
RZESZÓW. Poseł Dariusz Dziadzio wbrew ogłoszonej rezygnacji ze startu w wyborach, wciąż ubiega się o reelekcję.
Poseł Dariusz Dziadzio, którego immunitet poselski ustrzegł przed nocą spędzoną w izbie wytrzeźwień, postanowił ocieplić swój wizerunek przed wyborami. Na rzeszowskich ulicach pojawiły się plakaty, na których poseł ogłasza: „Święty nie jestem, ale dziękuje tym, którzy we mnie wierzą”.
Dariusz Dziadzio nie tak dawno temu w umieszczonym na swojej stronie komunikacie ogłaszał, że „Podjąłem decyzję o wycofaniu się ze startu w nadchodzących w wyborach. Jest ona podyktowana dobrem mojej rodziny o którą muszę zadbać”. Decyzja ta była pokłosiem awantury posła z policjantami, w którą wdał się przed jednym z rzeszowskich hoteli. Zachowywał się agresywnie, ubliżał policjantom, groził im, a w pewnym momencie pchnął jednego z funkcjonariuszy. Policjanci założyli mu kajdanki i przewieźli do izby wytrzeźwień. Ostatecznie jednak nie spędził w niej nocy, gdyż chronił go immunitet poselski.
Wciąż startuje
Decyzji o rezygnacji ze startu w wyborach poseł Dariusz Dziadzio ostatecznie jednak nie podtrzymał, gdyż do dnia dzisiejszego oficjalnie z nich nie zrezygnował w Okręgowej Komisji Wyborczej w Rzeszowie. Jego nazwisko pojawi się na kartach wyborczych, których druk OKW rozpoczęła przeszło tydzień temu. Choć poseł wciąż ma jeszcze szansę wywiązać się z tego, co ogłosił (nadal może zrezygnować i choć dalej będzie widniał na karcie wyborczej, zostaną wydrukowane obwieszczenia o tym, że został skreślony), na to – sądząc po billboardach – wcale się nie zanosi.
Skandaliczne zachowanie
– Takie zachowanie jest skandaliczne i nietaktowne, a najprościej można nazwać je oszustwem – komentuje dr Piotr Długosz, socjolog z Uniwersytetu Rzeszowskiego. – W przypadku polityka należy się raczej spodziewać, że jego słowo coś znaczy, a przede wszystkim powinien być wiarygodny. A tutaj? Do ludzi poszła wiadomość, że rezygnuje, głośno było o tym w mediach ogólnopolskich. Teraz jak wyborca zobaczy, że nadal startuje, stwierdzi przecież, że to oszust, który z premedytacją kłamał. Myślę jednak, że nie jest to indywidualna decyzja posła Dziadzi, ale partii – mówi socjolog. I dodaje: – Choć, jak zapewne sądzi poseł Dziadzio, jego zachowanie było wybrykiem, który go nie dyskredytuje, zwróćmy jednak uwagę, że odbiera wiarygodność zarówno jemu, jak i partii, która go desygnowała. Polityka bowiem powinna konstytuować wiarygodność. Ale czy można mówić o wiarygodności w kontekście osoby, która nie podtrzymuje tego, co zapowiada? – dodaje Piotr Długosz.
Katarzyna Szczyrek



40 Responses to "Dariusz Dziadzio: „Święty nie jestem”. A honorowy, panie pośle?"