Przed wyborami podczas spotkania z rodzinami wielodzietnymi Beata Szydło zaprezentowała projekt „Rodzina 500 plus”, według którego rodzice otrzymywaliby 500 zł miesięcznie na drugie i kolejne dziecko, a w mniej zamożnych rodzinach również na pierwsze dziecko. Dla zwykłego zjadacza chleba to nie lada kąsek.
Poza krytycznymi uwagami Platformy, na które szkoda czasu, projekt wywołał krytyczne komentarze również wolnorynkowych polityków i komentatorów. Jednym z najmocniejszych, który przetoczył się przez Internet, jest zmanipulowana wypowiedź Janusza Korwin-Mikkego, który w jednej z telewizji przestrzegł, że ów projekt doprowadzi do „zaśmiecenia narodu polskiego, śmieciem ludzkim”, czyli „menelami, którzy dla pięciuset złotych będą płodzić dzieci”. Wypowiedź dość ostra, ale w stylu Korwina obrazująca zagrożenie. Korwina bronił nie będę, niech to robi jego rzecznik prasowy, ale infantylne oburzanie się na niego, że niby nazwał dzieci „śmieciami ludzkimi” niczego tu nie zmieni, a odwraca tylko uwagę od głównego problemu.
Wielu w pieniądzach obiecanych przez Beatę Szydło widzi podreperowanie niejednego rodzinnego budżetu. I tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Jak jest w istocie? Po pierwsze, żeby komuś dać, najpierw trzeba komuś zabrać. To nie państwo daje te pieniądze ze swoich, tylko z naszych portfeli. Po drugie, jak to już jest w socjalnym systemie, żeby komuś dać 500 zł, trzeba wydać dwa razy tyle na biurokrację, która będzie obsługiwać wydawanie ów rodzinnego dodatku. Tak jest zawsze w państwie socjalnym i nie da się tego uniknąć. Po trzecie, polskie rodziny nie żyją z ulg i zasiłków, tylko z własnej pracy, a ta jest łącznie obciążona przez państwo podatkami w wysokości 70 proc. Zwracał na to uwagę niejednokrotnie Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. Jeśli nowy rząd naprawdę chce coś zrobić dla polskich rodzin, to niech przestanie je łupić i okradać na każdym kroku. Wystarczy obniżyć opodatkowanie pracy, wtedy pieniądze zostaną w domowych portfelach, przy okazji pobudzi to gospodarkę krajową i rynek pracy, bo więcej zarabiając, będziemy więcej wydawać. Będą bogacić się ci, którzy pracują, a darmozjady będą musiały pójść do pracy, a nie po zasiłek. Właśnie o tym tak dosadnie mówił Korwin-Mikke.
Teraz to ci, którzy pracują, muszą utrzymywać rzesze nierobów, ich dzieci, a do tego jeszcze swoją rodzinę. Czy naprawdę tak trudno to zrozumieć? Jeśli zwycięska partia PiS będzie szła drogą państwa socjalnego i opiekuńczego (czyli opresyjnego, które włazi z buciorami w życie obywatela), to niewiele się dla polskich rodzin zmieni. Co z tego, że obniżą podatek VAT o 1 proc. Polska potrzebuje prawdziwych wolnorynkowych reform. Tylko wtedy polskie rodziny mogą liczyć na godne życie w Polsce. Inaczej państwo będzie dawać po 500 zł na dziecko, a to jak dorośnie, to wyjedzie stąd, by zasilać obce społeczeństwa, które gwarantują im lepsze warunki życia. Już dziś sytuacja demograficzna Polski jest fatalna. Do 2050 roku będzie nas o 4,5 mln mniej. W systemie emerytalnym, jaki u nas obowiązuje, po prostu nie będzie miał kto pracować na emerytów, bo współczynnik dzietności już teraz wynosi 1,3-1,4. Choć Polki nie mają problemu z rodzeniem dzieci na Wyspach Brytyjskich, to w kraju ich na nie po prostu nie stać, a 500 zł na dziecko niczego nie zmieni.
Redaktor Marcin Żminkowski
Redaktor Marcin Żminkowski



13 Responses to "Dzieci „śmieci”"