Podróż do kulinarnego Krakowa cz. II

„Zazie Bistro” - jeśli nie spotkaliście się jeszcze z prawdziwą kuchnią francuską, bo albo nie ma w okolicy albo za drogo, to teraz to nadrobicie. Jest to  miejsce na każdą kieszeń, nawet i studencką, a stosunek jakości do ceny bardzo, ale to bardzo przyjazny… Fot. Archiwum
„Zazie Bistro” – jeśli nie spotkaliście się jeszcze z prawdziwą kuchnią francuską, bo albo nie ma w okolicy albo za drogo, to teraz to nadrobicie. Jest to miejsce na każdą kieszeń, nawet i studencką, a stosunek jakości do ceny bardzo, ale to bardzo przyjazny… Fot. Archiwum

 

Jak dobrze i tanio zjeść w Grodzie Kraka…

Najkrótszy karnawał tysiąclecia powoli się kończy, a my możemy korzystać z dobrodziejstw cywilizacyjnych i w krótkim czasie znaleźć się na upragnionej autostradzie i zaszaleć w kulinarnej stolicy Polski. W Grodzie Kraka.

Kazimierz
Jeszcze kilkanaście lat temu prawie nikt tam nie zaglądał. A teraz… Jedna z najciekawszych imprezowych miejscówek w Europie Środkowo-Wschodniej. Pamiętajmy, że najlepiej tam się udać po zmierzchu, uwzględniając możliwość wyjścia stamtąd o świcie. Jeśli jeść to w okrąglaku na placu Nowym. Wielu pałaszuje sławetne kotlety od Endziora, ale nie mniejszym zainteresowaniem cieszy się kuchnia domowa w jednym z okienek: Bar pod okrąglakiem. Obsługujący jegomość ma fartuch uprany jeszcze za czasów Tetmajera, ale dania smakują tam wybornie. Na naszych oczach, prosto z garnków podawane są żeberka, grochówka czy żurek z białą kiełbasą i świeżą ćwiartką chleba. Nowością okrąglaka jest Meat & go. Zjemy tam pyszną porchettę, czyli pieczonego prosiaka z ziołami rodem z Toskanii. Uraczymy się też pekefleisch, peklowaną wołowiną przygotowywaną przez dni… jedenaście. Rozpływa się w ustach, zwłaszcza z dodatkiem sosu chrzanowego i kiszonego ogórka. Określenia „fast food” nabierają wtedy innego znaczenia.

Jest też miejsce, które zwłaszcza w weekendy wymaga wcześniejszej rezerwacji. „Zazie Bistro” się zwie. Jeśli nie spotkaliście się jeszcze z prawdziwą kuchnią francuską, bo albo nie ma w okolicy albo za drogo, to teraz to nadrobicie. Jest to miejsce na każdą kieszeń, nawet i studencką, a stosunek jakości do ceny bardzo, ale to bardzo przyjazny. Dania serwują takie, że na zapleczu zapewne nie muszą posiadać zmywarki. Talerze wracają bowiem od klientów wyczyszczone do cna. Wołowiny po burgundzku nie powstydziłby się wydać z kuchni niejeden kucharz znad Rodanu. A ponadto płaszczka w brązowym maśle, ślimaki zapiekane ze szpikiem wołowym, ozorki i gęsie żołądki. Przebojem w karcie jest bouillabaisse, zupa rybna z okolic Marsylii, z dwoma rodzajami ryb, mulami, krewetkami i przegrzebkami. Kartę sporządził  Daniel Myśliwiec i wielka mu chwała, zwłaszcza za te Jego sosiki.

Jak nam przyjdzie ochota na wino, udajmy się do winiarni Bottiglieria 1881, i odwiedźmy przebogatą piwniczkę win, po której oprowadzi nas Michał Jancik, sommelierski mistrz Polski.

Zakładka to bistro francuskie, w którym znajdziemy wszystko co dla smakosza najlepsze: grasicę cielęcą, świńskie ucho, ozorek cielęcy, eskalop z wątroby cielęcej, policzki wołowe, kaszankę z jabłkami, żabie udka czy tygielek ślimaków. Świetne wina, w tym również miejscowe, spod krakowskiej Witnicy.
Zakładka to bistro francuskie, w którym znajdziemy wszystko co dla smakosza najlepsze: grasicę cielęcą, świńskie ucho, ozorek cielęcy, eskalop z wątroby cielęcej, policzki wołowe, kaszankę z jabłkami, żabie udka czy tygielek ślimaków. Świetne wina, w tym również miejscowe, spod krakowskiej Witnicy.

Jeśli chęć na piwo wzbierze, to Omerta Pub zaspokoi Wasze pragnienie. Najlepsza piwiarnia w Polsce bez dwóch zdań. Znam takich, którzy jak nie zaliczyli podczas wypadu do Krakowa Omerty, swój wyjazd do Królewskiego Miasta uważają za nieważny. Blisko 30 piw z całego świata w nalewakach, fachowa obsługa i wystój jak z Ojca Chrzestnego. Adres łatwo zapamiętacie, bo to ul. Kupa. Co pić? W takim wyborze zadanie jest niełatwe. Można zastosować próbnik, czyli deskę wybranych kilku piw w kieliszkach 100 gramowych. Pokosztujcie wszelkich stylów piw typu: ale brytyjskie, pale ale, india pale ale, bitter alle, brown alle, porter, dry stout, milk stout, owsiany stout, red ale, weizenbier, dunkel weizen, weizenbock, abbey ale, bock, dortmunder, lambik, kriek. Wszystkiego nie wypróbujecie, ale i tak będziecie zachwyceni. O wyjątkowości lokalu świadczy to, że nawet podczas Mistrzostw Świata i Mistrzostw Europy w piłce kopanej nie instalują tam telewizorów, a mimo to lokal jest pełen piwoszy płci obojga. A tuż obok Zmowy Milczenia i powiewu Corleone, swą siedzibę ulokowała najlepsza pizzeria w Krakowie: Coca Typical Sicilian Food. Rozpostarta nad piecami flaga głowy Meduzy i wyrastających z niej nóżek nie pozostawia wątpliwości. Dwa stoliczki, kilka metrów kwadratowych, ale calzone z szynką czy szpinakiem nie ma sobie równych, a kapitalne ciasto rozpływa się w ustach.

