
KOSZYKÓWKA. I LIGA MĘŻCZYZN. – Myślę, że sprawa zwycięstwa w finale nadal pozostaje otwarta – przekonuje Michał Baran, trener Miasta Szkła Krosno.
Z mieszanymi uczuciami krośnieńscy kibice opuszczali w niedzielny wieczór halę przy ul. Bursaki. Miasto Szkła wprawdzie tym razem wygrało z Legią Warszawa, ale dzień wcześniej musiało uznać wyższość stołecznej drużyny, do której teraz należy handicap własnego parkietu. Krośnianie jednak wrócili do gry i nadal liczą się w walce o awans do Tauron Basket Ligi. Po sobotniej porażce 70:84, w niedzielę krośnianie rozbili Legię różnicą 23 punktów (85:62). – Bałem się, jak wypadniemy w obronie, ale paradoksalnie zawiódł nasz atak, czyli nasza najsilniejsza broń. To wynikało z bardzo dobrej obrony Legii. Zdecydowały też indywidualności. Gdy wyszliśmy na prowadzenie na przełomie III i IV kwarty, Grzesiek Kukiełka trafił dwie trójki, w tym jedną o tablicę. Graliśmy całkiem przyzwoity mecz w obronie, zabrakło trochę ataku – mówił po sobotnim meczu trener Michał Baran. Krośnianie w pierwszym meczu razili nieskutecznością, kończąc mecz na niskim procencie rzutów z gry (zaledwie 37 proc.), co we własnej hali jest nie do przyjęcia. Pod tym względem „Wojskowi” radzili sobie zdecydowanie lepiej, trafiają w finale nr 1. niemal co drugi rzut.
Gospodarze wyciągnęli wnioski
W niedzielę obraz gry zmienił się diametralnie. Krośnianie podrażnieni sobotnią porażką, która przerwała ich serię 25 kolejnych zwycięstw, nie pozwolili rywalom rozwinąć skrzydeł. – Mieliśmy w głowie to, co stało się dzień wcześniej – agresywność Legii, obronę od pierwszej do ostatniej minuty. Chcieliśmy czymś odpowiedzieć i uczyniliśmy to heroiczną walką, jak o życie i to się udało. Otworzył się też nam atak, czyli bolączka z dnia poprzedniego. Skuteczność była, była też agresywna obrona – powiedział po niedzielnym meczu opiekun Miasta Szkła. – W play-off gra się dzień po dniu i raz jest lepiej, raz gorzej. W sobotę zagraliśmy zawody z dobrą energią, mocną obroną, egzekucja tego co chcieliśmy wykonać była bardzo dobra. W drugim meczu parę rzeczy nie wyszło nam. Zgubiliśmy kilka piłek, wdarła się nerwowość. Ciężko było nam wejść w mecz, graliśmy falami, nierówno. Przypomina mi się pierwszy mecz w Łańcucie – próbowaliśmy, ale nie wychodziło. Krosno postawiło dzisiaj o wiele trudniejsze warunki. Myśleliśmy, że później uda się później odbić, ale nie wyszło. Mam dobry materiał do analizy. Krosno wyciągnęło wnioski z pierwszego meczu, zagrało o wiele bardziej agresywnie i to zrobili. Nie wyszło nam parę rzutów, daliśmy zbyt wiele strat i niestety ponieśliśmy porażkę – dodał Piotr Bakun, opiekun Legii.
Teraz weekend w stolicy
Teraz finałowa rywalizacja przenosi się do Warszawy, gdzie w sobotę i niedzielę rozegrane zostaną kolejne dwa spotkania. Jeśli nie wyłonią one zwycięzcy (gra się do 3 zwycięstw), decydujący pojedynek odbędzie się 18 maja w Krośnie. Czy Miasto Szkła stać na zdobycie chociaż raz stolicy? W tym sezonie to już się udało, bowiem krośnianie wygrali mecz fazy zasadniczej w Warszawie. Teraz jednak stawka pojedynków będzie zupełnie inna i Legia zrobi wszystko, by przed własną publicznością rozstrzygnąć losy finałowej rywalizacji. Krosno swojej szansy może upatrywać w tym, że jako jedyne z całej ligi, nie przegrało w tym sezonie meczu na wyjeździe. – Legia osiągnęła, co chciała, wygrała jeden mecz w Krośnie i teraz piłka jest po jej stronie. Plusem tego wszystkiego jest to, że ściągnęło to z nas jakąś presję. Cały sezon gramy w roli faworyta, co jest dosyć ciężkie. Myślę, że sprawa zwycięstwa w finale nadal pozostaje otwarta. Nie jesteśmy na straconej pozycji. Skoro Legia mogła wygrać u nas, to myślę, a wręcz jestem pewien, że Krosno stać na co najmniej jedno zwycięstwo w Warszawie – przekonuje Michał Baran, szkoleniowiec Miasta Szkła Krosno.
mj


