Przyszły tata zaczął strzelać

Radosław Mikołajczak i jego koledzy ze Stali grają ostatnio jak z nut. Fot. Bogdan Myśliwiec
Radosław Mikołajczak i jego koledzy ze Stali grają ostatnio jak z nut. Fot. Bogdan Myśliwiec

PIŁKA NOŻNA. II LIGA. Stal Stalowa Wola ostatni mecz przegrała 2 miesiące temu. – Efektowna seria cieszy, ale się nie „grzejemy” – zapewnia Radosław Mikołajczak, kapitan zielono-czarnych.

Piłkę schował pod koszulkę i zaczął ssać kciuk – w ten sposób po zdobyciu goli Radosław Mikołajczak obwieścił światu, że wkrótce zostanie ojcem. – Jak się dowiedziałem, że żona jest w ciąży, to dostałem niesamowitego zastrzyku energii – uśmiecha się pomocnik niepokonanej od 10 kolejek Stali Stalowa Wola.

Mikołajczak był architektem sobotniego zwycięstwa nad Gryfem Wejherowo, w końcówce spotkania strzelił dwie bramki. – Długo na nie czekałem. Zdobywanie goli nie idzie mi jak rasowemu napastnikowi. Bramki cieszą, ale one są zawsze tylko dodatkiem – komentuje skromnie skrzydłowy, który – choć trapią go urazy – znajduje się w wybornej formie. Przed tygodniem zanotował dwie asysty w zwycięskim spotkaniu z Błękitnymi Stargard Szczeciński, wcześniej wywalczył kilka rzutów karnych. Poprzedni sezon pan Radek zakończył z czterema bramkami i czterema otwierającymi podaniami, teraz pewnie będzie lepiej. – Nawet nie wiedziałem, że takie miałem statystyki. „Polecę” banałem: liczy się wyłącznie dobro drużyny – uśmiecha się.

Nie chcieli wierzyć
Po szóstej wygranej i dziesięciu meczach z rzędu bez porażki, „Stalówka” znalazła się w tabeli na 4. miejscu, tracąc zaledwie punkt do miejsca gwarantującego awans na zaplecze ekstraklasy. Mikołajczak zapewnia jednak, że w szatni ten temat nie istnieje. – Nie ma się co „grzać”. Liga jest wyrównana, zaś tabela strasznie spłaszczona. Wystarczą dwie porażki i spadniemy z hukiem w dół, a kibice zaczną narzekać, że zamiast gry o najwyższe cele zostaje nam walka o utrzymanie. Przed nami mnóstwo spotkań i wiele się może wydarzyć. Przypomnę tylko, iż w poprzednim sezonie wszystko rozstrzygnęło się w ostatniej kolejce.

Szef Stali Mariusz Szymański powtarza, że zespół posiada potencjał większy, niż kilka miesięcy temu, ale prawda jest taka, że dobra postawa zielono-czarnych to jednak spore zaskoczenie. Pytany o imponującą serię, Mikołajczak opowiada zabawną historię: – Początek mieliśmy niemrawy, graliśmy w kratkę, ciułaliśmy punkty. Aż kiedyś w szatni któryś z chłopaków krzyknął: panowie, to już szósty mecz bez przegranej! Nie chcieliśmy wierzyć…

– Wszyscy powątpiewali, że nie damy sobie rady bez Łukasza Sekulskiego. On faktycznie był niesamowity. Z niczego potrafił strzelić w meczu trzy gole. I na początku, gdy mieliśmy problem z wykorzystywaniem sytuacji, skupialiśmy się na tym, żeby nie tracić bramek. Po drugim, trzecim zwycięstwie okazało się jednak, że potrafimy atakować – tłumaczy efektowną przemianę zespołu Mikołajczak.

Dziewczyny też nieźle kopią
Trudno wyobrazić sobie „Stalówkę” bez tego błyskotliwego 27-latka. Przeżywa on piękny okres również w życiu prywatnym. Cztery miesiące temu ożenił się, wiosną 2016 roku zostanie ojcem. – Nie zdradzę, czy będzie syn czy córka. Jesteśmy po pierwszych badaniach, ale mało to razy z dziewczynki wychodził chłopiec albo odwrotnie – śmieje się Mikołajczak. – Żona opiekowała się kiedyś chrześniakiem, ja też pomyślałem, że fajnie byłoby zagrać kiedyś z małym w piłkę. Lecz tak naprawdę liczy się tylko to, żeby dziecko było zdrowe. Dziewczyny też nieźle radzą sobie w futbolu. Koleżanka ze szkoły, Natalia Chudzik, występuje w reprezentacji i Lidze Mistrzów. Jak graliśmy na podwórku, lepiej było ją mieć w swoim zespole – wspomina.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.