ZUS zabiera biednym – daje sobie

Marcin ŻminkowskiO Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych i jego szkodliwej działalności w życiu społecznym i gospodarczym można pisać bez końca. ZUS zdziera haracz z każdego, bez wyjątku, a ostatnio zabrał się za swoich beneficjentów, czyli tych, którym wcześniej wypłacał świadczenia. Chodzi o renty. O sytuacjach, w których człowiekowi bez nogi lekarze orzecznicy zabrali świadczenia uznając, że mu się polepszyło, tak jakby mu noga w nocy odrosła, pisaliśmy niedawno w naszej gazecie. Jednak skala tego zjawiska zaczyna być coraz bardziej niepokojąca, a bezczelność urzędnicza zaczyna osiągać swoje szczyty.

O tym, że ZUS odmawia rent i zabiera zasiłki chorobowe, jednocześnie hojnie rozdając nagrody swoim pracownikom, było swego czasu głośno. Mimo że płacimy wysokie składki, według statystyk opieka społeczna w Polsce zajmuje ostatnie miejsca w UE. Gdy popatrzymy na statystyki odnoszące się do spadającej liczby rencistów w kraju możemy odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z kolejnym „cudem nad Wisłą”. Bo jak wyjaśnić fakt, że obecnie renty pobiera milion osób, a 16 lat temu pobierało je 20 razy więcej osób? Oczywiście, zaraz nasza polska podejrzliwość nakaże nam rzucić kamieniem w rencistę obwiniając go o to, że jest oszustem, leniem śmierdzącym i nie chce mu się pracować. Nie przeczę, że zdarzają się sytuacje, w których ktoś oszukuje. Jednak trudno być obojętnym na doniesienia Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów „Weterani Pracy” o ludziach, którzy z dnia na dzień zostali bez renty i bez prawa do świadczenia przedemerytalnego. Są to najczęściej ludzie starsi, którzy nie mają żadnych szans na powrót na rynek pracy.

Podobnie zasiłki chorobowe z każdym rokiem spadają. W 2011 r. odebrano ich na sumę 150 mln zł, rok później 175 mln zł, a w 2013 roku 212 mln zł. Zastanawiająca jest zbieżność tej ostatniej kwoty z kwotą nagród, jakie ZUS wypłacił sobie (wszystkim swoim pracownikom, czyli 47 tys. osób) właśnie w 2013 roku. Na premie wydał wtedy – 212 mln zł. Zbieg okoliczności?

Wspomnę jeszcze o szczecińskim oddziale ZUS, który niedawno zamówił darmowe wyżywienie dla swoich urzędników, na kwotę ponad pół miliona złotych, a dzienne wyżywienie urzędnika kosztuje nas 55 zł. W tym samym czasie, stawka żywieniowa w polskich szpitalach wynosi sześć razy mniej – 9 zł. Nie winię szeregowych pracowników ZUS za zaistniałą sytuację. Jednak jeśli widzę zarobki Głównego Księgowego Funduszy i Głównego Księgowego Zakładu, którzy zarabiają po 17630 zł, bez dodatków i nagród albo pensję naczelnego lekarza zakładu, który zarabia do 16000 złotych to krew się we mnie gotuje. Bo te pieniądze dostają z naszych podatków, z naszej kieszeni sami je sobie wyciągają i wypłacają, nas często traktując w urzędzie jako petentów i zło konieczne. Niestety, w takim systemie, w jakim przyszło nam żyć nawet święty by się zdeprawował, a szary obywatel będzie kopany w „cztery litery”. A gdy usłyszałem niedawno obietnicę wyborczą premier Ewy Kopacz o likwidacji składek NFZ i ZUS spadłem z krzesła, bynajmniej nie z zachwytu. Premier utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że ona jak i jej koledzy po fachu (i nie chodzi mi o lekarzy) mają nas, zwykłych ludzi, za idiotów. Jak mówił „klasyk” (Jacek Kurski) „(…) jedziemy w to, ciemny lud to kupi”.

Redaktor Marcin Żminkowski

7 Responses to "ZUS zabiera biednym – daje sobie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.