Mirosław Karapyta zaprzecza, by miał przygodne kontakty seksualne

Mirosław Karapyta jest przekonany, że został wmanewrowany. Fot. Monika Kamińska
Mirosław Karapyta jest przekonany, że został wmanewrowany. Fot. Monika Kamińska

PODKARPACIE. Były marszałek uważa, że zarzuty przeciw niemu „znaleziono” na zlecenie.

Były wojewoda i marszałek Mirosław Karapyta chętnie wypowiada się o postawionych mu zarzutach. – Jestem niewinny i będę się bronił – podkreśla. Oskarżony jest m.in. o łapówkarstwo, korupcję oraz zgwałcenie byłej pracownicy.

Mirosław Karapyta przebywa obecnie poza Podkarpaciem, ale nie ma trudności w skontaktowaniu się z nim. – Żadnych łapówek nie brałem – zarzeka się. – Czy czyniłem ludziom przysługi? Tak! – przyznaje i opowiada dalej. – Na przykład jeden pan robił mi meble do domu. W rozmowie ze mną skarżył się, że jego synowa, zdolna dziewczyna, nie może nigdzie odbyć stażu – kontynuuje. – Zadzwoniłem więc do prezydenta Przemyśla i zapytałem, czy nie mogłaby ta pani odbyć stażu w przemyskim magistracie – zdradza eksmarszałek. – Mogła i została na staż przyjęta. Ale jej teść zadzwonił do mnie za jakieś pół roku, że staż się kończy i czy nie mógłbym czegoś zrobić, by została po nim zatrudniona. Odmówiłem, bo przecież podczas stażu ta pani miała okazję wystartować w jakimś konkursie na interesujące ją stanowisko – tłumaczy dalej Karapyta. – Wtedy ów pan „przypomniał sobie”, że ja nie zapłaciłem mu za meble. Owszem, to prawda była, tylko „zapomniał”, że ich nie skończył – mówi ironicznie. – Koniec końców zapłaciłem mu za te nieskończone i takie to były „korupcja” i „nepotyzm” – uśmiecha się gorzko.

Nie jest tajemnicą, że wśród opinii publicznej spore zainteresowanie budzą zarzuty wobec M. Karapyty dotyczące obyczajowości. – Mojej podwładnej z lubaczowskiego Centrum Kultury i Sportu nie molestowałem, ani nie zgwałciłem – stwierdza były marszałek. – Po prostu, gdy odkryłem, że ze służbowego telefonu prowadzi długie i kosztowne rozmowy prywatne, powiedziałem jej, że tak być nie może i zostanie obciążona rachunkiem za te rozmowy – wspomina Karapyta. – Wówczas poszła do starosty, któremu centrum podlegało, ze skargą, że ją nagabuję. Ten przytomnie odesłał ją do prokuratury, która sprawę umorzyła, bo tak była niedorzeczna – wyjaśnia. – Kiedy jednak zaczął się cały „cyrk” wokół mej osoby, to „odgrzebano” tę sprawę, bo coś musieli na mnie znaleźć na zlecenie polityczne – stwierdza.

Były wojewoda i marszałek zaprzecza także, by podczas pełnienia najważniejszych funkcji w województwie wykorzystywał je, by mieć jakieś przygodne kontakty seksualne. – Wiadomo, że pełniąc takie funkcje sporo się wyjeżdża i zawiera różnie znajomości – zauważa M. Karapyta. – Jeśli komuś wydaje się podejrzane, że na przykład za granicę samorządowiec czy wojewoda wyjeżdża z tłumaczką, to tak mu się wydaje – mówi sarkastycznie. Nie przypomina sobie też tych „osławionych” libacji alkoholowych z udziałem swoim i kolegów z jego dawnej partii, czyli PSL-u. – Owszem, na różnych spotkaniach bywały i bywają poczęstunki, na niektórych także z alkoholem, ale to nie nic wspólnego z libacjami – podkreśla.

M. Karapyta, któremu prokuratura postawiła 16 zarzutów, jest spokojny. – Jestem niewinny – mówi z przekonaniem, dodając, że w jego sprawie media będą miały o czym pisać i mówić. – Przekonają się państwo, gdy ruszy proces – mówi tajemniczo.

Monika Kamińska

18 Responses to "Mirosław Karapyta zaprzecza, by miał przygodne kontakty seksualne"

Leave a Reply

Your email address will not be published.