Kiedy wójtowie i burmistrzowie dowiadują się z mediów, a nie ze spotkań czy rozmów o kolejnych planach Tadeusza Ferenca, zmierzających do zmiany granic i uszczuplenia terytoriów ich gmin, prezydent Rzeszowa nie widzi w tym nic zdrożnego.
Kiedy jednak włodarze podrzeszowskich gmin nękani powtarzającą się co roku procedurą starań o zmianę granic spróbowali zaprezentować swoje stanowisko w nieco odważniejszej formie kampanii billboardowej, ten sam prezydent Rzeszowa podniósł larum i zażądał usunięcia billboardów.
Gminy podnoszą proste argumenty. Skoro w mieście jest wiele niezałatwionych latami spraw, a wcielone już wcześniej do Rzeszowa tereny czekają na inwestycje i zagospodarowanie, to może warto najpierw zadbać o to, niż starać się za wszelką cenę o aneksję kolejnych wiejskich obszarów. Chyba, że chodzi tylko o propagandowe kreowanie sztucznego sukcesu urzędującego prezydenta.
Prezydent Rzeszowa chce, aby wszystkie podatki z sołectw przejmowanych z gmin wpływały do budżetu miasta Rzeszowa. Czy jednak potem wszystkie wrócą do tych wsi? Raczej sporo z nich zostanie w starym Rzeszowie, gdzie władze miasta już dobrze wiedzą, jak je szybko wydać.
Chociażby na zimowe iluminacje kosztujące rok w rok po kilkaset tysięcy złotych, albo zapowiedziane ostatnio świecidełka na progach zwalniających (30 tys. zł za docelowo do 800 odblasków na progach, czyli prawie 40 zł za jeden mały odblask naklejony na progu).
Tak właśnie objawia się arogancja władzy i urzędników, którzy nie tylko robią co chcą, ale dodatkowo nie przyjmują żadnej krytyki. Gdy zaś się już pojawi, to odpowiedzią na nią zamiast dialogu i rozmów jest chamskie zamykanie ust i naciski. Szkoda, że firmy odpowiedzialne za kampanię i gminy tym razem tak łatwo się poddały. Skoro mamy wolność słowa, to o przekroczeniu jej granic powinien decydować sąd, a nie arogancka władza.
Krzysztof Kuchta, redaktor naczelny Super Nowości


