
SKOKI DO WODY. Reprezentant Stali Rzeszów poszedł w ślady klubowej legendy, Grzegorza Kozdrańskiego, olimpijczyka z Barcelony 1992.
W niedzielę przed godziną 20 nadeszły z Rio de Janeiro fantastyczne wieści. Reprezentant Polski i Stali Rzeszów, Andrzej Rzeszutek, wywalczył olimpijskie przepustki w konkursie z trampoliny 3-metrowej!
Polska od 24 lat czekała na olimpijczyka w tej piekielnie trudnej dyscyplinie sportu. W 1992 roku do Barcelony pojechał junior Stali Rzeszów, Grzegorz Kozdrański. Jego młodszy brat, Andrzej, trenuje dziś Andrzeja Rzeszutka i Kacpra Lesiaka, którzy w weekend walczyli o igrzyska w zawodach Pucharu Świata w Rio de Janeiro.
Siedzieli jak na szpilkach
– Ależ zwieńczenie morderczych, trwających cztery lata, przygotowań! Mamy olimpijczyka, teraz nasza dyscyplina powinna zyskać na znaczeniu! – komentował na gorąco rzeszowianin Grzegorz Lesiak, przewodniczący komitetu skoków do wody przy Polskim Związku Pływackim. Przed zawodami opowiadał na łamach Super Nowości, jak ciężko przebrnąć w tej dyscyplinie przez sito kwalifikacji. – Gdyby to związki krajowe ustalały minima, to Andrzej z Kacprem jechaliby na olimpiadę z urzędu. Niestety, jest inaczej, a konkurencja jest niesamowita. Dlatego sam udział w olimpiadzie skoczka do wody jest porównywalny do zdobycia medalu przez przedstawiciela innej dyscypliny – podkreślał.
Andrzej Rzeszutek zajął we wczorajszym konkursie indywidualnym 23. miejsce i zanim w polskim obozie odtrąbiono sukces, trzeba było siedzieć jak na szpilkach, bo trwało wielkie liczenie punktów. – Zaraz po zawodach wiedzieliśmy tylko, że nie będzie żadnej dogrywki. Czekaliśmy na oficjalny komunikat FINA. Trwały symulacje związane z olimpijską kwalifikacją, gdyż nie było pewne, czy na igrzyskach wystartuje 32 czy może 34 zawodników – tłumaczył Grzegorz Lesiak.
Duet jak się patrzy
Andrzej Rzeszutek wywalczył olimpijski paszport za trzecim podejściem. Niespełna 20-letni Kacper, wracający do formy po perypetiach zdrowotnych, zajął w konkursie indywidualnym 44. miejsce i nie ukrywał rozczarowania. Młodzian zawalił ostatni skok. Za to rzeszowianie mogą być dumni z występu drużynowego. – To był szalenie emocjonujący konkurs. Chłopcy pokonali dwanaście duetów i z dziesiątym wynikiem awansowali do finału. Wyprzedzili mających wyższe notowania Ukraińców, Malezyjczyków i Austriaków. Szósta lokata dawała awans na olimpiadę, trochę do tego zabrakło, ale nasz tandem potwierdził przynależność do światowej czołówki. Z tego naprawdę możemy się cieszyć – podkreślał Grzegorz Lesiak. Dodajmy tylko, że podczas finału na niezadaszonym obiekcie padał deszcz, co skoczkom nie ułatwiało zadania.
Kibiców w Rzeszowie zapewne ucieszy decyzja Rzeszutka i Lesiaka, którzy jeszcze przed zawodami w Rio ogłosili, że zamierzają pracować razem przez następne cztery lata.
Warto dodać, iż rzeszowianie przebywali w Kraju Kawy niemal 2 tygodnie, niczego nie pozostawiając przypadkowi. Ekipa liczyła cztery osoby – byli to dwaj skoczkowie, trener Andrzej Kozdrański i fizjoterapeuta Piotr Kmiotek.
Tomasz Szeliga


