
MIELEC. Zawodnicy nie mają gdzie grać.
Od blisko pół roku kibice piłki ręcznej, siatkówki i innych sportów halowych są pozbawieni możliwości oglądania meczów swych pupili w normalnych warunkach. Muszą gnieździć się w kameralnych arenach szkół. Stało się tak w wyniku zamknięcia hali widowiskowo-sportowej przy ul. Solskiego. Legendarny obiekt za kilka miesięcy czeka wyburzenie. – Dlaczego jednak do tego czasu musi stać on pusty? – pytają kibice.
„Hangar Arenę”, bo tak potocznie nazywa się mielecką halę, zamknięto w związku z ekspertyzą, która mówi, że stan techniczny tego budynku nie pozwala na jego użytkowanie. Potrwa to przynajmniej trzy lata, bo tyle czasu ma minąć zanim powstanie nowa hala.
Większość radnych chce jednak, aby władze miasta zleciły jeszcze jedną ekspertyzę i upewniły się, czy na pewno „Hangar Arenie” grozi zawalenie. Jeśli nie, to postulują otwarcie hali. – Zamykając obiekt spowodujemy, że za kilka lat nie będziemy mieć sportu. I już go nie odbudujemy – grzmiał radny Bogdan Bieniek. – Jeśli odejdą sponsorzy, to potem wszystkie kluby, które korzystały z tej hali, znajdą się na dnie, a my będziemy szukać winnych – dodał.
– Pan Bieniek zamiast atakować mnie, powinien krytykować radnych PiS, z którymi jest w koalicji, bo to oni zdecydowali o budowie nowej hali. Ja chciałem modernizacji starej. Byłoby to o wiele tańsze i znacznie krótsze, w zasadzie bylibyśmy już w trakcie prac – mówi prezydent Daniel Kozdęba. – Pan radny apeluje też, żeby zrobić coś, aby ta hala była otwarta dla kibiców do chwili jej wyburzenia. To demagogia. Gdzie tu rozsądek, żeby wydawać kilka milionów złotych na prowizoryczny remont hali po to, by ona funkcjonowała przez chwilę?
Paweł Galek


