Pomoc załogi karetki ograniczyła się do obmycia z krwi

Fot. Wit Hadło
Fot. Wit Hadło

ROPCZYCE. Potrąconą przez ciężarówkę kobietę do szpitala musiał zawieść syn.

– Karetka na sygnale przyjechała szybko, ale po kilku minutach odjechała, a ranną, pokrwawioną kobietę, zostawiono na poboczu. Do szpitala zawiózł ją syn, to jakaś paranaoja – mówił Roman Więcław, dzwoniąc do redakcji.

Do wypadku, o którym opowiadał pan Roman, doszło na ul. Przemysłowej w Ropczycach. Według świadków, kobieta, idąc ulicą, minęła zaparkowaną na poboczu ciężarówkę, zatrzymała się za nią, by przepuścić cofającego z placu budowy tira; w tym samym czasie kierowca ciężarówki cofnął i uderzył kobietę. Wyskoczył z kabiny i wezwał karetkę.

Nawet lekarz w szpitalu był zdziwiony
Udało nam się skontaktować z poszkodowana kobietą, która potwierdza, że po uderzeniu upadła, ale nie straciła przytomności. – Z nosa krew leciała mi jak z wiadra. Byłam nią cała umazana. Ktoś z karetki podbiegł do mnie i obmył mi krew – mówi Małgorzata Piczak. – Wtedy nadjechał mój syn idący do pracy na druga zmianę. Widocznie lekarka uznała, że teraz on się mną zaopiekuje i wypisała mi skierowanie na izbę przyjęć do szpitala w Sędziszowie Małopolskim.

– Lekarz z izby był zdziwiony, że mama nie trafiła do szpitala w karetce, tylko że przywiozłem ją prywatnym samochodem. Zrobił jej prześwietlenie, które wykazało pęknięcie nosa i wypisał skierowanie do Rzeszowa, bo tylko tam jest oddział laryngologiczny. Tu mamę ponownie prześwietlono i skonsultowano z laryngologiem i chirurgiem szczękowym – mówi syn kobiety. – Oprócz pękniętego nosa mama ma także liczne otarcia na nogach i rękach.

Złamano procedury
O wyjaśnienie sprawy zwróciliśmy się do kierownika pogotowia ratunkowego w Ropczycach, które przyjechało na miejsce zdarzenia. – Lekarka, która 25 lutego, o godzinie 14.26 była na wyjeździe na ul Przemysłowej, w okolicy cukrowni, przyznała, że nie odwiozła poszkodowanej, ponieważ na miejscu był syn i to on deklarował odwiezienie do szpitala. Poprosiłem ją o złożenie pisemnego oświadczenia w tej sprawie i w zależności od tego co w nim będzie, podejmę odpowiednie kroki – wyjaśnia Robert Gąsior .

– Osobiście uważam, że złamano procedury, bo w tego rodzaju zdarzeniach, nawet gdy obrażenia nie wyglądają groźnie, pacjentka powinna być zawieziona do szpitala karetką. Wyjątkiem jest fakt wyraźnego sprzeciwu osoby poszkodowanej. Ale nie ma o tym mowy w dokumentacji z wyjazdu – dodaje Robert Gąsior, kierownik Pogotowia Ratunkowego w Ropczycach.

Anna Moraniec

17 Responses to "Pomoc załogi karetki ograniczyła się do obmycia z krwi"

Leave a Reply

Your email address will not be published.