
PODKARPACIE. Były marszałek uważa, że zarzuty przeciw niemu „znaleziono” na zlecenie.
Były wojewoda i marszałek Mirosław Karapyta chętnie wypowiada się o postawionych mu zarzutach. – Jestem niewinny i będę się bronił – podkreśla. Oskarżony jest m.in. o łapówkarstwo, korupcję oraz zgwałcenie byłej pracownicy.
Mirosław Karapyta przebywa obecnie poza Podkarpaciem, ale nie ma trudności w skontaktowaniu się z nim. – Żadnych łapówek nie brałem – zarzeka się. – Czy czyniłem ludziom przysługi? Tak! – przyznaje i opowiada dalej. – Na przykład jeden pan robił mi meble do domu. W rozmowie ze mną skarżył się, że jego synowa, zdolna dziewczyna, nie może nigdzie odbyć stażu – kontynuuje. – Zadzwoniłem więc do prezydenta Przemyśla i zapytałem, czy nie mogłaby ta pani odbyć stażu w przemyskim magistracie – zdradza eksmarszałek. – Mogła i została na staż przyjęta. Ale jej teść zadzwonił do mnie za jakieś pół roku, że staż się kończy i czy nie mógłbym czegoś zrobić, by została po nim zatrudniona. Odmówiłem, bo przecież podczas stażu ta pani miała okazję wystartować w jakimś konkursie na interesujące ją stanowisko – tłumaczy dalej Karapyta. – Wtedy ów pan „przypomniał sobie”, że ja nie zapłaciłem mu za meble. Owszem, to prawda była, tylko „zapomniał”, że ich nie skończył – mówi ironicznie. – Koniec końców zapłaciłem mu za te nieskończone i takie to były „korupcja” i „nepotyzm” – uśmiecha się gorzko.
Nie jest tajemnicą, że wśród opinii publicznej spore zainteresowanie budzą zarzuty wobec M. Karapyty dotyczące obyczajowości. – Mojej podwładnej z lubaczowskiego Centrum Kultury i Sportu nie molestowałem, ani nie zgwałciłem – stwierdza były marszałek. – Po prostu, gdy odkryłem, że ze służbowego telefonu prowadzi długie i kosztowne rozmowy prywatne, powiedziałem jej, że tak być nie może i zostanie obciążona rachunkiem za te rozmowy – wspomina Karapyta. – Wówczas poszła do starosty, któremu centrum podlegało, ze skargą, że ją nagabuję. Ten przytomnie odesłał ją do prokuratury, która sprawę umorzyła, bo tak była niedorzeczna – wyjaśnia. – Kiedy jednak zaczął się cały „cyrk” wokół mej osoby, to „odgrzebano” tę sprawę, bo coś musieli na mnie znaleźć na zlecenie polityczne – stwierdza.
Były wojewoda i marszałek zaprzecza także, by podczas pełnienia najważniejszych funkcji w województwie wykorzystywał je, by mieć jakieś przygodne kontakty seksualne. – Wiadomo, że pełniąc takie funkcje sporo się wyjeżdża i zawiera różnie znajomości – zauważa M. Karapyta. – Jeśli komuś wydaje się podejrzane, że na przykład za granicę samorządowiec czy wojewoda wyjeżdża z tłumaczką, to tak mu się wydaje – mówi sarkastycznie. Nie przypomina sobie też tych „osławionych” libacji alkoholowych z udziałem swoim i kolegów z jego dawnej partii, czyli PSL-u. – Owszem, na różnych spotkaniach bywały i bywają poczęstunki, na niektórych także z alkoholem, ale to nie nic wspólnego z libacjami – podkreśla.
M. Karapyta, któremu prokuratura postawiła 16 zarzutów, jest spokojny. – Jestem niewinny – mówi z przekonaniem, dodając, że w jego sprawie media będą miały o czym pisać i mówić. – Przekonają się państwo, gdy ruszy proces – mówi tajemniczo.
Monika Kamińska



18 Responses to "Mirosław Karapyta zaprzecza, by miał przygodne kontakty seksualne"