Prawie cały nasz „Krab”

Waży ok. 50 ton. Strzela na odległość bliską w równej linii tej między Stalową Wola i Rzeszowem. Przede wszystkim straszy wrogów. A że u nas są tacy, co potrafią go zrobić, to już nasza podkarpacka sprawa. Fot. Jerzy Mielniczuk
Waży ok. 50 ton. Strzela na odległość bliską w równej linii tej między Stalową Wola i Rzeszowem. Przede wszystkim straszy wrogów. A że u nas są tacy, co potrafią go zrobić, to już nasza podkarpacka sprawa. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. To jest kontrakt, przy którym ludziom mylą się zera. Największa firma zbrojeniowa z Podkarpacia pokazała artyleryjskie „cudo”, które chciałaby mieć każda armia na świecie.

Huta Stalowa Wola pokazała nowego „Kraba”. To armatohaubica ze 155-milimetrową lufą, która ma szansę podbić rynki zamówień nawet daleko poza Europą. Ma przede wszystkim straszyć wrogów. Najpierw naszych. To opancerzona cybertechnika. Kontrakt wartościowo jest bliski temu na helikoptery dla wojska. Grunt, że zarabiają nasi.

Monstrum, które miota ogniem na odległość nawet 40 km, ma pecha do polityków. Dziesięć lat temu polska artyleria mogła już mieć samobieżną haubicę z NATO-wską średnicą lufy, gdyby nie konkurencja. Ministrem obrony był wtedy Bronisław Komorowski. Program budowy „Kraba” padł, a jedyny egzemplarz miał trafić do muzeum. Gdy 5 lat temu były minister obrony startował na prezydenta RP, robił sobie zdjęcie pod lufą „Kraba”. Polityka…

Oddaliśmy miliony, ale…
Polityka wdzierała się i teraz pod skorupę „Kraba”. Podwozie, czyli silnik z pancerną obudową na gąsienicach, do pierwszych „Krabów” robiła zbrojeniowa firma ze Śląska. Gdy artylerzyści zaczęli strzelać z „Kraba”, wyszły usterki, które dyskwalifikowały pojazd na polu walki. Wytwórca podwozia odwrócił się wtedy tyłem. Bumar-Łabędy, bo o nim mowa, nie podjął też rozmów o nowych podwoziach. HSW, która miała terminowy nóż na gardle, dostała przyzwolenie rządu na poszukiwanie zagranicznego dostawcy podwozi. Wybór padł na południowokoreański Samsung Techwin. Ta firma, dziś już pod szyldem Hanwha Techwin, połknęła kontrakt warty ponad 300 mln dolarów. Te pieniądze wypłynęły z Polski, bo nie było u nas firmy, która zrobiłaby odpowiednie podwozie dla „młota artylerii”. Jest za to wielka szansa, że wielkie pieniądze zostaną na Podkarpaciu.

Kontrakt z Koreańczykami przewiduje  dostawę 24 podwozi i licencję na polską produkcję pozostałych. To, co zostało oficjalnie pokazane na zapleczu hal montażowych HSW, jest już bardziej polskie, niż koreańskie. – To na pewno najlepsze i najnowocześniejsze działo, przynajmniej w Europie – mówił gen. Jarosław Kraszewski, dowódca polskiej artylerii. Dla dziennikarzy był pokaz szybkości. Przeszło 50-tonowy pojazd mknie – dosłownie – z szybkością zakazaną na naszych drogach. To tylko po to, żeby wróg nie namierzył „Kraba” po trajektorii lotu pocisku. Strzela i ucieka. W ucieczce nie ma tchórzostwa, bo w środku siedzi bardzo wyszkolona załoga, która ma przed oczyma tylko ekrany komputerów. Technika i człowiek mają zrobić swoje. I tyle.

…miliardy zostają u nas
Nasza artyleria zamawia 5 batalionów „Krabów”. To 120 sztuk samych dział, a do tego dochodzą wozy towarzyszące. Sprawdziliśmy u konkurencji HSW. Porównywalna, ale zapóźniona technologicznie w stosunku do „Kraba” armatohaubica kosztuje przynajmniej 3 mln zł. Przy pomnożeniu, wychodzi kontrakt wartościowo bliski śmigłowcowemu. A będzie jeszcze amunicja, którą zapewne zrobią prochowcy z Dezametu w Nowej Dębie. Jest prawie pewne, że to Huta Stalowa Wola będzie robić podwozia do „Krabów” z mercedesowskim silnikiem. – Ten kontrakt zapewni przyszłość polskiej zbrojeniówce – powiedział Zdzisław Gawlik, wiceminister obrony. Zajęcia w HSW jest tyle, że obecna załoga będzie pracować przez 6 dni w tygodniu. Pod koniec roku będą przyjęcia. I to już jest pewne.

Jerzy Mielniczuk

Leave a Reply

Your email address will not be published.