
STAL RZESZÓW – ORLĘTA RADZYŃ PODLASKI. Aż trzech piłkarzy gospodarzy zeszło z boiska z powodu urazów!
– Wstaliśmy z klęczek po feralnym meczu w Świdniku. Pokazaliśmy, że potrafimy grać w piłkę. Ten wynik to dobry prognostyk przed sobotnimi derbami Rzeszowa – mówił po efektownym 5-1 nad Orlętami Marcin Wołowiec, trener Stali.
Mecz nie był rozgrywany w piątek 13, ale dzień później. Stalowców prześladował jednak pech. Urazy mięśniowe eliminowały po kolei z gry Łukasza Szczoczarza, Konrada Husa i Arkadiusza Barana. Wracający po poważnej kontuzji Damian Jędryas wszedł na boisko po przerwie, ale wytrwał ledwie 27 minut. – Wydaje się, że najpoważniejszy problem ma Konrad Hus. W starciu z Resovią raczej go nie zobaczymy – tłumaczył na gorąco trener Wołowiec. – Co do Damiana: podjąłem spore ryzyko, ale na szczęście nic złego się nie stało. Mam nadzieję, że w sobotnich derbach będzie do dyspozycji.
Stalowcom motywacji nie brakowało. W Dzień Niepodległości dali plamę – ulegli Avii 2-5, tracąc 4 gole podczas gry w przewadze. W sobotę już po sześciu minutach cieszyli się z bramki. Po świetnym podaniu Petera Suswama, Piotr Prędota posłał piłkę nad Adrianem Wójcickim. Niebawem „setkę” zmarnował Maciej Maślany. Biało-niebiescy grali swobodnie i z polotem, nie schodząc z połówki Orląt. Sielanka skończyła się w 24 minucie, po pierwszym rzucie rożnym gości i zamieszaniu w polu karnym. Baran został trafiony piłką w rękę i sędzia wskazał na „wapno”. Utrata gola zbiegła się z opuszczeniem murawy przez „Szczotkę”, Orlęta wyczuły szansę i śmielej zaatakowały. Gdyby Marek Nowacki nie skiksował, a chwilę później Dawid Kaszuba nie błysnął refleksem, rzeszowianie mieliby się z pyszna.
– Nie wykorzystaliśmy doskonałej okazji i zapłaciliśmy za to – ubolewał Damian Panek, opiekun zespołu z Radzynia Podlaskiego. – Plan na drugą połowę był taki, żebyśmy grali spokojnie, szukając możliwości do wyjścia z atakiem. Niestety, dwie minuty po wznowieniu chyba najniższy zawodnik na boisku strzelił nam głową bramkę i o dobrym wyniku mogliśmy zapomnieć. Słabo zagraliśmy, przyjmujemy to na klatę i cieszymy się z zimowej przerwy. Pocieszające jest tylko to, że w małym Radzyniu na mecze chodzi więcej kibiców.
– Kolejny raz udowodniliśmy, że jesteśmy kolektywem. Zamieszanie trwało krótką chwilę. Przez większą część kontrolowaliśmy to spotkanie – podsumował Marcin Wołowiec.
STAL Rzeszów 5
ORLĘTA Radzyń P. 1
(2-1)
1-0 Prędota (6.), 1-1 Borysiuk (26. – karny), 2-1 Brocki (37.), 3-1 Lisańczuk (47.), 4-1 Prędota (59.), 5-1 Drelich (71.).
STAL: Kaszuba – Konrad Hus (35. Szymański), Baran (46. Jędryas, 73. Zieliński), Drelich, Suswam, Brocki, Kanach, Szeliga, Prędota, Maślany – Szczoczarz (26. Lisańczuk).
ORLĘTA: Wójcicki – Ebert (63. Leszkiewicz), Zarzecki, Konaszewski, Szymala, Melnyczuk, Kot, Powałka (22. Nowacki), Borysiuk, Zmorzyński (83. Grądzki) – Król (74. Milcz).
Sędziował: Grzegorz Pożarowszczyk (Lublin). Żółta kartka: Lisańczuk, Suswam – Kot. Widzów: 150.
Tomasz Szeliga


