
Hanna Klecz, dyrektor Aeroklubu Podkarpackiego – Szkoły Lotniczej w Krośnie, opowie Państwu o swojej pasji do lotnictwa, której podporządkowała swoje życie, planach zarządzania krośnieńską placówką i psie, który lubił… latać.
– Już jako nastolatka rozpoczęła Pani przygodę z lataniem. Teraz jest Pani pilotem z wieloma uprawnieniami oraz znakomitym menedżerem pracy portu lotniczego. Skąd u Pani taka pasja do latania?
– Ja po prostu mam aviomanię. To jest taka choroba, której zarazki roznoszą się już w dzieciństwie, a ja zostałam nią zarażona przez mojego tatę, który latał na śmigłowcach. Zresztą przez moją rodzinę przewija się wiele osób związanych z lotnictwem, więc jakoś tak naturalnie zżyłam się z tym środowiskiem. Jestem zafascynowana samolotami i ogólnie wszystkim, co jest w jakikolwiek sposób związane z lataniem. Podobno jestem monotematyczna i wszystko kojarzy mi się z samolotami i lotniskami. Co zrobić, nie mogę się od niego uwolnić (śmiech).
– Z niewinnego hobby latanie stało się Pani sposobem na życie. Czy wyobraża sobie Pani pracę w innej branży?
– Zdecydowanie nie. Każda moja praca musi być związana z lotnictwem, bo tylko temu mogę się z pełnym zaangażowaniem poświęcić. Nie wyobrażam sobie, żebym zajmowała się czymś, co mnie nie interesuje, gdyż jestem typem osoby, która zawsze daje z siebie sto procent. Tak już po prostu mam. Bardzo lubię podróżować i za każdym razem, kiedy gdzieś wylatuję, specjalnie przyjeżdżam wcześniej na lotnisku, żeby poobserwować, jak ono funkcjonuje. Uwielbiam swoją pracę i praktycznie cały czas myślę o tym, co jeszcze mogłabym w niej udoskonalić. Na szczęście nie jest to pracoholizm, bo daje mi mnóstwo satysfakcji i pozwala łączyć pasję z zarabianiem pieniędzy. Zaznaczę, że nie tyle czuję się pilotem, co menedżerem, po pierwsze z racji ukończonych studiów na tym kierunku, a po drugie zarządzanie i organizowanie mam we krwi. Także zawodowo jestem menedżerem i dyrektorem, a prywatnie pilotem.
– Jak wyglądała Pani ścieżka lotniczego rozwoju?
– Mając kilkanaście lat, zaczęłam skakać na spadochronie, a następnie latać na szybowcach. W wieku bodajże 16 lat trafiłam do Aeroklubu Gdańskiego, gdzie można powiedzieć, że stawiałam pierwsze powietrzne kroki. Później życie osobiste tak mi się ułożyło, że musiałam przerwać latanie na jakiś czas. Jest to wspaniałe zajęcie, ale też bardzo kosztowne i czasochłonne. Jednak pomimo tego, że nie latałam, wcale nie rozstałam się z lotnictwem, bo ciągle pracowałam w branży. Chociaż życie pisze różne scenariusze, gdzieś z tyłu głowy cały czas miałam pragnienie powrotu do latania. Tak naprawdę licencję zdobyłam właśnie dzięki mojej córce, bo jak stała się samodzielna, powiedziała mi, że jak już muszę latać, to żebym zdobyła uprawnienia. Za każdym razem to podkreślam, chociaż córka śmieje się ze mnie, że robię się nudna.
Kiedy pracowałam w Poznaniu, zrobiłam licencję turystyczną. Jak już ją skończyłam, to zaczęłam żałować, że przestanę latać, więc zrobiłam jeszcze uprawnienia na loty nocne, później na loty bez widoczności i na samoloty wielosilnikowe. Ostatnim etapem było kurs pilota zawodowego, chociaż niestety nigdy nim nie zostałam, bo nie udało mi się zdać egzaminów teoretycznych. Powinnam jeszcze raz do nich podejść, ale już chyba sobie odpuszczę. Moim największym marzeniem jest latanie na śmigłowcu ratowniczym, ale raczej już nie uda mi się go zrealizować. W międzyczasie ukończyłam szkolenie na instruktora samolotów ultralekkich.
– W 70-letniej historii krośnieńskiego Aeroklubu Podkarpackiego po raz pierwszy dyrektorem została kobieta. Nie znalazła się Pani tutaj przypadkowo, bo od prawie 30 lat jest Pani związana zawodowo z lotnictwem, zatem żaden mężczyzna nie może Pani zarzucić braku doświadczenia.
