
EKSTRAKLASA. Trenerzy z Rzeszowa oglądali w Krakowie hit kolejki.
Trzy gole, dobre tempo, trener Jacek Zieliński wyrzucony przez sędziego i 1906 flag powiewających na wypełnionych po brzegi trybunach – szlagierowe starcie Cracovii z Legią pod Wawelem musiało się podobać.
To był jeden z piłkarskich klasyków, rywalizacja wykraczająca daleko poza świat sportu. Dawna stolica, siedziba polskich królów kontra stolica obecna, miasto najbogatsze i najbardziej próżne. Z jednej strony zubożali literaci, z drugiej – serialowi celebryci. Legendarni centusie i nie liczący się z groszem dorobkiewicze. Stateczni mieszczanie i „słoiki”. Konserwatyści i liberałowie. Miasto bombą nietknięte i takie, po którym nie został kamień na kamieniu. Wreszcie – pierwszy mistrz Polski kontra najpoważniejszy kandydat do tronu, dysponujący rekordowym, ponad 100-milionowym, budżetem. Antagonizm krakowsko-warszawski to ta sama liga, co rywalizacja Barcelony z Madrytem, Liverpoolu z Manchesterem czy Neapolu z Mediolanem.
Prowokacje zaczęły się długo przed pierwszym gwizdkiem, bo wandale zapaskudzili legijny autokar wulgarnymi hasłami. Marcin Bodziachowski z serwisu Legioniści.com skomentował incydent na Twitterze: „Noże, miecze, scyzoryki – to krakowskie są nawyki” – napisał. Mocno przesadził. Wystarczyło trochę rozpuszczalnika i wymazana markerem „Legia k…” zniknęła.
Nie jesteśmy końmi!
Przez lata Cracovia żyła w cieniu Wisły Bogusława Cupiała. Teraz to jednak „Pasy” cieszą oko krakowską grą – kombinacją podań i nieszablonowych akcji. Sęk w tym, że to, co zdawało egzamin w pierwszej rundzie, wiosną szwankuje. – Jesteśmy źli. Co z tego, że nas chwalą za styl, skoro punkty zdobywają rywale. Tak było w Poznaniu, tak jest i teraz – kręcił głową rozżalony kapitan Cracovii, Piotr Polczak. Jego zespół przegrał z Legią 1-2, tracąc praktycznie szansę na doścignięcie hegemona. „Pasy” muszą się teraz skupić na obronie trzeciego miejsca, dającego prawo gry w europejskich pucharach. – Przegraliśmy kluczowe spotkanie dla rozwoju sytuacji w pierwszej czwórce tabeli – przyznał trener Jacek Zieliński, który w końcówce, po bramce dla warszawian, został przez sędziego wyrzucony na trybuny. I nie zostawił na Bartoszu Frankowskim suchej nitki. – Wszyscy widzieliście – zwrócił się do dziennikarzy – że Lewczuk wyciął Cetnarskiego. Poza tym sędzia kilka razy puścił akcję, kiedy my staliśmy, czekając na gwizdek. Arbiter podejmuje decyzje w rękawiczkach, a za jego nieudolność ląduję na trybunach! Mimo porażki jestem dumny ze swoich zawodników. Dobrze zagrali, choć na Legię to nie wystarczyło – dodał.
Opiekun gości Stanisław Czerczesow (ponoć jest jednym z kandydatów do pracy w Zenicie St. Petersburg) narzekał na stan boiska i podkreślał, że w zwycięstwie pomogła zmiana taktyki. Rosjanin zdjął najsłabszego na boisku Nemanję Nikolica (już piąty kolejny mecz bez gola) i odpierał zarzuty o nieefektownej grze. – Trzeba odpowiednio patrzeć na futbol. Nie mierzyliśmy się z drużyną z piątej ligi, tylko mocnym przeciwnikiem na jego terenie. Zwyciężyliśmy i to jest najistotniejsze. Nie jesteśmy końmi, żeby biegać przez 90 minut. Z samego biegania jeszcze nic nie wynika.
Mama nie zabierze na mecz
Na meczu kolejki zameldowali się m.in. trenerzy z Rzeszowa: Maciej Huzarski, Marek Kramarz, Rafał Rajzer i Szymon Grabowski. Oglądali najbardziej podkarpacką drużynę ekstraklasy. Mózgiem Cracovii jest pochodzący z Kolbuszowej Mateusz Cetnarski, trener Zieliński to tarnobrzeżanin, a przecież w rezerwach „Pasów” znajdują się młodzi Mateusz Argasiński (Stal Stalowa Wola) i Przemysław Pyrdek (Resovia). Rzeszowianie trafili na bardzo dobre zawody i wyjątkową oprawę. Pierwszy raz na trybunach stadionu przy ul. Kałuży pojawił się komplet – 14 tysięcy widzów. Od 19 minuty i 6 sekundy spotkania kibice zaczęli machać 1906 biało-czerwonymi flagami w ramach akcji upamiętniającej 110. urodziny Cracovii. Widok był niesamowity i tylko szkoda, że szalikowcy nieustannie obrzucali się obelgami. Nie pomogły apele płynące z dziecięcego sektora. – Drodzy kibice, nie przeklinajcie, bo mama drugi raz nie zabierze mnie na mecz – prosiła dziewczynka. Może kiedyś, za 20 lat, ktoś posłucha?
Tomasz Szeliga, Kraków
[print_gllr id=176123]