A nocą w swe otchłanie lubi pojmać Singer. W środku maszyny do szycia, wystrój przedwojennego mieszkania w tonacji „burdelowej czerwieni”. Impreza na dobre rozkręca się wzorem krajów śródziemnomorskich, około drugiej w nocy. Przekrój wiekowy waha się, między 18 plus a 100 minus. Pełna integracja, muzyka jakiej nie słuchają Wasi sąsiedzi i ciasnota ogromna popadająca wręcz o ocieractwo (co wg WHO stanowi dewiację seksualną).Tańce na stołach są wręcz obowiązkowe. Kto był choć chwilę, pragnie znów tam wracać. A jak nocą głód dopadnie, to z Nyski nieopodal Hali Targowej, zjecie kiełbaski jakie tylko można sobie wyśnić.

Podgórze
Najlepiej udać się tam kładką dla pieszych nad Wisłą, noszącą imię wielce zasłużonego Bonifratra ojca Bernatka. Jej budowę oprotestowała Federacja Anarchistyczna uważając, że przez nią zwiększy się ruch i wzrosną ceny na Podgórzu. Sama kładka niszczeje, bo odkochujące się pary rozwalają kłódki, które onegdaj jak byli „młodzi, głupi i zakochani” nieopatrznie zawiesili. Po lewej stronie, przy bulwarze Kurlandzkim, trzeba jeszcze podziwiać Arlinę, rodem z Rotterdamu. Jest to zabytkowa, największa i najstarsza w Polsce barka z restauracją i klubem muzycznym wyprodukowana w 1898 r.

Przypomnijmy, że Podgórze do 1915 roku funkcjonowało jako Wolne Królewskie Miasto. Był nawet pomysł, aby Kraków przyłączyć do Podgórza. Z pomysłu nic nie wyszło, i to austriackie miejsce stało się dzielnicą Krakowa. Zabytków nie brakuje, a nawet spotkamy na Rynku Podgórskim nierozgarniętych turystów z przewodnikiem i mapą. Myślą, że trafili na Rynek w Krakowie. Tylko brak najstarszego domu towarowego w Polsce – Sukiennic. Obecnie to najatrakcyjniejsza dzielnica Krakowa, z wieloma knajpami wartym posiedzenia typu Cava czy Drukarnia.

Ale numerem jeden jest tam Zakładka. Szefem kuchni jest Rafał Targosz, którego nazwisko w branży mówi wszystko. Powygrywał niezliczone konkursy, a staże zaliczał tam, gdzie dają gwiazdki Michelin. W kuchni pracownicy dostają wycisk niczym w Jednostce Karnej LWP w Orzyszu. Pewnie nie chcielibyście tam pracować, ale jako konsumenci będziecie uszczęśliwieni. Bistro francuskie, w którym znajdziemy wszystko co dla smakosza najlepsze: grasicę cielęcą, świńskie ucho, ozorek cielęcy, eskalop z wątroby cielęcej, policzki wołowe, kaszankę z jabłkami, żabie udka czy tygielek ślimaków. Świetne wina, w tym również miejscowe, spod krakowskiej Witnicy. Organizują tam imprezy kulinarne typu „Goűt de France” („Smak Francji”). Wydarzenie wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Można wtedy spożyć np. homara bretońskiego czy filet z turbota,  ragoűt z muli i ośmiornicy. Punkt obowiązkowy wycieczkowiczów w tej dzielnicy.

W krakowskim Singerze impreza na dobre rozkręca się wzorem krajów śródziemnomorskich, około drugiej w nocy. Przekrój wiekowy waha się, między 18 plus a 100 minus. Pełna integracja, muzyka jakiej nie słuchają Wasi sąsiedzi…
W krakowskim Singerze impreza na dobre rozkręca się wzorem krajów śródziemnomorskich, około drugiej w nocy. Przekrój wiekowy waha się, między 18 plus a 100 minus. Pełna integracja, muzyka jakiej nie słuchają Wasi sąsiedzi…

W skład Podgrzórza wchodzi też postprzemysłowe Zabłocie. A tam, przy Lipowej, czeka na nas Winebar, w którym organizują wieczory na dwa kieliszki, z prelekcjami winiarzy. Jest też skład win Win-ko Makłowicz & Lutomski przy Dekerta. Przy odrobinie szczęścia doradzał będzie i osobiście sprzedawał produkty z Europy Środkowej – wschodniej, znany i lubiany propagator sztuki kulinarnej.

Z kolei propagator krakaureologii, Leszek Mazan, z lubością powtarza: „poza Krakowem nie ma życia. No może jest, ale co to za życie”. Zaznajmy zatem kulinarnych rozkoszy istnienia, choć przez chwilę.

PS Jak będziecie wracać z Krakowa i będziecie mieć jeszcze siły, nie omieszkajcie jechać przez Ruczaj. W Pasażu Ruczaj mieści się niezwykle przyjemna włoska restauracja Rialto. Kubki smakowe doprowadzi do obłędu zupa adriatycka czy owoce morza podawane z wybranymi przez siebie makaronami. Tak niewiele trzeba, aby przenieść się ładne kilkaset kilometrów stąd.

Krzysztof Prendecki

Leave a Reply

Your email address will not be published.