
ORLEN LIGA. Rozmowa z Mariuszem Wiktorowiczem, trenerem siatkarek Developresu SkyRes Rzeszów.
Sobotnim pojedynkiem z Atomem Trefl Sopot w hali Podpromie siatkarki z Rzeszowa zainaugurują swój drugi sezon w Orlen Lidze. Faworytem meczu jest zespół znad morza.
– Stęsknił się pan za ligą?
– Oczywiście! Podobnie jak całe rzeszowskie środowisko siatkarskie. Przygotowywaliśmy się ciężko przez 10 tygodni, za nami tysiące ćwiczeń, żmudnych powtórzeń. Ale tylko w taki sposób możemy doskonalić technikę i stawać się lepszym zespołem. Trenuje się po to, żeby wyjść na mecz i stworzyć spektakl. Mam nadzieję, że pierwszy z nich obejrzymy już w sobotę wieczorem.
– Atom Trefl jest jednym z kandydatów do złotego medalu. To dobrze czy źle, że od razu wskakujecie na głęboką wodę?
– Dla mnie nie ma to większego znaczenia i namawiam dziewczyny, by z tego powodu też się nie nakręcały. Na kalendarz nie mamy wpływu. W moim słowniku nie ma pojęcia „musimy”. Po co nakładać na siebie dodatkową presję? Nie mamy wielkich indywidualności, ale mamy szeroki, wyrównany skład. Jeśli stworzymy kolektyw, a taki widziałem podczas wygranego przez nas turnieju w Karpaczu, będzie dobrze.
– A nie boi się pan, że już po czterech kolejkach będzie musiał gasić pożar? Gracie z Atomem, Muszynianką, Impelem Wrocław i Dąbrową Górniczą, czyli drużynami mierzącymi w podium.
– W sporcie niespodzianki się zdarzają i to całkiem często. Jestem ambitnym człowiekiem, co chwila upominanym przez sędziów za przekraczanie linii i wchodzenie na boisko (śmiech). Taki mam jednak styl pracy i podobnego zaangażowania oczekuję od swoich zawodniczek. Jeśli chcesz zapalać innych, samemu musisz płonąć. W okresie przygotowawczym pracowaliśmy sporo nad sferą mentalną. Tłumaczyliśmy dziewczynom, że to jest sport, więc będą wzloty i upadki. Najważniejsze jednak, byśmy sukcesywnie pięli się w górę. Klub zrobił krok do przodu, jest coraz lepiej zorganizowany. Teraz czas na drużynę.
– Ano właśnie. Poprzedni sezon był dla Developresu nauką, teraz celem jest awans do ósemki. Pojawi się większa presja.
– Trzeba sobie z nią radzić. Zmontowaliśmy ciekawy zespół, na każdej pozycji jest rywalizacja. Każda z 16 dziewczyn zaciekle walczy o skład i o to chodzi. Czym możemy zaskoczyć innych? Zawsze kładę nacisk na zagrywkę i system blok-obrona. W siatkówce punkty zdobywa się po przyjęciu, ale sety i mecze wygrywa się kontratakiem. Do tego potrzebna jest dobra gra blokiem i w defensywie. Chciałem mieć wysoki zespół i taki mam. W tej dyscyplinie centymetry odgrywają jednak zasadniczą rolę, a mamy kim straszyć na środku siatki i na skrzydłach. Są na przykład trzy atakujące, bo młoda Ola Wańczyk świetnie wkomponowała się w zespół.
– Ma pan w drużynie liderkę. Kogoś na kim będzie się można oprzeć w trudnych chwilach?
– Na pewno mocny charakter posiada Joanna Kapturska. Ale ja wszystkie dziewczyny namawiam do tego, żeby – gdy zajdzie taka potrzeba – wyjaśniały sobie sporne kwestie w męskich słowach. To jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
– W drużynie są trzy zagraniczne siatkarki, które zadebiutują w polskiej ekstraklasie. Czy to, że nie znają tej ligi, może być problemem?
– Weseła Bonczewa wiele lat temu była drugą rozgrywającą w Białymstoku, więc co nieco z ekstraklasy pamięta. W tak mocnej Orlen Lidze żadna z tych dziewczyn nie występowała, ale o ich klasę sportową jestem spokojny. Szybko natomiast muszą przywyknąć do atmosfery panującej podczas meczów. Już w trzeciej kolejce zagramy we Wrocławiu, a tam na trybunach jest niezły kociołek (śmiech).
– A pan się nie obawia bałkańskiego kotła? W zespole są Chorwatka, Bułgarka i Czarnogórka, a wiemy z historii, jak to między tymi narodami bywało…
– Dobieraliśmy skład pod względem charakterologicznym i nasze zagraniczne siatkarki są osobami szalenie otwartymi. Szybko się zaaklimatyzowały w nowym otoczeniu, rozmawiają już po polsku, jeszcze więcej rozumieją. Wiążemy z nimi duże nadzieje. Bonczewa to wysoka, leworęczna rozgrywająca, Ana Otasević ma za sobą grę w mistrzostwach Europy i tylko szkoda, że Nikolina Jelić nie pomoże nam od początku. Chorwatka nabawiła się bowiem przykrej kontuzji kciuka.
– Dobrze będzie pan spał z piątku na sobotę?
– Bardzo dobrze! Gramy z mocnym przeciwnikiem, mecz pokaże telewizja – nie pozostaje nic innego, jak konsekwentnie trzymać się planu i powalczyć o korzystny wynik. Nie wolno panikować, mecz trzeba brać na chłodno.
Rozmawiał: Tomasz Szeliga


