Koszmarny kwadrans Resovii (ZDJĘCIA)

Fot. Wit Hadło
Fot. Wit Hadło

III LIGA. „Pasiaki” padły ofiarą deszczowej aury i znakomicie radzących sobie w ostatnich tygodniach Orląt, które nie przegrały 11. spotkania z rzędu.

Gdy na 5 minut przed gwizdkiem na przerwę Bartłomiej Buczek dał Resovii prowadzenie 1-0, nic nie zapowiadało późniejszej porażki „Pasiaków”. Tymczasem jak się okazało, to były miłe złego początki. Po przerwie, gospodarze w ciągu kwadransa roztrwonili swój dorobek z pierwszej połowy i ostatecznie po raz drugi w tym roku zeszli z boiska przy ul. Wyspiańskiego pokonani.

Obie drużyny już od pierwszych minut miały pod górkę. Spotkanie toczyło się bowiem na grząskiej i śliskiej murawie, chwilami wręcz przy ulewnym deszczu. Nic więc dziwnego, że 23 piłkarzem na boisku był przypadek. Gra w takich warunkach przysparzała problemów obu drużynom, ale wydaje się, że jako pierwsi przystosowali się do nich gospodarze. Miejscowi już po niespełna kwadransie mogli prowadzić 1-0, jednak strzał z woleja Dawida Bieniasza nie sprawił zbyt wielu problemów golkiperowi Orląt. Kolejne minuty upłynęły pod znakiem optycznej przewagi gospodarzy, z której jednak bardzo długo nie wynikało zbyt wiele. Co się jednak odwlecze… Boiskowy zegar pokazywał już 40. min, gdy Bartłomiej Buczek zszedł z piłką do środka boiska, a następnie huknął ile sił w kierunku bramki Orląt i Adrian Wójcicki musiał wyciągać piłkę z siatki. – Podobnie jak w Przemyślu, pierwsi straciliśmy gola. Jeśli chodzi o gola dla Resovii, to wcześniej jej zawodnik wygarnął piłkę 30 cm zza linii. Stałem kilka metrów dalej i widziałem dokładnie sytuację – zarzekał się Damian Panek, szkoleniowiec Orląt.

Gdyby nie ta kałuża…
Zaledwie 120 sekund po wznowieniu gry w drugiej połowie, rozpoczął się koszmarny kwadrans Resovii. Wszystko zaczęło się od drugiej żółtej, a w konsekwencji czerwonej kartki dla Łukasza Śwista. Chwilę później goście, którzy musieli sobie radzić bez trenera (jeszcze przed przerwą za protesty został odesłany na trybuny) w zamieszaniu pod bramką Marcina Pietryki doprowadzili do remisu. Na listę strzelców wpisał się Mateusz Łakomy, który po rzucie rożnym z bliska wpakował piłkę do rzeszowskiej bramki. Gra w osłabieniu wcześniej czy później musiała dać o sobie znać. Dała nadspodziewanie szybko, bowiem zaledwie 11 min po zdobyciu wyrównującej bramki goście mogli się cieszyć z kolejnego trafienia. Tym razem do kapitulacji bramkarza „Pasiaków” zmusił Damian Szpak, dla którego był to już 22. gol w tym sezonie. Napastnik Orląt wykorzystał deszczową aurę i dopadł do piłki, która… zatrzymała się w kałuży po podaniu Przemysława Żmudy do Marcina Pietryki.

– W niektórych momentach popełnialiśmy juniorskie błędy. Dziwi to tym bardziej, że dotyczyło też doświadczonych piłkarzy. Nie wiem, dlaczego nie obserwowali sytuacji, warunków boiskowych. Gramy do tyłu po ziemi, gdy stoi woda. Zawodnik łapie piłkę w ręce, gdy ma już kartkę. Brakuje słów. Przegrywamy na własne życzenie. Mógłbym powiedzieć, że byliśmy lepsi, że Orlęta nie miały wielu okazji, ale piłka jest brutalna. Liczą się gole – mówił po meczu Szymon Szydełko, trener Resovii. Ta, mimo że grała w osłabieniu, do końca próbowała uratować jeden punkt. Najbliżej tego był Piotr Szkolnik, którego strzał z rzutu wolnego sprawił najwięcej problemów bramkarzowi Orląt. – Mimo iż mamy już w spokój w kwestii utrzymania się, do Rzeszowa przyjechaliśmy po 3 punkty i cieszymy się, że udało nam się ten cel zrealizować – zakończył zadowolony trener gości.

RESOVIA 1
ORLĘTA Radzyń Podlaski 2
(1-0)
1-0 Buczek (40.), 1-1 Łakomy (50.), 1-2 Szpak (61.)
RESOVIA:
Pietryka – Szkolnik, Żmuda, Baran, Adamski, Bieniasz (87. Gwóźdź), Domoń, Świst, Kasza (82. Daniel), Kaliniec (77. Ciećko), Buczek
ORLĘTA: Wójcicki – Ebert (75. Konaszewski), Zarzecki, Łakomy, Szymala, Rycaj (70. Kot), Melnyczuk, Borysiuk, Groborz, Zmorzyński, Szpak.
Sędziował
Karol Iwanowicz (Lublin). Żółte kartki: Adamski, Świst, Domoń, Kasza, Gwóźdź – Zmorzyński, Ebert, Zarzecki. Czerwona kartka Świst (47. – druga żółta). Widzów 300.

Marcin Jeżowski

[print_gllr id=182415]

Leave a Reply

Your email address will not be published.