
HOKEJ. PHL. Zwycięzca dzisiejszego meczu pod Wawelem znacznie przybliży się do gry w finale, gdzie już czeka mistrz Polski, GKS Tychy.
Sanoccy hokeiści w dobrych nastrojach wracają do Krakowa, mając w pamięci ostatnie zwycięstwo pod Wawelem w półfinałowym meczu nr 2. Dziś zrobią oni wszystko, by powtórzyć to osiągnięcie, a całą rywalizację z Comarch Cracovią o awans do finału zakończyć pojutrze w „Arenie Sanok”. Rywalizacja sanocko-krakowska z meczu na mecz nabiera coraz to większych rumieńców. Po 4 spotkaniach jest w niej remis 2-2 i oba zespoły potrzebują jeszcze dwóch zwycięstw, by zagrać z GKS-em Tychy o złoty medal PHL. Przez wielu ekspertów to właśnie dzisiejszy pojedynek określany jest mianem tego, który może przechylić szalę końcowego triumfu na jedną, bądź drugą stronę. Wygrany będzie miał bowiem do finału już tylko jeden krok, z kolei drużyna, która dzisiaj przegra, znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji i chcąc grać o złoto, nie będzie się już mogła potknąć w półfinałowej batalii.
Faworyt nie taki straszny
Sanoczanie w drugim meczu półfinałowym pokazali, że można ograć Comarch Cracovię przed jej własną publicznością. Zresztą wydaje się, że czas pracuje na korzyść ekipy Kari Rauhanena i to powoli w zespole krakowski, który był faworytem tego półfinału, zaczyna robić się nerwowo. – Mamy przed sobą jeden cel i musimy pokonać każdego. Teraz rywalizacja przenosi się do Krakowa, a podczas następnej wizyty w Sanoku chcemy świętować awans. Na razie czeka nas jednak ważny mecz dzisiaj i wierzę, że dzięki pomocy kibiców go wygramy – przekonuje Adam Domogoła, napastnik Comarch Cracovii. Problemem „Pasów” może być fakt, że takie same plany na dzisiejszy wieczór mają sanoczanie. – Jedziemy do Krakowa po zwycięstwo. Stać nas na to, bo dobrze ostatnio zagraliśmy na lodowisku rywala – ripostuje Rafał Ćwikła, strzelec pierwszej bramki dla Ciarko PBS Bank STS Sanok w sobotnim mecz z Comarch Cracovią.
Osobisty dramat Rauhanena
Półfinałowa batalia z Comarch Cracovią jest bardzo ważna zarówno dla kibiców, hokeistów jak i trenerów, w tym Kari Rauhanena i Tomasza Demkowicza, którzy po raz trzeci w historii sanockiego klubu mają szansę wprowadzić go do wielkiego finału. Na olbrzymi szacunek zasługuje z pewnością postawa pierwszego trenera sanockiej drużyny, który w ostatnich dniach przeżył osobisty dramat. – To było bardzo emocjonalne spotkanie. Niedawno zmarła moja mama, dziś był pogrzeb i chłopcy zagrali trochę dla mnie – mówił po sobotnim meczu w „Arenie Sanok” fiński szkoleniowiec, którego zdaniem półfinałowa rywalizacja może jeszcze chwilę potrwać. – To może być pojedynek do 7 spotkań – przekonuje Rauhanen. Niezależnie od wyniku dzisiejszego meczu w Krakowie, obie drużyny już w najbliższy czwartek (10 marca, godz. 18.30). Jeśli do wyłonienia zwycięzcy tej pary potrzebne będzie 7. spotkanie, odbędzie się ono w najbliższą sobotę (12 marca, godz. 20.45) w Krakowie.
CRACOVIA – SANOK
wtorek, godz. 18.30 (transmisja TVP Sport)


