. – Nikt w policji nie jest takim idiotą, żeby faceta okładać pałką po głowie, czy bić tak, żeby zabić. To są bzdury – mówią zgodnie policjanci.

Dlaczego więc zmarł? Opinia o przyczynie śmierci Piotra zostanie wydana dopiero, gdy znane będą wyniki badania toksykologicznego w Krakowie. Te ostatnie dadzą odpowiedź na pytanie, czy 33-latek był pod wpływem środków odurzających i – lub – alkoholu. Kolejka do badań jest jednak tak długa, tak że wyniki badań toksykologicznych znane będą najwcześniej za kilka miesięcy – prawdopodobnie w przyszłym roku. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się jednak, że biegły wykonujący sekcję zwłok wykluczył, żeby to policjanci stosując przymus bezpośredni spowodowali śmierć mężczyzny.

Balistyk zajmie się samochodem
Na razie postępowanie toczy się w sprawie, a nie przeciwko komuś. Śledczy chcą m.in. wyjaśnić czy funkcjonariusze przekroczyli swoje uprawnienia Wstępne oględziny wykazały, że samochód prowadzony przez Piotra dosięgło prawdopodobnie 27 kul. W prokuraturze celowo podkreślają słowo prawdopodobne, bo pewne ślady np. na oponach, które mogły powstać w wyniku trafienia pociskiem równie dobrze mogły powstać w inny sposób. –  Ślady zbada biegły z zakresu balistyki. Gdy otrzymamy opinię, będziemy wiedzieć, ile śladów rzeczywiście powstało w wyniku użycia broni przez funkcjonariuszy – tłumaczy prokurator Lenart.

Choć było ciemno, sytuacja dynamiczna, a w samochód trafiło kilkadziesiąt pocisków, to policjanci podkreślają, że ich koledzy biorący udział w pościgu wykazali się nadzwyczajną celnością. Tylko jedna kula trafiła w samochód nieco powyżej reflektora. Pozostałe ślady umiejscowione były na zderzaku i kole auta, a więc w okolicach, w które mogli strzelać funkcjonariusze.

Czy ktoś podał Piotrowi dopalacze?
Co jeszcze wiadomo na temat śledztwa prowadzonego od blisko trzech tygodni? W ubiegłym tygodniu doszło do przeszukania przyczepy, w której od czasu do czasu mieszkał 33-latek. Szukano przede wszystkim dopalaczy lub jakichś innych środków odurzających. – Nie znaleziono nic, co byłoby zakazane lub miało związek z dopalaczami – tłumaczy prokurator Lenart.

– Dotychczas przesłuchano 20 świadków, ale niewiele to jednak dało, bo mężczyzna nie utrzymywał bliskich kontaktów z rodziną, nie miał także jakichś bliskich znajomych, którzy mogliby pomóc odtworzyć tamten dzień. Mieszkał w różnych miejscach, więc i tu nie uzyskaliśmy wiedzy potrzebnej do odtworzenia ostatniego dnia jego życia – mówi prokurator Lenart.

Śledztwo w tej nietypowej sprawie zakończy się prawdopodobnie dopiero w przyszłym roku.

Grzegorz Anton

[print_gllr id=157810]

10 Responses to "Śmierć dosięgła Piotra nagle"

Leave a Reply

Your email address will not be published.