
PRZEMYŚL. Pacjenci chirurgii i otolaryngologii „wyprowadzeni” ze Szpitala Miejskiego.
W poniedziałek pacjenci Szpitala Miejskiego w Przemyślu „leżący” na oddziałach chirurgii i otolaryngologii zostali przeniesieni do Wojewódzkiego Szpitala w tym mieście. Powód? Dwoje lekarzy nie podpisało aneksów na dyżury. Szpitale są w trakcie łączenia i mogłoby się wydawać, że to nic nadzwyczajnego. Wielu jednak obawia się, że wszystko zmierza do faktycznej likwidacji placówki przy Słowackiego. Dyrektor obu szpitali, Piotr Ciompa, uspokaja: – Pracę straci nie więcej niż 10 procent zatrudnionych w obu placówkach.
Taką sytuację przewidzieliśmy już 3 miesiące temu i o tym napisaliśmy na naszych łamach. Zgodnie z przepisami szpitale są zmuszone zatrudniać swoich własnych etatowych lekarzy na dyżurach za pośrednictwem innych placówek, na przykład NZOZ-ów. Taki podmiot ma z tego około 1 do 2 złotych za każdą godzinę dyżuru. Jak podano w informacji prasowej, w obu przemyskich szpitalach pośrednikom płaci się za dyżury około 500 tys. złotych rocznie.
Za duże pieniądze
Władze województwa uznały, że to za dużo i postanowiły tę kwestię rozwiązać w ten sposób, że lekarze w placówkach im podległych mają być zatrudniani na dyżury przez tylko jeden podmiot SPZOZ OLK Rzeszów, który ma być Centrum Usług Wspólnych. A że 31 stycznia wygasała umowa z jednym z NZOZ-ów, lekarze zatrudniani na dyżury za jego pośrednictwem dostali propozycję zatrudnienia za pośrednictwem OLK Rzeszów. Dwoje lekarzy z tej oferty nie skorzystało. I tym sposobem Szpital Miejski w Przemyślu został bez zabezpieczenia na dyżury na chirurgii i laryngologii. Dodatkowo dyrektor Ciompa rozwiązał umowę o pracę z dotychczasowym ordynatorem chirurgii. Jak czytamy w komunikacie prasowym, „z powodu podjętych działań nie leżących w interesie placówki i utraty zaufania”. Z kolei pielęgniarkom zaproponowano zmianę pracodawcy na Wojewódzki Szpital, te jednak wolały zostać po prostu oddelegowane do tej placówki, na co dyrektor Ciompa się wstępnie zgodził.
Problemy z blokiem operacyjnym
Przeniesienie wspomnianych oddziałów oraz także ortopedii było zamierzone już wcześniej, bo blok operacyjny w Szpitalu Miejskim, kolokwialnie mówiąc, nie „trzyma” żadnych standardów, a doprowadzenie do tego, by „trzymał”, kosztowałoby, bagatela – 15 mln złotych, jak podaje Marek Ptaszyński, nowy rzecznik obu przemyskich szpitali.
Te „ruchy” wydają się zatem całkiem uzasadnione i logiczne, ale personel Szpitala Miejskiego, a także po prostu przemyślanie mają obawy. Dokładnie boją się tego, że połączenie szpitali tak naprawdę będzie de facto likwidacją placówki przy Słowackiego. W tej chwili zatrudnionych jest w niej prawie 500 osób, a w Wojewódzkim Szpitalu przy Monte Cassino ponad 1200. Zapytany o plany zwolnień dyrektor Piotr Ciompa uspokaja: – Zwolnione zostanie nie więcej niż 10 procent z ogólnej liczby pracowników w obu placówkach – zapewnia. – W pierwszej kolejności będziemy brać pod uwagę osoby, które mają już prawo do świadczenia emerytalnego – zaznaczył.
Olbrzymi dług
Wojewódzki Szpital „zamknął” zeszły rok ze stratą jeszcze większą niż 2014. Zapytany o ogólny dług szpitala oszacował go na 60 mln zł. Jeszcze w listopadzie miejski radny z klubu PiS, Eugeniusz Strzałkowski, na naszych łamach wyrażał obawę, że Przemysł może zostać zupełnie bez chirurgii, bo ze Słowackiego ona zniknie, co się już stało, a wierzyciele mogą upomnieć się o swoje w Wojewódzkim Szpitalu. Dyrektor Ciompa ponownie uspokaja: – Wierzyciele mają zabezpieczenie poprzez organ założycielski, to wynika z ustawy – mówi. Co jednak będzie, jeśli województwa zwyczajnie nie będzie stać na Wojewódzki Szpital w Przemyślu?
Monika Kamińska



2 Responses to "Reorganizacja czy likwidacja?"