
PODKARPACIE. Każdy wypadek na dzikim lodowisku jest inny, ale z każdego można wyciągnąć ten sam wniosek.
Temperatura spada i wszystko wskazuje, że spadać jeszcze będzie. Lód na stawach i jeziorach jest kruchy i niebezpieczny. WOPR ostrzega: Wejście na taką ślizgawkę z łyżwami to najkrótsza droga do śmierci. Chętnych mimo to nie brakuje, bo brakuje sztucznych lodowisk.
Wkrótce pierwsi uczniowie rozpoczną ferie zimowe. Śniegu jest mało i alternatywą jest lód. Na palcach można wyliczyć miasta na Podkarpaciu ze sztucznymi taflami, a przymarzniętych stawów i zastoisk wodnych nie brakuje.
Opanuj strach i krzycz
Właśnie przymarzniętych, a nie zamarzniętych. Za mało było mrozu, by na stawach utworzył się lód, mogący utrzymać dorosłego mężczyznę.
– Wejście na lód, tym bardziej w miejscu dla nas nieznanym, jest na prawdę krokiem ku śmierci – mówi Marta Górecka z OSP Stalowa Wola, która jest wyszkolonym strażakiem w ratownictwie wodnym i lodowym. – Jeżeli nie daj Boże wpadniemy do wody, musimy opanować panikę i jak najszybciej wydostać się na powierzchnię lodu. Trzeba też zdobyć się na wysiłek i głośno wołać o pomoc. Szansą dla nas tylko jest to, że ktoś wołanie usłyszy.
Lód kusi, a powinien straszyć
Przykładów podlodowych tragedii nie brakuje. Znamienny był wypadek dwóch młodych ludzi z Zaklikowa, którzy utonęli pod lodem tamtejszego zalewu. Po lodzie spacerowali po zmierzchu. Lód się załamał i po krótkim czasie jego tafla się zasklepiła. Choć byli silni, w nocy nie widzieli drogi ratunku. Każdy wypadek jest inny, ale gdy kończy się tragedią, przynajmniej z niej powinniśmy wyciągać wnioski.
Jerzy Mielniczuk


