
PIŁKA NOŻNA. III LIGA. To będzie ostatnie pół roku Piotra Prędoty w Stali Rzeszów.
Nie sprawdziły się plotki, iż Stal Rzeszów straci zimą swojego najlepszego strzelca. Piotr Prędota odejdzie jednak po zakończeniu sezonu. Wraz z bliskimi wróci do rodzinnego Lublina.
Drugiego najlepszego snajpera trzeciej ligi, zdobywcę 11 goli w rundzie jesiennej, co pół roku kusi Motor Lublin. Do czerwca „Pietka” ma jednak ważną umowę z biało-niebieskimi i zostaje w Rzeszowie. – Co będzie potem? Nie wiem, czy w Motorze znajdzie się miejsce dla takiego starego napastnika. Ale do domu raczej wrócę. Razem z żoną mamy dość tułaczki – przyznaje napastnik.
Od grudnia czekają na kasę
Piotr Prędota nie zamierza ciągnąć tematu odejścia. – Zostało mi coś do zrobienia w Stali i na tym się koncentruję – podkreśla zawodnik. – Idealnie byłoby się pożegnać w dobrym stylu, sięgając po jakieś trofeum. Już raz byliśmy blisko awansu do drugiej ligi, ale na przeszkodzie stanęła Olimpia Zambrów. Te nieszczęsne baraże to wciąż bolesne wspomnienie.
Dwie kwestie na pewno miały wpływ na decyzję o powrocie do rodzinnego miasta: chodzi o skomplikowaną ostatnio sytuację w miejscu pracy żony oraz ciągłe upominanie się o pieniądze w klubie. – W Motorze nie widziałem kasy przez pół roku i przeżyłem. Ale to było dziesięć lat temu, a ja nie byłem głową rodziny. Teraz przede wszystkim liczy się stabilizacja – podkreśla Prędota i z nostalgią wspomina czasy Radomiaka, gdzie piłkarze byli na garnuszku miasta i co do dnia otrzymywali pieniądze z tytułu stypendiów. Dziś taki sposób wynagradzania obowiązuje m.in. w Stali Mielec.
– W Stali Rzeszów ostatnie pieniądze otrzymaliśmy za listopad i nie tylko ja straciłem cierpliwość – irytuje się Prędota. – Na szczęście atmosfera w szatni jest kapitalna. Często bywa tak, że gdy jest biednie, zawodnicy trzymają się razem, pomagają sobie. No i są wyniki! Już kilka razy doświadczyłem podobnej solidarności – dodaje napastnik.
Kluczowy kwiecień
Za niespełna 3 tygodnie Stal powalczy o pierwsze ligowe punkty w Przemyślu z Polonią. Prędota dużo sobie obiecuje po rundzie rewanżowej. – Głośno o awansie nie mówimy, lecz stać nas na to, żebyśmy zagrozili Motorowi. W sparingach nie wyglądamy źle, w drużynie roi się od zdolnych chłopaków, których trener zna z czasów juniorskich. Kwiecień będzie kluczowy, gramy po kolei z Resovią, Motorem i Karpatami. Ważne też, żeby wcześniej nie pogubić punktów, bo jak to się mówi, mistrzostwa nie zdobywa się wygrywając z tuzami, tylko ze słabszymi.
Stal traci do lidera zaledwie punkt i zmierzy się z nim na własnym boisku. Prędota doskonale orientuje się w sytuacji Motoru i dostrzega w tym zespole słabe punkty. – Lublinianie założyli sobie, że w dwa lata wdrapią się na poziom drugiej ligi, więc w tym sezonie nie mogą się potknąć. Ta presja może ich zjeść, balon jest nadmuchany do granic wytrzymałości. A przecież już w pierwszej rundzie zdarzały się im przykre porażki, np. w Sieniawie czy Tuczempach – przypomina wychowanek Motoru. – No i te dziwne ruchy, gdy lider zwalnia trenera. Można podejrzewać, że klimat w klubie jest jednak daleki od sielanki, choć oczywiście mogę się mylić.
Blisko 34-letni zawodnik ze spokojem podchodzi do liczb. – Wiadomo, że mogłem strzelić więcej bramek, ale i tak uważam, że zaliczyłem udaną rundę. Powiem szczerze, iż nie spodziewałem się, że w tym wieku mogę tak bardzo straszyć bramkarzy. Oby wiosną było podobnie – śmieje się Prędota.
Tomasz Szeliga



2 Responses to "– Gdy jest biednie, zawodnicy trzymają się razem"