Rządowy desant

Trzy podpisy wieńczą długi proces badań moździerza „Rak”. Od lewej: Lidia Kołodziejska - dyrektor finansowa HSW, Antoni Rusinek - prezes HSW, gen. Adam Duda - szef Inspektoratu Uzbrojenia MON. W tle „Rak” w wersji kołowej. Fot. Jerzy Mielniczuk
Trzy podpisy wieńczą długi proces badań moździerza „Rak”. Od lewej: Lidia Kołodziejska – dyrektor finansowa HSW, Antoni Rusinek – prezes HSW, gen. Adam Duda – szef Inspektoratu Uzbrojenia MON. W tle „Rak” w wersji kołowej. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Najnowocześniejszy moździerz na świecie długo czekał na zamówienie, ale się doczekał. 760-osobowa załoga podkarpackiej zbrojowni ma teraz pełne ręce roboty.

Kilku ministrów i sama szefowa gabinetu przylecieli w czwartek do Stalowej Woli. Na spotkanie z premier Beatą Szydło stawili się też samorządowcy wszystkich szczebli. Przy okazji mogli wysłuchać zwartego wykładu Jerzego Kwiecińskiego, wiceministra rozwoju. Na szczęście dla gospodarzy po wizycie pozostały nie tylko wspomnienia i pamiątkowe fotografie. W Hucie Stalowa Wola został do zrealizowania kontrakt na sprzęt wojskowy o wartości bliskiej 1 mld zł.

Umowa z Inspektoratem Uzbrojenia MON podpisana została w hali montażowej HSW. Dotyczy ona 96 kołowych wozów pola walki, ale w tle nie bez przypadku stał potężny „Krab” na gąsienicach. Jeżeli nasza zbrojownia zmieści się z dostawą „kołowców” w czasie do 2019 r., dostanie za nie 968 mln zł.

Groźna nowoczesność
– Ambicją tego rządu jest, by sprzęt dla polskiej armii powstawał w polskich zakładach – krótko określiła misję swojego gabinetu premier Szydło. Ministerstwo Obrony Narodowej zobowiązało się umową do kupna w HSW 64 automatycznych moździerzy „Rak” i 32 wozów dowodzenia. „Rak” to jedyny w swojej klasie moździerz na świecie. Wieża z lufą 120 mm posadowiona jest na podwoziu sprawdzonego już w walce „Rosomaka”. Działo ładowane jest automatycznie, ale nie tylko automatyka ładowania jest jego największą zaletą. Szczytem nowoczesności jest jego nawigacja i system kierowania ogniem.

„Rak” potrafi określić swoją pozycję w terenie z dokładnością do 1 m. Współpracując z radarami, albo teraz już coraz częściej dronami, może samodzielnie ostrzeliwać wskazane pozycje wroga. Ogniem bezbłędnie dosięga celów oddalonych o 8 km. To jest na razie teraźniejszość. Jeżeli któryś z polskich wytwórców amunicji stanie na wysokości zadania, to w niedalekiej przyszłości dystans ten zostanie zwiększony do 12 km. I jest to pilne zadanie chociażby Dezametu z Nowej Dęby. Podobny poziom nowoczesności prezentują wozy dowodzenia. W parze z „Rakami” w pierwszej kolejności trafią do trzech jednostek. Uzbrojeni w nie zostaną artylerzyści m.in. ze Szczecina i Rzeszowa. Po „Rakach” na kołach, ma być realizowane podobne zamówienie na wersję gąsienicową moździerza. Zamówienie ze strony polskiej artylerii otworzy przed producentem „Raka” bardziej opłacalne rynki zagraniczne.

Czy zarobią też na podwoziach do armatohaubic?
Podczas podpisywania kontraktu, w sąsiedztwie samojezdnych moździerzy, stała armatohaubica „Krab”. Przypadku nie było, o czym świadczyła chociażby duża delegacja Hawnha Techwin z Korei Płd. Azjaci produkują podwozia do 155-mm samobieżnych haubic. Gotowe wieże czekają już w stalowowolskiej montowni. Koreańczycy obiecali w czwartek, że do końca roku dostarczą obiecane 24 podwozia, za które dostaną ponad 320 mln dolarów. Następne będą już produkowane w Polsce i jest duże prawdopodobieństwo, że w Stalowej Woli.

Jerzy Mielniczuk

5 Responses to "Rządowy desant"

Leave a Reply

Your email address will not be published.