
RZESZÓW. Afera ma dotyczyć przyjmowania łapówek przez funkcjonariuszy od osób związanych z agencjami towarzyskimi.
Wracamy do gigantycznej afery na Podkarpaciu, w której zarzuty usłyszeli byli już funkcjonariusze z elitarnej policyjnej jednostki rzeszowskiego CBŚP. Jeden z nich Daniel Ś. nadal przebywa w areszcie, a prokuratura chce, aby w nim pozostał. Afera ma dotyczyć przyjmowania łapówek od osób związanych z agencjami towarzyskimi. Sprawa ma charakter niejawny, ale nam nieoficjalnie udało się dowiedzieć, o co w niej tak naprawdę chodzi. Co więcej, nasi rozmówcy uważają, że obydwaj policjanci są niewinni. – W przypadku Daniela Ś. chodzi o zemstę na nim, a Krzysztof B. oberwał rykoszetem – mówią nam nasze źródła.
Pod koniec lutego na polecenie krakowskiej Prokuratury Okręgowej ABW zatrzymało pięciu mężczyzn, w tym dwóch policjantów. Ówczesny naczelnik rzeszowskiego CBŚP insp. Krzysztof B. usłyszał zarzuty nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. Jego ówczesny zastępca mł. insp. Daniel Ś., usłyszał zarzuty związane z przyjmowaniem korzyści majątkowej oraz związane z pomocnictwem innym osobom w czerpaniu korzyści majątkowych z prostytucji oraz w pomocnictwie innym osobom do nakłaniania lub ułatwiania uprawiania prostytucji przez kobiety – także w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Aleksiej R. usłyszał zarzut handlu ludźmi, czerpania korzyści majątkowych z prostytucji innych osób oraz wręczania łapówek policjantom. Jego brat Jewgienij R. również oskarżony jest o wręczanie łapówek funkcjonariuszom. Podobnie zresztą jak Jerzy M., biznesmen działający w branży hotelarskiej. Daniel Ś. oraz bracia wylądowali w areszcie. Natomiast śledztwo, które prowadziła do 15 kwietnia Prokuratura Okręgowa w Krakowie przejął miesiąc temu Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.
Wrobili policjanta?
– Daniel Ś. był postacią legendarną. Przestępcy bali się i jednocześnie nienawidzili go, dlatego też szukali różnych sposobów, aby się zemścić – mówi nasze źródło. – A prokuratorskie zarzuty wobec Ś. dotyczą tego, że około 15 lat temu miał brać przez kilka miesięcy kasę za ochronę agencji towarzyskich. Ciekawe jest to, że Ś. tych dwóch (nie chodzi o oskarżonych braci R. – przyp. red.), którzy na niego zeznali, złapał na różnych poważnych przestępstwach, na przestrzeni ostatnich lat i wówczas nic nie opowiadali o tym, że brał w łapę, a tu nagle po tylu latach przypomnieli sobie, że jest łapówkarzem? Co najmniej dziwne – dodaje.
Dał się przestępcom we znaki
Żeby zrozumieć sytuację Daniela Ś., należy wiedzieć, jak bardzo dał się we znaki przestępcom. Od policjantów słyszymy, że brał udział m.in. w rozbiciu grupy fałszującej monety. Rozpracowywał handlarzy bronią zza naszej wschodniej granicy i to handlu w dużych ilościach m.in. kałasznikowami i granatami F-1. Funkcjonariusze opowiadają, że handlarze grupie z Podkarpacia proponowali nawet zakup rakiet przeciwlotniczych strieła, ale ci zrezygnowali. To wreszcie Ś. brał udział, zresztą z powodzeniem, w śledztwach dotyczących handlu dużymi ilościami narkotyków na Podkarpaciu. – A wszystkie te sprawy łącza się z pewnymi osobami, które poprzysięgły mu zemstę. Co ważne, a o tym zwykli ludzie nie wiedzą, bo i skąd – operacyjnie zostało ustalone, że kilka lat temu padło zlecenie zabójstwa Daniela Ś. I nie chodziło o luźne rozmowy, tylko rzeczywiste zlecenie, które zgodził się wykonać człowiek mówiący z rosyjskojęzycznym akcentem. Nigdy nie ustalono, kim był, być może Ukrainiec, być może Litwin. Zlecenie miało wyjść od bandytów z Rzeszowa, którym dał się we znaki Ś. – mówią nasi informatorzy.
