Potrzebujemy 6 milionów zł

ŁABUDZKI DO WYCIECIA
Fot. Wit Hadło
– Jeżeli nie znajdziemy strategicznego sponsora, to tylko i wyłącznie od miasta zależeć będzie o co powalczymy w przyszłym sezonie – przekonuje Andrzej Łabudzki, prezes Speedway Stali Rzeszów.

ŻUŻEL. PGE EKSTRALIGA. Rozmowa z ANDRZEJEM ŁABUDZKIM, prezesem Speedway Stali Rzeszów.

Prezes Speedway Stali Rzeszów mógł być zadowolony z frekwencji, podczas czwartkowego, drugiego w historii spotkania Rady Sponsorów i Przyjaciół Rzeszowskiego Żużla Ekstraligowego – Z frekwencją na tym spotkaniu było tak samo, jak z widownią na stadionie. Im dalej się to wszystko rozwijało, tym więcej ludzi przychodziło oglądać nasze mecze – mówi ANDRZEJ ŁABUDZKI.

– Jakie wrażenia z czwartkowego spotkania Rady?

– To był pierwszy rok, kiedy zaczęliśmy to wszystko budować. Jest masę rzeczy nowych, które zaczęliśmy dopiero składać. Jest nieźle, ale do komfortu jeszcze długa droga.

– Podczas spotkania Rady, padło wiele deklaracji w kwestii pomocy rzeszowskiemu speedwayowi. Jednak na razie trzeba spłacić długi za sezon 2015. Jak duże one są?

– Konkretnej kwoty nie podam. Dla mnie będą to duże kwoty, dla miasta będzie to kropelka w szklance wody. Dlatego też wszyscy liczymy, że miasto pomoże nam zamknąć miniony sezon.

– Jest Pan spokojny w kwestii licencji na sezon 2016?

– Optymizm jest i wiara w to, że dostaniemy licencję na przyszły sezon również. Robię wszystko, co w mojej mocy. Więcej nie jestem w stanie.

– Rzeczywiście jest szansa na to, aby tegoroczny tytularny sponsor Stali został nad Wisłokiem na przyszły rok?

– Chciałbym, aby tak w rzeczywistości było. Pan minister pokazał, że gdzieś tam świeci się mała gwiazdka. Ale żeby z ziemi dolecieć na tę gwiazdę, to trzeba zrobić niezłą wyprawę. Cieszymy się bardzo, że jest szansa, że jest to światełko, ale przed nami jeszcze długa droga i sporo rozmów.

– Przez blisko rok nie znalazł się nabywca na akcje, które należą nadal do byłego już sponsora rzeszowskiej drużyny…

– W tej sprawie dzieje się naprawdę sporo, bardzo dużo rozmów, czasu poświęconego na wszelkiego rodzaju prezentacje. Na tę chwile akcje dalej są u pani Marty. Zastanawiam się, ale na razie to tylko taki pomysł czy np. nie wystawić ich do publicznej sprzedaży, tak żeby każdy z kibiców, kupując akcje, mógł wspomóc klub.

– Skoro akcje do tej pory nie zmieniły właściciela, to może oznaczać powrót do wspieranie rzeszowskiej żużla przez jego byłego sponsora?

– Tego, czy wróci on do żużla, chyba jeszcze nie wie nikt. Na razie wiemy tyle, że w tym sezonie nie było żadnego wsparcia, aczkolwiek szanujemy tę decyzje, bowiem przez ostatnie lata firma ta wyłożyła bardzo dużo pieniędzy na żużel w Rzeszowie. Co będzie w przyszłym roku? Na razie nie mamy w kierunku powrotu nawet żadnego światełka ale przy każdej nadarzającej się okazji, próbujemy o ten temat zahaczyć.

– Planowany na rok 2016 budżet na poziomie 6 mln zł jest realny?

– Potrzebujemy tych 6 mln zł. To jest taka minimalna kwota, którą każdy ekstraligowy klub powinien mieć. W tym roku, z budżetem na tym poziomie, spokojnie objechalibyśmy play-offy, czyli wystarczyłoby na 11, a nie 9 meczów.

– Czy rzeczywiści los rzeszowskiego żużla na tę chwilę jest w rękach miasta?

– Jeżeli nie znajdziemy strategicznego sponsora, to tylko i wyłącznie od miasta zależeć będzie, o co powalczymy w przyszłym sezonie.

– Jest szansa, że strategiczny sponsor jednak się znajdzie?

– Na razie nie mamy żadnej podpisanej umowy. Nic więcej nie mogę powiedzieć.

– W takich okolicznościach chyba ciężko rozmawiać z zawodnikami o kontraktach na przyszły sezon?

– Dokładnie tak jest.

– Nie obawia się Pan, że może się powtórzyć sytuacja sprzed roku, kiedy to Rzeszów, jako ostatni spośród ekstraligowych klubów zabrał się za budowanie składu?

– Na szczęście dla tych drużyn, takie jak nasza, żużel jest bardzo nieprzewidywalnym sportem. Dzięki temu, wyszliśmy na tym całkiem nieźle. Mieliśmy wspaniałe zawody i nawet otarliśmy się o play-offy.

– Kibice jednak coraz bardziej się niecierpliwią. Kiedy będzie Pan miał dla nich jakieś konkretne informacje?

– Myślę, że najwcześniej dopiero w połowie listopada.

– Mikołaj przyniesie zatem jakiś prezent dla Stali?

– Tego nie mogę obiecać, to Mikołaja trzeba spytać. Kibice niech piszą listy do niego i zobaczymy, co Mikołaj powie (śmiech).

Rozmawiał Marcin Jeżowski

8 Responses to "Potrzebujemy 6 milionów zł"

Leave a Reply

Your email address will not be published.