W sobotę w samo południe poszedłem na manifestację Komitetu Obrony Demokracji na rzeszowski Rynek. Poszedłem tam z zawodowej ciekawości. Zobaczyć tych, którzy tak zawzięcie bronią zagrożonej ponoć wolności. A wolność ma to do siebie, że każdy może zamanifestować swoje poglądy publicznie bez lęku, że zostanie za to wrzucony „na dołek”. To ma do siebie wolność słowa, że nawet najgłupsze poglądy mogą być publicznie zamanifestowane. Jednak wolność nie jest jednoznaczna z demokracją.
Przypomnę, że to za czasów demokratycznych rządów Platformy i PSL ludzie byli wsadzani do więzień lub bici przez policję na ulicach za manifestowanie swoich „niesłusznych“ poglądów. Bito nawet przypadkowych przechodniów. Demokracja to nie wolność, a wolność to nie demokracja. Przecież Adolfa Hitlera wybrali Niemcy w demokratycznych wyborach. Putin też słynie ze swojego „demokratycznego” nastawienia. Co tu dużo szukać – w PRL-u też była ponoć demokracja.
Niektórzy z uczestników manifestacji najwyraźniej nie mogli się pogodzić z tym, że już nie tylko jedna jedynie słuszna opcja „pierwszomajowa” może demonstrować swoje poglądy. Mam tu na myśli m.in. starszego pana, który zaatakował mnie używając siły (choć niewiele jej miał), uderzając mnie i wytrącając przy tym telefon, którym filmowałem manifestujących KOD-owców i kontrmanifestujących nacjonalistów. Nie chcę stawiać się po żadnej ze stron, ale zachowanie niektórych starszych ludzi z KOD-u było, delikatnie mówiąc, chamskie. Staruszek, który mnie zaatakował wykrzykując, że bez jego zgody filmować nie będę i pokazując mi środkowy palec, a potem „wała”, był żenujący, komiczny i żałosny. Nie wiem, jaką funkcję sprawował w PRL-u, skoro „bez jego zgody filmować nie można”, ale właśnie to ma do siebie wolność m.in. mediów, że pracujący dziennikarz może wykonywać swoje czynności zawodowe bez opresyjnych sytuacji. Przypomnę tylko, że za czasów słusznie minionych zamykano na 24 godziny niewygodnych dziennikarzy podczas konferencji rządu tylko dlatego, że „ośmielili się” zadawać niewygodne pytania. Ów agresywnego staruszka wsparła młoda kobieta z aparatem fotograficznym, która wyrzuciła mi w twarz, żebym sobie filmował swoich kolegów.
Nie bardzo wiem, kogo miała na myśli. Miałem filmować swoich kolegów dziennikarzy? Gdy zapytałem ją, czy jest również z prasy, uciekła w tłum. Również jedna ze starszych pań wyraziła swoją dezaprobatę wobec Młodzieży Wszechpolskiej, zarzucającej jej burdy. Jednak to nie oni mnie zaatakowali, choć stałem pomiędzy nimi a KOD-owcami. Oberwało mi się właśnie od tych drugich. I wciąż nie bardzo rozumiem za co. Za brak znaczka KOD w klapie? Kiedy manifestanci zaczęli śpiewać i tańczyć kaczuszki, oddaliłem się, bo granica żenady została przekroczona. I tylko skaczącego Romana Giertycha tam brakowało, notabene KOD-owca i byłego narodowca w jednej osobie.
Redaktor Marcin Żminkowski



69 Responses to "Wolność a demokracja"