– Rzeczywiście, trochę się tego uzbierało. Przez 28 lat pracowałam w Polskich Liniach Lotniczych LOT jako przedstawiciel na lotniskach w Gdańsku, Rzeszowie, Kopenhadze, Krakowie, Poznaniu i Warszawie. Byłam także członkiem Rady Nadzorczej w gdańskiej spółce handlingowej LOT-ULG. Wykonywałam prace zlecone na rzecz lotniska Kosakowo w Gdyni. No i ostatnio pracowałam jako ekspert w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. Między innymi w tych miejscach zdobywałam swoją wiedzę na temat funkcjonowania i zarządzania w tzw. małym i dużym lotnictwie. Aktualnie też jako wykładowca przekazuję swoją wiedzę studentom Politechniki Rzeszowskiej.
– Pochodzi Pani z Pomorza, a wylądowała Pani praktycznie na drugim końcu Polski. Co Panią przyciągnęło do – może dla niektórych prowincjonalnego – Krosna?
– Wcześniej brałam udział w imprezach organizowanych przez Aeroklub Podkarpacki, dlatego zdążyłam poznać specyfikę i możliwości tej placówki. Dwa czy trzy lata przed objęciem funkcji dyrektora zostałam jego członkiem i zaczęłam tutaj latać, żeby przeszkolić się na Wilgę i ewentualnie na Antonowa. Dzięki temu mogłam przyjrzeć się sposobowi funkcjonowania tego Aeroklubu i przekazać swoje uwagi jego władzom. Zapewne dlatego, kiedy pojawił się wakat na stanowisku dyrektora, zaproponowano mi udział w konkursie o tę funkcję. Tym sposobem w sierpniu stanęłam na czele krośnieńskiego Aeroklubu.
– Patrząc z Pani doświadczonej lotniczej perspektywy, jakie walory ma Aeroklub Podkarpacki?
– Na pewno jest już tradycją polskiego lotnictwa. 29 sierpnia 2015 r. krośnieński klub obchodził 100-lecie lotnictwa na Podkarpaciu i 70-lecie swojej działalności. Jest tutaj stosunkowo duże aeroklubowe lotnisko z pięcioma pasami, czyli dziesięcioma kierunkami startów i lądowań. Co prawda, nie wszystkie są użytkowane, ale w razie potrzeby są do dyspozycji. Plusem jest również jego lokalizacja niedaleko centrum miasta, co ułatwia do niego dostęp. Niewielka odległość od kontrolowanego lotniska w podrzeszowskiej Jasionce, gdzie możemy odbywać loty szkolne, a bliskość lotniska w Iwoniczu pozwala na loty strefowe. Z kolei specyfika tutejszego terenu umożliwia wykonywanie tzw. lotów szybowcowych na fali. Oczywiście olbrzymim plusem jest także piękna podkarpacka pogoda, dzięki której rzadko odwołujemy zaplanowane loty. A jeśli już tak się zdarzy np. z powodu zbyt wysokiej temperatury powietrza, to nieopodal mamy Zalew Soliński, nad którym możemy odpocząć.
– Jakie zmiany zamierza Pani wprowadzić w pracy Aeroklubu Podkarpackiego, a jakie już zostały wprowadzone?
– Został rozszerzony dotychczasowy certyfikat ATO o motoszybowce oraz o symulator lotu. Staramy się o zatwierdzenie skróconego programu szkolenia na samoloty ultralekkie dla tych, którzy ukończyli szkolenie na motoszybowcach. Dzięki temu będzie to najtańsza możliwość uzyskania świadectwa kwalifikacji. Zamierzamy rozszerzyć certyfikat o szkolenia do licencji zawodowej. Włączenie symulatora lotu do programów szkolenia pozwoli nam na znaczne obniżenie kosztów szkoleń, przez co staniemy się konkurencyjni na rynku. Dodatkowo chcemy uzyskać certyfikat AOC, dzięki któremu moglibyśmy zarabiać na lotach pasażerskich. Jednym z moich celów jest również integracja środowiska lotniczego w Polsce. Pierwszym krokiem w realizacji tego pomysłu będzie kwietniowy Pierwszy Bieszczadzki Rajd Pilotów. Mam nadzieję, że uda mi się usprawnić funkcjonowanie Aeroklubu Podkarpackiego. Moim głównym założeniem jest doprowadzenie go do poziomu najlepszej szkoły lotniczej w Polsce.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Magdalena Pachorek



One Response to "Należę do tych, którzy kochają samoloty"