Część środowiska teatralnego w Polsce, także w Rzeszowie oburza się, że politycy będą recenzować sztukę. Chodzi przede wszystkim o scenę Narodowego Starego Teatru w Krakowie, gdzie w trybie pilnym ministerstwo kultury zażądało dostarczenia zarejestrowanych na wideo wszystkich spektakli pozostających w repertuarze. Oceny ma dokonać Konrad Szczebiot, były dziennikarz i krytyk teatralny, obecnie doradca ministra Glińskiego.
Osobiście współczuję mu, że będzie musiał oglądnąć wiele gniotów, które w ostatnim czasie wyprodukował za publiczne pieniądze Jan Klata, dyrektor tego teatru, doprowadzając do tego, że ludzie przestali tam chodzić jak niegdyś. Bilety do tego teatru można kupić w promocyjnej cenie „za grosze”, a wielu znakomitych aktorów, jak choćby Anna Dymna, odmówiło grania w spektaklach Starego Teatru, a Jerzy Trela i Anna Polony po 50 latach odeszli z tego teatru po tym, jak Klata został dyrektorem i zaczął robić swoje teatralne gnioty. Dziwi mnie natomiast święte oburzenie części „ludzi teatru” na ów fakt. Bo skoro placówka dostaje pieniądze z ministerstwa, to co w tym dziwnego, że chce ono dokonać oceny pracy podległej sobie palcówki?
Patrząc na to, co w naszym kraju wyrabia się za publiczne pieniądze, skłaniam się ku poglądowi, by za przykładem Stanów Zjednoczonych sztuki nie finansować z podatków. Sceny na Broadway’u, gdzie miałem przyjemność być na spektaklu „Chicago”, radzą sobie świetnie. Również scena off Broadway’owska, na której z powodzeniem występował np. teatr Leszka Mądzika, w którego Scenie Plastycznej miałem przyjemność grać przez wiele lat, nie jest finansowane z portfela amerykańskiego podatnika, a cieszy się ogromnym prestiżem całego świata kultury. I choć Kraków to nie Nowy Jork, to rozwiązanie wydaje się słuszne. Niech to widz oceni, jakiego chce teatru w Polsce. A może wtedy pseudonowatorskie gnioty udające eksperymentalny teatr, nie będą miały racji bytu na naszych teatralnych scenach.
Redaktor Marcin Żminkowski



17 Responses to "„Świńte” oburzenie"