– Prosiłem żonę, aby nie rodziła przed meczem

Andreja Prokić (biała koszulka) to gwarancja szybkości, waleczności i ważnych bramek. Fot. Bogdan Myśliwiec
Andreja Prokić (biała koszulka) to gwarancja szybkości, waleczności i ważnych bramek. Fot. Bogdan Myśliwiec

II LIGA. Rozmowa z Andreją Prokicem, napastnikiem Stali Mielec.

Andreja Prokić sumiennie pracuje na miano najlepszego obcokrajowca w historii mieleckiego klubu. Serb strzelił właśnie dziesiątego gola, a Stal zdemolowała 3-0 Raków Częstochowa, umacniając się na pozycji lidera.

– W meczu na szczycie rzadko padają takie wyniki…
– Zagraliśmy świetny mecz, zwłaszcza przed przerwą. Choć i w drugiej połowie trzymaliśmy rękę na pulsie. Raków miał tylko jedną okazję do zdobycia bramki.

– W sobotę wieczorem był pan chyba najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Poprowadził pan Stal do efektownej wiktorii, a zaledwie kilka godzin wcześniej przywitał na świecie swojego syna.
– Wszystko ułożyło się doskonale! Żartowaliśmy w szatni, że dobrze byłoby zrobić kołyskę z okazji narodzin syna. I tak się stało, otworzyłem wynik meczu. Gol padł w dziwnych okolicznościach. W pewnej chwili pomyślałem: kurczę, nikt mnie nie atakuje, trzeba to wykorzystać. Dostrzegłem, że bramkarz rusza się w kierunku krótszego słupka, więc posłałem piłkę w dalszy. Gdy zrobiło się 1-0, byłem już spokojny, bo jak obejmujemy prowadzenie to wszystko kończy się po naszej myśli.

– Syn ma na imię Matija…
– To serbskie imię. Zawsze nam się podobało, więc ustaliliśmy z żoną, że jeśli kiedyś urodzi się chłopiec, nazwiemy go Matija. Na boisku byłem naładowany energią, choć przed meczem źle spałem.

– Dlaczego?
– Prosiłem żonę, aby nie rodziła przed meczem (śmiech), bo będę miał problem z Leną, naszą 2,5-letnią córką, która jest przyzwyczajona spać z mamą. Mała płakała, więc wstawałem o północy, a potem o drugiej w nocy. Lena zburzyła mój rytm i przyznam, że trochę się bałem. Na boisku zapomniałem jednak o zmęczeniu.

– Zmęczeniu? Był pan nie do zatrzymania! Choć przyznam, że ma pan godną konkurencję, bo w waszej drużynie roi się od sprinterów.
– Tajemnica naszej szybkości tkwi chyba w samych treningach, sam nie wiem. Nie bawimy się w długie rozgrywanie piłki, tylko staramy się, żeby skończyć akcję po 6-7 podaniach. Robimy to, co najlepiej nam wychodzi. Nie mamy teraz z przodu wysokiego zawodnika, więc nie ma sensu grać do skrzydeł i męczyć się z wrzutkami w pole karne.

– Wygraliście 3-0 z drużyną naszpikowaną piłkarzami z ekstraklasy. To robi wrażenie.
– Ta ekstraklasa to wcale nie taka dobra rzecz. Zawodnicy Rakowa są wypaleni, my – głodni sukcesu. Chcemy awansować za wszelką cenę, walczymy do upadłego w każdym spotkaniu.

– Wiosnę zaczęliście od dwóch zwycięstw z konkurentami do awansu i remisu. Powoli można wam chyba gratulować?
– Zaczekajmy z tym świętowaniem. Ale prawdą jest, że czujemy się mocni. Zwłaszcza u siebie, gdzie na kapitalnym boisku możemy pokazać nasze największe atuty. W Stalowej Woli na przykład już tak dobrze nie było. Nie oddałem tam strzału!

– Zdobył pan już 10 goli, dołożył kilka asyst, jest pan motorem napędowym drużyny. Szefowie Stali będą musieli obrabować bank, żeby pana zatrzymać na następny sezon.
– Eee, przesada. W klubie jest porządek, podoba mi się tutaj, więc nie mówię “nie” w kwestii pozostania. Spokojnie podchodzę do tematu, a na razie koncentruję się na grze.

Rozmawiał: Tomasz Szeliga

2 Responses to "– Prosiłem żonę, aby nie rodziła przed meczem"

Leave a Reply

Your email address will not be published.