
ŻUŻEL. Rzeszowska sekcja dostała na ten sezon od miasta jedną czwartą kwoty, o którą wnioskowała.
50 tys. zł miejskiej dotacji na 2016 rok, dostała w ostatnich dniach sekcja żużlowa Stali Rzeszów. – To kropla w morzu naszych potrzeb. Sam jeden trening, na który przecież musimy wynajmować stadion, zamyka się w kwocie około 2 tys. zł. A gdzie do tego sprzęt dla zawodników? Musimy zatem dokładnie oglądać każdą złotówkę i to z obu stron – przekonuje Jan Gajdek, wiceprezes ds. sportowych sekcji żużlowej Stali Rzeszów.
W tym roku rzeszowska sekcja dostała dotację niższą o 10 procent, w porównaniu do ubiegłego roku. – Na to złożyło się 32 tys. zł oraz 18 tys. zł z przeznaczeniem dla trenerów, których mamy obecnie dwóch: od zajęć na torze Janusza Ślączkę i od przygotowań fizycznych Bartosza Hałata. Warto zaznaczyć, że ten drugi pracował przez 4 zimowe miesiące społecznie i prowadził zajęcia z naszymi adeptami. W tym czasie odbyło się aż 55 treningów. Pisaliśmy wniosek o dotację na poziomie 190 – 200 tys. zł. Dostaliśmy tylko tyle. Dobre i to, ale ciągle musimy wdrażać wariant oszczędnościowy. Cały czas szukamy też sponsorów i zapraszamy ludzi dobrej woli do współpracy – mówi Jan Gajdek.
Symboliczna złotówka nie wchodzi w grę
Gdyby zatem nie grono zapaleńców i miłośników speedwaya, sekcja żużlowa
”Żurawi” prawdopodobnie już dawno przestałaby istnieć. – Szkółki nie stać na organizowanie treningów i wykupienie stadionu każdorazowo za 650 zł. Korzystamy więc już drugi sezon z uprzejmości spółki, która wynajmuje obiekt na treningi pierwszej drużyny. Wiadomo, że lepiej byłoby samodzielnie trenować, bowiem wtedy moglibyśmy przygotować łatwiejszy tor dla adeptów. A tak muszą oni sobie radzić od razu na takim, na jakim trenuje pierwsza drużyna. Mechanika także opłaca nam sekcja. Gdyby nie to, to można by się już całkiem załamać… Próbowaliśmy rozmawiać z miastem, aby zwolniło szkółkę z opłat za treningi albo przynajmniej, by odbywały się one za symboliczną złotówkę. To jest jednak temat nie do przeskoczenia, bo stadion był modernizowany z dotacji unijnych i musi na siebie zarabiać – wyjaśnia Jan Gajdek.
Siedem plus dwa
Rzeszowska szkółka liczy obecnie 7 adeptów oraz dwóch żużlowców, Patryka Wojdyłę i Mateusza Rząsę, którzy są na dwa lata wypożyczeni do Speedway Stali Rzeszów. – Rząsa i Wojdyło wymagają doszlifowania i mam nadzieję, że trener Ślączka to zrobi. Muszą się objeździć, potrenować i powinni jeszcze w tym sezonie dostać szansę debiutu w drużynie ligowej – przekonuje Gajdek, który zdradza, że być może już niedługo sekcja powiększy się o kolejnego wychowanka. – Mam tu na myśli Wiktora Lamparta (brat Dawida Lamparta, żużlowca Stali Rzeszów – przyp. red.). Wiktor w maju kończy 15 lat i może przystąpić do licencji. Tylko pojawia się kolejny problem. Licencja jest końcem maja, a potem dopiero początkiem lipca. Z kolei od połowy czerwca do początku lipca nie mamy jednak stadionu (Festiwalu Wschód Kultury – Europejski Stadion Kultury 2016) i będziemy się musieli włóczyć po Polsce. W tak młodym wieku nie można bowiem sobie pozwolić na dłuższą przerwę w treningach – kończy wiceprezes rzeszowskiej sekcji żużlowej.
mj



2 Responses to "Stal ogląda każdą złotówkę"