Dlaczego w takim razie nie doszło do zabójstwa funkcjonariusza? – Ponieważ jeden ze zleceniodawców został przez policjantów, że się tak wyrażę „wyłączony z gry”, a reszta przestraszyła się odpowiedzialności. Tak na marginesie zlecenie zabójstwa było także na jednego z rzeszowskich biznesmenów, ale to już inna sprawa i do zabójstwa także nie doszło. A wracając do Ś., to bandyci planowali odegrać się również na różne inne sposoby, m.in. wrobieniem go w gwałt płacąc kilkadziesiąt tysięcy złotych pewnym kobietom, ale ta sztuka im się także nie udała. I te różne mniejsze lub większe sprawy mieszają się w jednym kotle z tymi samymi nazwiskami – mówi tajemniczo nasze źródło.
Po kilku latach zostaną uniewinnieni?
Zarzuty w śledztwie dotyczącym Daniela Ś. ma także były już naczelnik CBŚP w Rzeszowie, Krzysztof B. Sprawa według naszego źródła wyszła przy okazji podsłuchów, jakie zastosowało ABW. – I nie ma ona żadnego związku z zarzutami, jakie usłyszał Ś. W skrócie chodzi o hotelarza z zarzutami i właśnie naczelnika. A sprawa wyszła, bo ABW podsłuchało rozmowę telefoniczną, którą prowadził Daniel Ś. Wszystkiego nie mogę powiedzieć, ale jak się za jakąś usługę płaci, to jest to legalne i nie można mówić o łapówce. No cóż, prokurator był innego zdania – mówi z gorzkim uśmiechem nasz informator.
Wniosek o przedłużenie aresztu
Postanowiliśmy wysłać pytania w sprawie śledztwa i naszych nieoficjalnych informacji do krakowskiej prokuratury zajmującej się postępowaniem. Wiedzieliśmy, że może być ciężko z odpowiedzią, bo już w krakowskim sądzie mówiono nam, że materiały objęte są klauzulą ściśle tajne. I nie myliliśmy się. – Materiał dowodowy będący podstawą przedstawienia zarzutów podejrzanym, a także stosowania środków zapobiegawczych jest niejawny, nie jest możliwe udzielenie informacji na te pytania – odpowiedział nam prokurator Piotr Krupiński, szef wydziału zajmującego się przestępczością zorganizowaną.
Prokurator oznajmił nam za to, że złożono już wnioski do Sądu Okręgowego w Tarnowie o przedłużenie aresztu dla Daniela Ś. i braci R., którym pobyt w areszcie kończy się 26 maja. Posiedzenie w tej sprawie odbędzie się w piątek, 20 maja. Dlaczego akurat w Tarnowie, skoro wcześniej sprawę rozpatrywał krakowski sąd? Ponieważ, jak usłyszeliśmy w tarnowskim sądzie, przedłużenie aresztu rozpatruje sąd, który na dany moment śledztwa będzie właściwy do rozpoznania sprawy w pierwszej instancji. A z naszych informacji wynika, że główni „aktorzy” śledztwa powiązani byli m.in. z agencjami towarzyskimi w Tarnowie.
Daniel Ś. i Krzysztof B. na początku postępowania zostali zawieszeni w czynnościach służbowych. W trakcie śledztwa obaj postanowili złożyć raporty o zwolnienie ze służby. Przełożeni funkcjonariuszy wyrazili na to zgodę. Tym samym nie są już oni policjantami.
– Pierwszy ruch przestępcom udał się znakomicie. Ś. spadł na samo dno, został potraktowany jak kundel, ale w ostatecznym rozrachunku jesteśmy pewni, że wyjdzie z tego na tarczy. Tyle że o tym dowiemy się za ładnych kilka lat, jak zakończy się sprawa w sądzie – mówią policjanci.
Grzegorz Anton



12 Responses to "Były policjant wrobiony przez przestępców?"