STAL STALOWA WOLA – ROW RYBNIK. Gospodarze rozegrali najsłabsze spotkanie. – Nie wiem, dlaczego poruszaliśmy się jak muchy w smole – zachodził w głowę Mateusz Kantor, obrońca „Stalówki”.
Trzy strzały w światło bramki – to najlepsze podsumowanie tego, co obejrzeliśmy w sobotnie popołudnie w Stalowej Woli. Kibice gospodarzy zastanawiali się, jakim cudem ich ulubieńcy przed tygodniem rozbili Znicz w Pruszkowie.
Remis z ROW-em był siódmym z rzędu meczem Stali bez porażki. Zielono-czarni pozostają też niepokonani na własnym boisku. – I to są jedyne plusy z tego pojedynku. Punkt, jaki zdobyliśmy chyba nikogo nie cieszy. Zagraliśmy bardzo źle. Czasami jest tak, że nic nie wychodzi. Koniecznie trzeba jednak wyciągnąć wnioski. Taki mecz nie powinien się powtórzyć – nie mydlił oczu Jaromir Wieprzęć, szkoleniowiec gospodarzy.
Kwadrans przed końcem, po kolejnym beznadziejnym zagraniu, Dietmar Brehmer jęknął: – Nie mogę na to patrzeć. Ale na konferencji prasowej trener rybniczan już tak surowy w ocenie gry swoich podopiecznych nie był. – Znajdujemy się w takiej sytuacji, że nie możemy sobie pozwolić na wymianę ciosów. Chowamy się i wyprowadzamy kontry, taki nasz styl. Mieliśmy swoje okazje, lecz ich nie wykorzystaliśmy. Mimo to jestem zadowolony z postawy drużyny. Podziwiam zawodników, że mimo słabego początku sezonu potrafią ciężko pracować. Zrobiliśmy mały krok do przodu – podkreślał były szkoleniowiec Rozwoju Katowice.
Odbudowa ROW-u (kilka miesięcy temu walczył o awans na zaplecze ekstraklasy) na razie specjalnie mu nie wychodzi. Rybniczanie zamykają tabelę, w 11 meczach uciułali ledwie 9 punktów. Ślązacy przestali zdobywać bramki, to ich największa bolączka. Napastnik Marek Gładkowski w Stalowej Woli dwukrotnie mógł spytać Tomasza Wietechę, w który róg posłać mu piłkę, ale spudłował niemiłosiernie. U gospodarzy równie klarownej okazji nie wykorzystał na początku spotkania Tomasz Płonka.
– Szkoda. Na pewno grałoby się nam łatwiej – żałował Mateusz Kantor, obrońca „Stalówki”, który ładnie „pociągnął” z rzutu wolnego, ale bramkarz ROW-u popisał się kapitalną interwencją. Swojej szansy szukał też, rzecz jasna uderzeniami z dalszej odległości, Damian Łanucha. – Piłka nie chciała jednak wpaść do siatki. Wyszliśmy na mecz ospali i nie zdołaliśmy się obudzić. Nie wiem, dlaczego tak było. Dobrze chociaż, że kontynuujemy serię spotkań bez porażki i nie straciliśmy gola – podsumował to byle jakie spotkanie zawodnik Stali.
STAL St. Wola 0
ROW Rybnik 0
STAL: Wietecha – Bartkiewicz, Wawrzyński, Bogacz, Kantor – Mikołajczak (76. Mistrzyk), Łanucha, Kachniarz (60. Giel), Jabłoński (86. Stelmach) – Płonka (76. Przezak), Oziębała.
ROW: Procek – Janik, Jary, Krotofil, Gojny – Mandrysz (56. Dzierbicki), Muszalik, Siwek, Nowak, Popiela (80. Jaroszewski) – Gładkowski (90. Spratek).
Sędziował: Piotr Łęgosz (Włocławek). Żółte kartki: Wawrzyński, Kantor, Kachniarz – Krotofil. Widzów: 700.
tsz
[print_gllr id=162083]


