Radni chodzą na bumelki

Jak się okazuje, nie wszyscy samorządowcy zachowują się uczciwie. Fot. Autor
Jak się okazuje, nie wszyscy samorządowcy zachowują się uczciwie. Fot. Autor

KOLBUSZOWA. Przychodzą na sesję, podpisują się na liście obecności i… wychodzą. A potem jeszcze inkasują za to nasze pieniądze.

O tym, że w samorządzie Kolbuszowej dochodzi do wyłudzania (czyt. – kradzieży) publicznych pieniędzy, opowiedział Krzysztof Wilk, przewodniczący tamtejszej Rady Miejskiej. Oświadczył on, że niektórzy radni i sołtysi przychodzą na sesje, podpisują się na liście obecności i… wychodzą. A potem jeszcze biorą za to zapłatę. – Dotyczy to zwłaszcza sołtysów. To nie jest uczciwe wykonywanie swojej pracy – zaznaczył Wilk.

O nieuczciwości, ujmując to eufemistycznie, części kolbuszowskich samorządowców Krzysztof Wilk, przewodniczący Rady Miejskiej, opowiedział na ostatniej sesji gminnego parlamentu. Oświadczył on, że część osób przychodzi na sesje, podpisuje się na liście obecności, opuszcza salę obrad, a potem zgarnia za to dietę. O jakie pieniądze chodzi?

Przewodniczący rady dostaje co miesiąc 1950 złotych netto, jego dwaj zastępcy po 1365 zł, a szeregowi radni – 838 zł i 50 gr. Dieta sołtysów i przewodniczących zarządów miejskich osiedli to 331 zł i 50 gr. Łącznie w ciągu roku na diety trafia ok. 260 tys. zł. Samorządowcy dostają też pensje w lipcu, czyli wtedy, kiedy z reguły… mają wakacje.

„Radnym zdarza się mniej, sołtysom częściej”
– Rozumiem, że czasem są sytuacje, kiedy nie możemy poświęcić czasu w danym terminie i musimy się spóźnić albo w ogóle opuścić sesję – mówił Krzysztof Wilk. – Niemniej jednak, obserwując ostatnie zdarzenia i sytuacje, zauważam, że bardzo często, może radni rzadziej, ale szczególnie sołtysi, składają swój podpis na liście obecności i opuszczają salę obrad. To nie jest etyczne. Prosiłbym więc o uczciwe i rzetelne podejście do sprawy. Jedni przychodzą i pracują, a ktoś inny tylko podpisze się i idzie do domu. A potem jeszcze skrytykuje nas w mediach, choć na sesji nie był – dodał.

Jedną z osób, do których przewodniczący Wilk „pije”, jest Michał Karkut, sołtys Kolbuszowej Górnej. Zresztą sam na swoim blogu potwierdził, że na ostatniej sesji podpisał listę obecności, załatwił kilka spraw, porozmawiał z sołtysami, zabrał dokumenty i… udał się do pracy. Jak przekonuje, byłby na całej sesji, gdyby obrady zaczynały się po południu.

Sołtys Karkut: Nie zrezygnuję z pracy zawodowej
– Sesje zwoływane rano zupełnie mi nie pasują i odpowiem pisemnie na ten apel panu przewodniczącemu Wilkowi – pisze na blogu Karkut. – Nie zrezygnuję z pracy zawodowej, gdyż mam swoje obowiązki wobec rodziny. Przeniesienie godzin pracy rady na godz. 8, bo rzekomo urzędnicy nie mogą później, jest dla mnie czymś dziwacznym. W wielu miastach radni spotykają się popołudniami i jakoś tam się to da zrealizować. U nas jakoś nie można.

– Początkowo radni spotykali się o 14 i jakoś mogłem tak sobie pookładać pracę, żeby wpaść na sesję i posłuchać o czym tam debatują – dodaje sołtys. – Jednak teraz nie jestem w stanie tak działać. Przykro mi, ale to niewykonalne. Jeśli mogę, to jestem na sesji. Jeśli nie mogę, to mnie nie ma. Kiedyś miałem na tyle czasu, że mogłem słuchać radnych, nie mając prawa głosu. Teraz tego czasu nie mam. A tego, który mi zostaje, nie zamierzam marnować.

Paweł Galek

4 Responses to "Radni chodzą na bumelki"

Leave a Reply

Your email address will not be published.