
KOLBUSZOWA. Plaga w naszych lasach.
Kłusownictwo to nadal plaga w lasach państwowych regionu. Jak tłumaczy Bartłomiej Peret, nadleśniczy Nadleśnictwa Kolbuszowa, wynika to z tradycji rodzinnych.
– Mimo że wydawało się, iż to zniknęło z naszej świadomości, okazuje się co innego. Stare metody sideł i potrzasków nadal są aktualne – zaznacza nadleśniczy Peret. – Co gorsza, przez takie pułapki wypadkowi może ulec człowiek lub idące z nim zwierzę.
– Złapane w sidła zwierzę kona w straszliwych męczarniach. Jeśli złapie się za szyję, dusi się przez kilka dni. Uwięzione z kolei za kończynę, chcąc się uwolnić ze stalowej linki, zdziera sobie skórę wraz z całą masą mięśniową aż do kości. Kwestią czasu jest więc zakażenie, ropienie i w końcu śmierć w straszliwych męczarniach – twierdzi nadleśniczy.
– Agonia takiego zwierzęcia jest straszliwa. Wyczuwa się to po przeraźliwym krzyku uwięzionego stworzenia, który słychać z kilku kilometrów. Kiedy się do niego podchodzi, jest tak zestresowane i zmęczone, że na widok człowieka umiera na zawał serca. Kłusownicy powinni zadać sobie takie samo cierpienie, jakie serwują swoim ofiarom. Powinni przywiązać sobie nogę metalową linką i przez kilka dni poruszać się na dwóch metrów kwadratowych bez jedzenia i picia. Może wtedy wreszcie ruszyłoby ich sumienie – konstatuje leśnik.
pg


