
PIŁKA NOŻNA. II LIGA. W sobotę podkarpacki tercet powalczy o pierwsze w 2016 roku punkty.
– Koniec z towarzyskimi spotkaniami, czas na prawdziwe bitwy! – zapowiedział drugą część sezonu trener Stali Mielec Janusz Białek. Trzeba się zgodzić, iż margines błędu drastycznie się skurczył – do rozegrania zostało ledwie 14 meczów.
W Mielcu kują żelazo póki gorące. Zimowe przygotowania upłynęły w niezwykle bojowej atmosferze, a w akcję „W drodze po dawny blask” zaangażowały się dziesiątki osób, także tych, które mają coś do powiedzenia w sprawie klubowego budżetu. Wszystko zostało podporządkowane jednemu celowi: powrotowi Stali po 19 latach na zaplecze ekstraklasy. – Chyba dojrzeliśmy do tego, żeby mierzyć wyżej – przyznał trener Białek, który zaaranżował sparingi z mocnymi przeciwnikami: Termalicą Bruk-Bet Nieciecza, Górnikiem Łęczna, Sandecją Nowy Sącz czy GKS-em Katowice. – Zespoły z ekstraklasy i pierwszej ligi wykorzystały każdy nasz błąd. Ale nauka nie poszła w las. Muszę przyznać, że dobrze wyglądaliśmy i do drugiej rundy przystępujemy z dużymi nadziejami.
Uniknąć horroru
Lider z Mielca już na „dzień dobry” dostanie solidnego egzaminatora, bo czwarty w tabeli Znicz również posiada I-ligowe aspiracje. Jeszcze w środę ofensywa pruszkowian zyskała na jakości, gdyż do klubu trafili Radosław Bartoszewicz (Chojniczanka) i Tomasz Chałas (Stomil Olsztyn). W klubie, który kiedyś otworzył swoje podwoje dla Roberta Lewandowskiego, nie brakuje ani pieniędzy, ani solidnych zawodników. Asami w talii trenera Dariusza Banasika są Paweł Kaczmarek, Arkadiusz Jędrych, Maciej Mysiak i Maksymilian Banaszewski. Znany z występów w Koronie Kielce Kaczmarek uzbierał już 7 asyst, pozostali trzej strzelili po 4 gole, a przecież Jędrych i Mysiak to obrońcy. Znakiem rozpoznawczym Znicza zawsze była jednak świetna gra w powietrzu i stałe fragmenty. Oraz perfekcyjne przygotowanie fizyczne.
– W meczach ze Zniczem nigdy nie brakowało emocji. Padało sporo bramek, ostatnio na własnym boisku zremisowaliśmy 3-3, ale mam nadzieję, że tym razem unikniemy horroru – uśmiecha się kapitan mielczan, Jakub Żubrowski. – Jesteśmy mocniejsi niż jesienią. Wierzymy, że ta wiosenna kampania zaprowadzi nas na zaplecze ekstraklasy.
Stal sprowadziła m.in. napastnika z MKS-u Kluczbork Szymona Sobczaka i obrońcę Adriana Liberackiego, który ma za sobą występy w juniorskiej reprezentacji Polski. Wątpliwe jednak, by w sobotę wyszli w pierwszym składzie. Wciąż aktualne pozostaje pytanie: co ze zdrowiem Kamila Radulja. Nietuzinkowy rozgrywający w okresie przygotowawczym nadal odczuwał ból w kolanie. – Pierwszy mecz to jak zwykle spora loteria. Ale cieszymy się, że gramy już o stawkę. Trzeba punktować od początku, bo zapowiada się rekordowo krótka runda. Trzy miesiące i kończymy rywalizację – zauważa trener Białek.
Derbowy ból głowy
Trzy godziny wcześniej na boisko wybiegną piłkarze Siarki i Stali Stalowa Wola. Tarnobrzeżanie mają 2 punkty więcej, ale też poważniejsze problemy kadrowe. Z powodu nadmiaru kartek w derbach nie zagrają: Marcin Stefanik, Marcin Stromecki i Tomasz Przewoźnik. Na urazy narzekają Konrad Stępień i Jakub Więcek. Prawie wszyscy stanowią kluczowy element układanki, więc trener Włodzimierz Gąsior ma spory ból głowy. Nadzieja w kibicach, którzy wreszcie powinni wypełnić trybuny, bo jesienią frekwencja była skandalicznie niska. Stalowcy chcą wykorzystać problemy rywala i przełamać złą serię – nie wygrali z Siarką od trzech spotkań czyli od maja 2014 roku. Ciekawe, co w debiucie pokaże pomocnik Bartłomiej Bartosiak pozyskany z I-ligowego GKS-u Bełchatów. – Oby sprawił, iż kibice zapomną o Radku Mikołajczaku, który w naszym zespole jednak robił różnicę – życzy sobie prezes „Stalówki” Mariusz Szymański.
SIARKA – STAL ST. WOLA
Sobota, godz. 14
STAL MIELEC – ZNICZ
Sobota, godz. 17
Tomasz Szeliga


