Okradli bank i uciekli

Maleńka placówka bankowa mieści się w segmencie między sklepami. Złodzieje dużo ryzykowali, ale na razie są na wolności. Ciekawe, jak długo będą się cieszyć anonimowością? Fot. Jerzy Mielniczuk
Maleńka placówka bankowa mieści się w segmencie między sklepami. Złodzieje dużo ryzykowali, ale na razie są na wolności. Ciekawe, jak długo będą się cieszyć anonimowością? Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. To był prawdziwy napad. Choć to było w prima aprilis, sprawa jest bardzo poważna. Kobieta z obsługi banku została pobita.

W piątek po południu nieznani jeszcze sprawcy obrabowali placówkę banku Credit Agricole. Łupem bandytów padło 30-40 tys. zł. Dwie pracownice banku zabrała karetka pogotowia. Złodzieje są poszukiwani.

To była bardzo ryzykowna ze strony złodziei akcja. Filialna placówka banku mieści się przy ul. Okulickiego, bardzo uczęszczanej arterii Stalowej Woli. To centrum miasta. Do tego o godz. 16.30 było jeszcze jasno, a w banku był klient.

Uciekali, zrzucając odzienie
Złodziei było przynajmniej dwóch. Przynajmniej, bo z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że na tzw. czujce przed bankiem stał trzeci. Dwaj mężczyźni w kominiarkach na głowie i czapkach weszli do banku. Byli uzbrojeni w noże. Byli jednak bezwzględni. Zażądali wydania wszystkich pieniędzy. W banku przy obsłudze klienta były dwie pracownice. Trzecia była na zapleczu i prawdopodobnie ona wezwała ochronę. Ta jednak nie zadziałała błyskawicznie. Pracownice banku nie chciały wydać pieniędzy, bądź się z tym ociągały. Jedna z nich została za to dotkliwie pobita. Druga też poczuła siłę pięści przestępcy. Intruzi dostali w końcu dwie kasetki z pieniędzmi, w których było co najmniej 30 tys. zł. Z łupem wybiegli z banku i pobiegli w przeciwne strony. Po drodze zrzucali wierzchnie odzienie.

Policjanci na miejsce napadu przyjechali przed ochroną. Wezwali karetkę pogotowia, bowiem pracownice banku były w takim szoku, że nie można się było z nimi porozumieć. Cennym świadkiem był za to klient, którego policjanci długo przesłuchiwali. Zuchwały napad postawił na nogi całą stalowowolską policję. Do banku sprowadzono policjanta z psem tropiącym. Z Rzeszowa przyjechała ekipa techników od kryminalistyki. Pies podjął trop. Ślad po jednym ze złodziei urwał się w Rozwadowie, w okolicach ronda Orląt Lwowskich. To ponad kilometr od miejsca napadu. Musiało go więc widzieć mnóstwo osób. Stamtąd prawdopodobnie odjechał samochodem. Drugi ze sprawców uciekł w kierunku hali targowej i zwyczajnie wmieszał się w tłum robiących tam zakupy. Sprawcy napadu mają po 30 – 40 lat. Nie został za nimi wysłany list gończy. Bandyci pozostawili bardzo dużo śladów i wydaje się niemożliwe, by długo cieszyli się wolnością.

jam

Leave a Reply

Your email address will not be published.