Nikt nie chce Autosanu…

Zakład, który w szczytowym momencie produkował nawet 4 tysiące autobusów rocznie, dzisiaj straszy pustymi halami. Fot. Autor
Zakład, który w szczytowym momencie produkował nawet 4 tysiące autobusów rocznie, dzisiaj straszy pustymi halami. Fot. Autor

Czy Autosan dźwignie się z kolan? Legendarna fabryka wciąż walczy o przetrwanie.

W październiku minęły dwa lata, od kiedy ówczesny zarząd Autosanu ogłosił upadłość fabryki. Kiedyś największy producent autobusów w Polsce, dzisiaj walczy o przetrwanie. 350-osobowa załoga z niepewnością patrzy w przyszłość kurczowo chwytając się każdej informacji, która daje legendarnej fabryce choć cień szansy na przetrwanie.

Pracownicy, z którymi rozmawialiśmy, nie chcą ujawniać nazwisk. Boją się nieprzyjemności. Przyznają, że w scenariusz pojawienia się inwestora, który uratuje sanocką fabrykę, mało już kto wierzy. Skrzydła pocięła im informacja o tym, że Polska Grupa Zbrojeniowa, która w ostatnich tygodniach interesowała się przejęciem Autosanu, wycofała się z negocjacji. – W zasadzie to nie wiemy, co myśleć. Docierają do nas strzępy informacji. Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Pracujemy z dnia na dzień. Nikt nie wie, co wydarzy się za tydzień. Czy będziemy mieli po co wstawać rano, czy nie – mówią.

Oferta, którą w październiku złożyło konsorcjum trzech firm: Huty Stalowa Wola, PIT-Radwaru (obie należą do Polskiej Grupy Zbrojeniowej) oraz prywatnej spółki SKB Drive Tech była dla Autosanu korzystna. Zakłada kontynuowanie produkcji, nowe kontrakty i przejęcie pracowników.

Kilka dni później syndyk poinformował, że Konsorcjum Huta Stalowa Wola wycofało swoją ofertę. Przy okazji wręczył przedstawicielom trzech związków zawodowych działających przy sanockiej fabryce autobusów pisma z informacją o planowanych zwolnieniach grupowych.

160 osób do zwolnienia
– To był dla nas szok. Teraz, kiedy emocje nieco opadły, pozostało rozczarowanie i przygnębienie. Rozmowy trwały wiele miesięcy, wszyscy staraliśmy się wypracować takie warunki, aby interesy wszystkich stron były zabezpieczone. Nie wiem co się stało… – mówi rozgoryczona Ewa Latusek, przewodnicząca zakładowej „Solidarności”.

Zaskoczony jest też Krzysztof Krupa, szef przyzakładowego Związku Zawodowego Inżynierów i Techników. – Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że wszystko jest na jak najlepszej drodze, aby wyprowadzić Autosan na prostą. Spodziewaliśmy się zupełnie innego rozwiązania. Nie tak miała wyglądać nasza przyszłość. To wszystko źle wróży fabryce – mówi zaniepokojony Krupa.

Związkowcy mają 20 dni na ustosunkowanie się do pisma syndyka i podpisanie porozumienia w sprawie zwolnień. Już dziś wiadomo, że tego nie zrobią. – Absolutnie nie ma na to naszej zgody – zastrzega Latusek.

Autosan do kupienia za 19 milionów
Autosan jest w upadłości likwidacyjnej od dwóch lat. Ludwik Noworolski, syndyk zarządzający zakładem, pięć razy próbował sprzedać fabrykę w przetargu. Jednak mimo sporej obniżki ceny, w ostatnim przetargu właścicielem legendarnego zakładu z Sanoka można było zostać wykładając 37 milionów złotych, chętnych za zakup nie było. Po piątym nieudanym przetargu syndyk dostał zgodę Andrzeja Leśniaka, sędziego komisarza nadzorującego upadłość Autosanu, na sprzedaż fabryki z wolnej ręki. Decyzja obwarowana jest kilkoma warunkami. Zakład ma zostać sprzedany w całości do końca roku za nie mniej niż 19 milionów złotych, przy czym nowy inwestor ma kontynuować produkcję autobusów i przejąć załogę.

Związkowcy ciągle mają nadzieję, że syndyk dojdzie do porozumienia z Polską Grupą Zbrojeniową, której ofertę ze względu na kwestie finansowe wcześniej odrzucił. Jego zdaniem, 14 milionów, które konsorcjum zaoferowało za przejęcie produkcyjnej części zakładu, to zbyt mało. – Ta oferta była dla nas bardzo dobra, bowiem zapewniała produkcję i przejęcie załogi. To był dla nas ratunek. Boję się, że jeśli się nie dogadają, to będzie oznaczało koniec Autosanu – podsumowuje Latusek.

