– Bez szans z Chemikiem? W kobiecej siatkówce zdarzyć się może wszystko!

Fot. Wit Hadło
Fot. Wit Hadło

SIATKÓWKA KOBIET. Rozmowa z Magdaleną Hawryłą, środkową Developresu SkyRes Rzeszów.

Sześć punktów, w tym dwa blokiem, zdobyła w poniedziałkowy wieczór Magdalena Hawryła. Rzeszowski zespół pokonał w hali Podpromie po 2,5-godzinnym boju Pałac Bydgoszcz 3-2 (25:20, 25:23, 18:25, 22:25, 15:10). Developres odniósł piąte zwycięstwo, a to oznacza, że wypełnił regulaminowy obowiązek PLPS.

– Przyznam szczerze, że spodziewałem się łatwiejszej przeprawy. A pani?
– Wyglądało na to, że wygramy 3-0, bo pierwsze dwa sety bydgoszczankom nie wyszły. Ale wtedy trochę im pomogłyśmy. Znów przytrafił się nam przestój, nie kończyłyśmy ataków i trzeba się było denerwować. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

– Obie drużyny chciały wygrać po raz piąty, by wypełnić regulaminowe minimum. Myślałyście o tym, czy nie miało to większego znaczenia?
– Trener poruszał ten temat, więc byłyśmy świadome, o co toczy się gra, mimo że do końca nie wiadomo, jak to jest z tymi pięcioma zwycięstwami. Ale całe szczęście, iż nie musimy się już nad tym zastanawiać.

– Blok – to jest element, który od pewnego czasu przynosi wam sporo punktów. Ściana na siatce to w dużej mierze pani zasługa. Jest pani najskuteczniejszą środkową Developresu, a przecież nie zawsze tak było…
– Hmm, dziękuję za miłe słowa. Faktycznie, dostrzegam progres i bardzo się z tego cieszę. Jednak w tym elemencie cały zespół zrobił postęp, bo świetnie blokujemy też na skrzydłach. Wykorzystujemy nasze parametry.

– Poprzeczka idzie w górę. W sobotę, w ostatniej kolejce sezonu zasadniczego, zagracie we własnej hali z wielkim Chemikiem Police. Możemy mieć jakąś nadzieję?
– Nadzieja umiera ostatnia, więc radziłabym wierzyć (śmiech). Ameryki nie odkryję – Chemik jest faworytem, ale będziemy walczyć i postaramy się napędzić mu stracha. W dole tabeli jest bardzo ciasno, a nam zależy na zajęciu dziewiątej lokaty. Dobrze, że w ostatniej kolejce Pałac gra z Legionovią. Któryś z rywali straci punkty.

– Przepraszam, ale w Policach spaliliby się ze wstydu, gdyby zgubili punkty w Rzeszowie…
– Cóż, byłaby to oczywiście niespodzianka, lecz niech pan pamięta, że rozmawiamy o kobiecej siatkówce. Tu wszystko może się zdarzyć (śmiech).

– Chemik od dawna ma zapewnione pierwsze miejsce. Raczej nie pośle w bój najlepszych zawodniczek.
– W pierwszej rundzie zaczął drugim składem i przegrał z nami 24:26. Wtedy na boisko wróciły największe gwiazdy i Chemik zwyciężył 3-1. Ale i z tym zespołem można „złapać” punkty, co udowodniły niedawno dziewczyny z Bielska-Białej (Aluprof wygrał dwa tygodnie temu 3-0 – red.). Mistrzynie Polski przeżywają nieco słabszy okres, postaramy się to wykorzystać.

– Jak duże znaczenie ma dla was ukończenie sezonu na dziewiątym miejscu?
– Bardzo duże, więc motywacji na pewno nam nie zabraknie. Dla nas to nie są mecze o pietruszkę. W pierwszej części sezonu zawiodłyśmy, więc zależy nam, żeby wygrać choćby tę słabszą grupę. Dziewiąta lokata to rzecz jasna wynik poniżej naszych możliwości i ambicji, ale lepiej być dziewiątą drużyną ekstraklasy niż jedenastą. Jestem dobrej myśli. Po efektownym i niespodziewanym 3-0 nad Aluprofem, poprawiły się morale i atmosfera w szatni. Trochę tych zwycięstw od tamtego czasu uzbierałyśmy, nadal gramy w Pucharze Polski, więc mam nadzieję, że jeszcze kilka razy pozytywnie zaskoczymy.

– Jak pani, Ślązaczka, czuje się na Podkarpaciu?
– Świetnie, na nic nie mogę narzekać. Pochodzę z Rybnika, to całkiem ładne, zielone miasto, ale Rzeszów podoba mi się jeszcze bardziej. Stolica Podkarpacia jest w sam raz – ani za duża, ani za mała. Mieszkają tu również bardzo sympatyczni ludzie. Opowiadano mi, że jeszcze kilka lat temu Rzeszów nie był tak nowoczesnym miastem, lecz zaręczam, iż teraz możecie się nim chwalić przed całą Polską.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.