Niedawno czytając o akcji billboardowej, która w ostry sposób atakuje włodarzy miasta za plany zmiany granic Rzeszowa, pomyślałem sobie o Budziwoju. Dlaczego akurat o tym osiedlu? Nie wiem jak jest w innych miejscowościach przyłączonych do Rzeszowa, ale z racji tego, że mieszkałem w Budziwoju, zarówno gdy podlegał pod gminę Tyczyn, jak i już pod Rzeszów, mogę pokusić się o refleksję na temat przyłączenia sąsiednich miejscowości.
Co się według mnie zmieniło w Budziwoju? Przede wszystkim wybudowano boisko przy szkole, odnowiono halę szkoły, wykonano remont ul. Budziwojskiej i co może wywoływać uśmiech na twarzach starych mieszkańców Rzeszowa, włączono latarnie, bo za czasów kiedy Budziwój był w Tyczynie, lampy świeciły do godz. 22. Zapomniałbym (być może przez to, że w ostatnich latach nie ma prawdziwych zim), że odśnieżane są także drogi w Budziwoju – bo z tym też był problem w czasach rządów Tyczyna.
A co się nie zmieniło? Weźmy za przykład wiele ulic w Budziwoju na czele z Jana Pawła II – pomimo 6 lat obecności w Rzeszowie nie ma wzdłuż nich… chodników – czegoś, co w mieście jest normalnością. Nie ma dróg dla rowerów. Dlaczego to takie ważne? Bo ktoś bardzo mądry puścił przez Budziwój trasę rowerową. Tych, co nie mieszkają w Budziwoju, zapraszam od wczesnej wiosny do późnej jesieni, zwłaszcza w weekendy, aby przejechali się wśród setek rowerzystów jadących cała szerokością wąskich uliczek.
Po ulicach, które od 6 lat znajdują się w granicach miasta, biegają kury, kaczki, gęsi, czasem spotka się krowy i konie. W lecie aż wykręca nos, gdy dotrą do człowieka zapachy z jakichś oborników prowadzonych przez mieszkańców Rzeszowa – przecież to normalne w mieście, na Baranówce i Nowym Mieście pewnie też tak jest. Ciekawie jest również, jak mieszkańcy wylewają na pola – tak, tak w mieście są pola – gnojowicę. Jak dobrze zawieje, to aż ścina z nóg, a wokół domów latają chmary much. I tak jeszcze mógłbym wymieniać i wymieniać, jak to się mieszka w „mieście”. Budziwój to tak naprawdę nadal wieś, tylko w ciut lepszym wydaniu i nie zmieni tego postawienie tabliczki z napisem „Rzeszów”.
Jestem zdania, że w mieście, i to nie tylko w takich miejscach jak Budziwój, ale nawet w centrum Rzeszowa, jest jeszcze sporo do zrobienia i na tym należy się skupić w pierwszej kolejności, a nie przyłączać wszystko jak leci, aby tylko zmieniały się dane liczbowe dotyczące ludności. Rozumiem, że nie od razu Kraków zbudowano i nie ma na wszystko pieniędzy, ale tym bardziej prezydent – bo to on najbardziej dąży do poszerzenia Rzeszowa – powinien dać sobie na wstrzymanie. Przestać śnić o wielkim Rzeszowie i wziąć się do solidnej roboty, bo jak już wcześniej pisałem, jest jeszcze sporo do zrobienia.
Redaktor Grzegorz Anton




17 Responses to "Budziwój kilka lat po przyłączeniu do Rzeszowa"