KOSZYKÓWKA. I LIGA. Łańcut przegrał po raz pierwszy przed własną publicznością. Krosno wygrało 15 mecz z rzędu i ciągle pozostaje jedyną niepokonaną drużyną na wyjeździe.
Znakomita skuteczność (9/11, 82 proc.) przed przerwą w rzutach za 3 punkty w głównej mierze przesądziła o sobotnim zwycięstwie Miasta Szkła w Łańcucie. Krośnianie tym samy mogą być już niemal pewni 1. miejsca przed fazą play-off, bowiem na cztery kolejki przed zakończeniem rudny zasadniczej, depczący im po piętach Max Elektro Sokół traci do nich już 3 punkty.
W sobotę „Twierdza Łańcut”, w której gospodarze w tym sezonie jeszcze nie przegrali przeżywała prawdziwe oblężenie. – Już na spotkaniach z Legią Warszawa i GKS-em Tychy było dużo kibiców, ale takiej frekwencji, jak na meczu z Krosnem nie było nawet za czasów naszej „świętej wojny” ze Zniczem Jarosław. Bez wątpienia w sobotę padł rekord frekwencji w naszej hali – mówił Dariusz Kaszowski, szkoleniowiec gospodarzy.
Hala pękała w szwach
Mimo dostawienia blisko 400 krzesełek, hala łańcuckiego MOSiR-u pękała w szwach, a spora część kibiców musiała oglądać mecz na stojąco. W końcówce spotkania nie miało to większego znaczenia, bowiem w tym momencie nikt już nie siedział. Po pierwszej połowie zanosiło się jednak, że na kolejne emocje w derbowym pojedynku trzeba będzie poczekać do następnego meczu obu drużyn. Miasto Szkła, podrażnione porażką 72:85 z pierwszej rundy, niczym wygłodniały tygrys rzuciło się na Sokoła. Rozpoczęło się od dwóch celnych trójek Patryka Pełki i Dariusza Oczkowicz, a potem było jeszcze lepiej dla krośnian, a… gorzej dla łańcucian (w 17 min skuteczność gości w rzutach za 3 pkt wynosiła 90 proc. – 9/10!). Do przerwy podopieczni Dariusza Kaszowskiego zdobyli tylko 32 punkty, grając na zaledwie 32 procentach skuteczności. Na przeciwległym biegunie po 20 minutach znajdowali się krośnianie, trafiając w tym okresie 18 z 24 rzutów z gry (75 proc. skuteczności!).
– Początek meczu wybitnie nam nie wyszedł, ale też głębokie ukłony w stronę przeciwników, bowiem taka skuteczność i to nie jednego zawodnika, tylko całej drużyny nie zdarza się często. W przerwie moi zawodnicy mieli trochę pospuszczane głowy ale mówiłem od samego początku, że jeśli będzie sytuacja, że któryś spuści głowę, to pójdzie na ławkę, bo chcę widzieć walkę do końca, gdyż taka publika z pewnością na to zasługuje. Mimo porażki, jestem zadowolony z postawy zespołu, bo chyba nikt nie wierzył po I połowie, że możemy wrócić do gry i doprowadzić do emocjonującej końcówki – mówił trener Dariusz Kaszowski.
Przebudzenia gospodarzy, nerwy gości
Po zmianie stron łańcucianie pokazali sokoli pazur i mozolnie zaczęli odrabiać straty. Ich defensywa zaczęła stanowić monolit, a w ataku szalał niezwykle szybki, a co najważniejsze skuteczny (29 punktów) Krzysztof Jakóbczyk. Przewaga gości topniała w oczach i w obozie lidera zaczęło się robić nerwowo. Gospodarze poczuli krew w samej końcówce, gdzie przy ogłuszającym dopingu swoich kibiców, zniwelowali straty do zaledwie 4 „oczek” (74:77). Ostatnie 100 sekund spotkania to częste faule z obu stron i „gra chodzonego” od jednego do drugiego kosza. Po dwóch celnych osobistych Szymona Rducha, który jeszcze w tamtym sezonie wraz z Dawidem Brękiem stanowił o sile ekipy z Łańcuta, goście odskoczyli na 6 „oczek” (76:82). W odpowiedzi z osobistych celnie przymierzył Tomasz Pisarczyk (78:82). Do końca regulaminowego czasu gry pozostało tylko 22 sekundy, a wszelkie wątpliwości co do końcowego wyniku rozwiał chwilę później Jakub Dłuski. – Zrewanżowaliśmy się za porażkę z I rundy, która w nas bardzo siedziała i jednocześnie przybliżyliśmy się znacznie do 1. miejsca po fazie zasadniczej Osobiście wolałby wygrać spokojnie ten mecz, a był ku temu prognostyk w I połowie. Przy odrobinie większym rozsądku i nieco większej konsekwencji, mogliśmy uniknąć nerwowej końcówki. Wiedziałem jednak, że tak ambitny zespół, jakim jest Sokół podniesie się po przerwie, a my z kolei nie będziemy ciągle trafiać na niemal 80-procentowej skuteczności – podsumował spotkanie Michał Baran, trener drużyny gości.
ME SOKÓŁ Łańcut 80
MIASTO SZKŁA Krosno 84
(16:29, 16:26, 23:16, 25:13)
ME SOKÓŁ: Jakóbczyk 29 (5×3, 4 a.), Fortuna 4, Kulikowski 0 (5 zb.), Koszuta 14 (1×3, 5 zb., 4 a.), Klima 6 (9 zb.) oraz Pławucki 2, Czerwonka 11, Wrona 3, T. Pisarczyk 11 (5 zb.)
MIASTO SZKŁA: Bręk 10 (2×3, 6 a.), Oczkowicz 16 (2×3, 6 zb., 4 a.), Pełka 11 (1×3), Rduch 10 (2×3), Dłuski 7 oraz W. Pisarczyk 17 (3×3), Baran 7 (1×3, 4 a.), Małgorzaciak 2, Wyka 4 (6 zb.).
Sędziowali: M. Czernek, J. Litawa, A. Wojna MVP: Wojciech Pisarczyk (Krosno). Widzów 1,5 tys.
Marcin Jeżowski
[print_gllr id=174603]


