
PODKARPACIE. W transplantologii jest lepiej, ale daleko nam jeszcze do regionów, gdzie pobiera się rocznie narządy od kilkuset dawców.
W ubiegłym roku w regionie zgodę na pobranie narządów wyraziło 15 rodzin osób zmarłych. Dzięki temu udało się uratować życie 43 osobom, bo pobrano od nich 43 narządy, w tym: 30 nerek, 10 wątrób, 2 serca, 1 trzustkę. Wciąż na przeszczep czeka jeszcze 60 pacjentów, z czego 37 potrzebuje nerki, 18 – serca, 3 – wątroby, 2 – płuca.
Na przeszczep narządów w całej Polsce czeka ponad 4200 chorych. Na podarowane w ten sposób nowe życie trzeba czekać średnio 9 miesięcy.
Mało dawców z wielu powodów
W regionie kilka szpitali blisko współpracuje z Poltransplantem, nie ma u nas jednak ani jednego ośrodka, w którym pobiera się lub wykonuje przeszczepy. Pacjenci z Podkarpacia do takich operacji kwalifikowani są w Krakowie. Dlaczego na Podkarpaciu mamy tak mało dawców?
Koordynatorzy transplantacyjni mówią, że przyczyn jest kilka. Najjaskrawszą jest kampania medialna prowadzona przez niektóre środowiska, która podważa sens transplantologii, kwestionując istnienie śmierci mózgu. Powodem jest także sposób zatrudniania lekarzy anestezjologów, którzy w większości pracują na kontraktach, przychodzą na oddział w celu zrealizowania konkretnych procedur, nie chcą zajmować się stwierdzaniem czy u pacjenta doszło do śmierci mózgu czy nie. Nie bez znaczenia jest także brak zaufania i niechęć społeczeństwa do całej służby zdrowia, co mocno wpływa na podjęcie decyzji o oddaniu narządów bliskich osób do przeszczepu. Ludzie, szczególnie w naszym regionie, nadal nie mają wiedzy, że Kościół katolicki popiera transplantologię i akceptuje śmierć mózgu.
Dawca jest młody i zmarł nagle
Co jest najtrudniejsze w rozmowie z rodziną potencjalnego dawcy? – Trudność polega na tym, że mówimy do bliskich nie osoby starszej, schorowanej, ze śmiercią której najbliżsi mieli czas się oswoić, tylko do rodziny osób młodych, zdrowych, synów, córek, których śmierć przyszła nagle, niespodziewanie, której towarzyszą wielkie emocje. Duże emocje towarzyszą także nam, lekarzom. Z jednej strony robimy wszystko, by uratować tego człowieka, ale w pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy bezradni i nie możemy już mu pomóc. Wtedy stajemy naprzeciwko rodziny, która w ciągu kilku/kilkunastu godzin nie potrafi się pogodzić z jego odejściem, staramy się przekonać ją, by zaakceptowała wolę zmarłego co do pobrania narządów. Czasami świadomość rodziny, że śmierć ich bliskich ma głębszy sens i daje szanse życia innym ludziom może ułatwić przeżycie żałoby – mówi dr Małgorzatą Zajdel-Paśniczek, koordynator transplantacyjny w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie.
Anna Moraniec