Strony po ustaleniu przez syndyka i sędziego komisarza, nadzorującego upadłość Autosanu, nowych warunków sprzedaży, miały ponownie usiąść do rozmów. Negocjacje podobno trwają. Jeśli syndyk do końca roku nie znajdzie właściciela dla sanockiej fabryki, być może trzeba będzie sprzedać zakład w częściach, a to może oznaczać koniec historii ponad 180-letniej historii Autosanu.

Upadek legendy
Autosan to jedna z najstarszych fabryk motoryzacyjnych w Polsce. Jej początki sięgają pierwszej połowy XIX wieku. W 1832 Mateusz Beksiński, ojciec późniejszego artysty Zdzisława, razem z Walentym Lipińskim założyli zakład rzemieślniczy, w którym rozpoczęli produkcję m.in. kotłów i narzędzi miedzianych. Fabryka przechodziła różne koleje losu, w zależności od europejskich oraz krajowych kryzysów i koniunktury. W początkowych latach swej działalności produkowała sprzęt i urządzenia na potrzeby górnictwa naftowego, przemysłu gorzelniczego i browarnictwa.

30 lat później zakład rozpoczął produkcję kolejowych wagonów osobowych i towarowych oraz tramwajów. Jeszcze przed końcem XIX wieku firma stała się czołowym i jednym z największych producentów pojazdów szynowych w Monarchii Austro-Węgierskiej.

W czasie dwóch wojen Niemcy i Rosjanie próbowali zniszczyć fabrykę, ale dzięki zaangażowaniu pracowników udało się ją odbudować. Pierwsze autobusy wyjechały z fabryki w 1926 roku.

Po wojnie szybko uruchomiono produkcję wagonów kolejowych, przyczep ciągnikowych i tramwajów, później także autobusów. W 1950 roku z linii produkcyjnej zjechało 71 autobusów wyprodukowanych na włoskich podzespołach.

Pierwszy prototyp własnego autobusu międzymiastowego powstał w firmie w 1951 roku według projektu Biura Konstrukcyjnego Przemysłu Motoryzacyjnego. W latach 1951-1959 bramy Sanockiej Fabryki Wagonów opuściło łącznie 2,5 tysiąca międzymiastowych autobusów „Star”. Firma otrzymała nową nazwę „Sanocka Fabryka Autobusów” (Autosan).

Złoty okres Autosanu to lata 70. ubiegłego wieku. Produkcja idzie pełną parą, zamówienia spływają z całego kraju, a Autosan jest głównym dostawcą autobusów na polskie drogi. W szczytowym okresie pod koniec lat 70. ich produkcja przekraczała 4 tys. sztuk rocznie. Zakład zatrudnia około 7 tys. osób. W latach 80. Autosan eksportuje swoje pojazdy także do Europy Wschodniej, gdzie cieszą się dużą popularnością. – Doskonałe autobusy z charakterystycznym logo Sanockiej Fabryki Autobusów „Autosan” stały się chyba najlepszym w historii produktem promocyjnym naszego miasta. To dzięki ofiarności fabryki Sanok przeżywał dynamiczny rozwój w latach PRL. To wówczas dzięki pomocy „Autosanu” powstało bardzo dużo bloków mieszkalnych, przedszkoli, szkół czy obiektów sportowych. Przy fabryce prężnie działał Zakładowy Klub Sportowy Stal Sanok z mocnymi sekcjami hokeja na lodzie i piłki nożnej. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to dzięki „Autosanowi” w Sanoku jest dziś hokej. To „Autosan” wybudował m.in. sztuczne lodowisko „Torsan” przy ul. Mickiewicza. Każda większa inwestycja w mieście była realizowana przy udziale fabryki. Na „Autosan” zawsze można było liczyć – mówi nam historyk Andrzej Romaniak.

W latach 90 Autosan specjalizował się w produkcji autobusów międzymiastowych, szkolnych i turystycznych. Jednak już wtedy zainteresowanie ze strony odbiorców było mniejsze i produkcja spadała. Aby się ratować Autosan poszerzył swoją ofertę o pojazdy dla wojska i policji.

Od 2003 roku firma „Autosan” ponownie wkroczyła na rynki eksportowe, zawierając kontrakty na dostawy autobusów do Wielkiej Brytanii, Szwecji, Rumunii, Słowacji i Węgier. Eksport stopniowo rósł, po czym zaczął systematycznie spadać. Od 2009 roku fabryka generowała straty. Wprawdzie nowe kontrakty poprawiały sytuację finansową firmy, ale tylko na chwilę. W 2013 roku ówczesny zarząd spółki ogłosił upadłość. Zakład za symboliczną złotówkę sprzedano legendarną fabrykę nowemu właścicielowi.

Pod koniec maja br. Prokuratura Okręgowa w Krośnie ze względu na „brak znamion przestępstwa” umorzyła śledztwo ws. upadłości Autosanu.

Martyna Sokołowska

One Response to "Nikt nie chce Autosanu…"

Leave a Reply

Your email address will not be published.