
MIELEC. Granice miasta – parafrazując klasyka – istnieją tylko teoretycznie.
Poszerzenie granic miasta stało się celem nadrzędnym, żeby nie napisać obsesją, prezydenta Rzeszowa, Tadeusza Ferenca. Od lat toczy on wojenki z sąsiednimi gminami o poszczególne wsie po to, by stolica regionu miała jak największy obszar. Czy podobne plany względem Mielca ma jego prezydent Daniel Kozdęba, który przez lata pracował w rzeszowskim ratuszu i nie kryje, że Ferenc jest jego zawodowym autorytetem?
Granice Mielca nie były ruszane od dekad. Obecnie zajmuje on 47 km kw. i liczy ok. 61 tys. mieszkańców. Granice miasta np. z Chorzelowem czy Wolą Mielecką, parafrazując klasyka, istnieje tylko teoretycznie. To samo można powiedzieć o wsiach po drugiej stronie Wisłoki czy o osiedlach, które rozrastają się w stronę Kolbuszowa, Dębicy i Szydłowca.
Prezydent Kozdęba: – MOF jest ważniejszy
Mało tego, od prawie dwóch lat prezydentem Mielca jest Daniel Kozdęba, który przez lata był współpracownikiem włodarza Rzeszowa, Tadeusza Ferenca, i w pewnym sensie jego uczniem, dla którego poszerzanie granic swojego miasta stało się wręcz obsesją. Co zatem stoi na przeszkodzie, aby zmienić granice Mielca, które i tak w wielu wypadkach są sztuczne?
– Do tej kwestii podchodzę bardzo ostrożnie – zaznacza Kozdęba. – Oczywiście jest to temat interesujący, ale znacznie ważniejszym w obecnej sytuacji jest funkcjonowanie Mieleckiego Obszaru Funkcjonalnego, czyli grupy samorządów, które chcą realizować inwestycje, tak aby razem tworzyć wspólną sieć rozwojową na terenie naszego powiatu. Współpracujemy w tym zakresie z gminami: wiejską Mielec, Przecław i Tuszów Narodowy.
– Chciałbym, żeby Mielec w dalszym ciągu się rozwijał i MOF jest na to ogromną szansą – dodaje prezydent. – W ramach tego programu chcę dobrze współpracować z gminami. Możemy wiele stracić, jeśli tego nie będzie. Nie chcę również skłócać się z sąsiednimi gminami, a dążenie do zmiany granic do takich antagonizmów prowadzi.
Paweł Galek


