
PIŁKA NOŻNA. Pomocnik Karpat Krosno, Andrij Nikanowycz, o atutach grupowego rywala biało-czerwonych i pełnym trosk życiu na Ukrainie.
Raz jeszcze wracamy do losowania grup ME 2016. Przeciwnikiem Polaków będzie m.in. Ukraina, skąd pochodzi Andrij Nikanowycz. Wychowanek Skały Stryj już od ponad 5 lat biega po podkarpackich boiskach.
– Kto wygra w czerwcu w Marsylii: Polska czy Ukraina?
– Zespół, który będzie miał lepszy dzień. To ten sam poziom. Ukraina nie ma co prawda takich gwiazd jak Robert Lewandowski czy Arkadiusz Milik, ale posiada ogromny charakter. Poza tym zawodnicy doskonale się rozumieją, bo prawie wszyscy grają w lidze ukraińskiej. Nie zdziwiłbym się, jeśli padnie remis.
– Będzie miał pan rozdarte serce?
– Dobrze mi w Polsce, ale jestem Ukraińcem i będę kibicował swojej reprezentacji. Wyżej stoją akcje waszej drużyny, jednak to tylko jeden mecz i wszystko jest możliwe. Pamiętajcie też, że Ukraina bardzo dobrze gra na dużych turniejach.
– Ukraińskie media dużo uwagi poświęcają mistrzostwom Europy?
– Sporo. Wszyscy spodziewają się wielkich emocji i sukcesu. Wyjście z grupy to oczywiście cel minimum. Dziennikarze i specjaliści twierdzą, że Niemcy są poza zasięgiem, ale moim zdaniem wszystkie cztery drużyny mają takie same szanse. To jest piłka nożna, gra, w której cały czas dochodzi do niespodzianek. W tej grupie mogą paść zaskakujące wyniki!
– Mówi pan, że reprezentacja Ukrainy nie ma wielkich gwiazd, ale przecież Jewhen Konoplianka i Andrij Jarmołenko znaleźliby miejsce w każdej drużynie…
– To świetni skrzydłowi. Większość osób powie o nich „gwiazdy”, ale będę się upierał, że to nie indywidualności decydują o sile naszego zespołu. Powtórzę: Ukraina to jeden organizm. Zwycięża dlatego, że jeden walczy za drugiego. Mamy naprawdę ambitnych piłkarzy. Alex Teixeira? Wciąż nie wiadomo, czy Brazylijczyk zdecyduje się przyjąć ukraińskie obywatelstwo. U nas nie ma snajpera na miarę Lewandowskiego, ale w każdym meczu znajdzie się ktoś, kto bramkę zdobędzie. To też wielki atut ukraińskiej reprezentacji.
– Adama Nawałkę w Polsce noszą na rękach. Jego ukraiński kolega po fachu wciąż czeka na przedłużenie umowy z federacją.
– Myślę jednak, że prezesi w końcu dogadają się z trenerem Mychajłem Fomienką. A jak nie, no cóż, na Ukrainie kandydatów na selekcjonera kadry nie brakuje. Niebawem do sztabu dołączy po kursach trenerskich Andrij Szewczenko. Choć mam nadzieję, że Fomienko poprowadzi zespół na Euro. Zasłużył na to.
– Szachtar Donieck, Dynamo Kijów, Dnipro Dnipropietrowsk – ukraińskie kluby, w przeciwieństwie do polskich, regularnie występują w Lidze Mistrzów i Lidze Europy. Utrzymywane są jednak z pieniędzy oligarchów, a to się może kiedyś skończyć. To stąpanie po cienkim lodzie?
– W Polsce też są oligarchowie. Tylko że inwestują w siatkówkę albo piłkę ręczną. Na Ukrainie, poza piłką nożną, nie ma silnych klubów. Reprezentacje siatkarzy, szczypiornistów albo koszykarzy też niewiele znaczą.
– Gdzie pan teraz jest?
– W rodzinnym domu, w Stryju. Mam urlop do 10 stycznia. Dostałem rozpiskę od trenera i aktywnie spędzam czas. Biegam, gram z kolegami na Orliku. Opiekuję się córką, zabieram ją w różne fajne miejsca. Jest bardzo miło.
– Niechętnie opowiada pan o sytuacji na Ukrainie, ale spytam: uspokoiło się choć trochę?
– Sytuacja wciąż jest skomplikowana. Wprawdzie nie mówi się już tak wiele o tym, co dzieje się na wschodzie kraju, lecz wszyscy zdajemy sobie sprawę z zagrożenia. Ludzie są już potwornie zmęczeni i rozczarowani. Denerwuje ich, że przez tyle czasu nic się nie zmieniło na lepsze. Jakoś sobie radzimy, choć wesoło nie jest. Naprawdę ciężko mi o tym mówić…
– Polska to inny świat?
– Jak słyszę, ile ludzie zarabiają na Ukrainie i przeliczę to na złotówki, to łapię się za głowę. To nie do uwierzenia.
– Grał pan w Resovii i Stali Mielec, a od tego sezonu w Karpatach Krosno. Dobrze tam panu?
– Jestem bardzo zadowolony. Niczego mi nie brakuje. Klub jest świetnie zorganizowany – pieniądze są wypłacane na czas, a drużyna też jest mocna. Czy wiosną będziemy ścigać czołówkę? Najważniejsze, żeby się utrzymać, bo przewaga nad grupą spadkową jest niewielka. Intuicja mi jednak podpowiada, że Karpaty włączą się do walki o baraże.
Rozmawiał: Tomasz Szeliga


