
JAROSŁAW. Potężny wóz strażacki jadący do pożaru wjechał w samochód. Kobieta zginęła na miejscu.
Prawdziwy dramat wydarzył się w środę w Jarosławiu. Strażacy jadący alarmowo do pożaru w Radawie wjechali w samochód prowadzony przez kobietę. Na tylnym fotelu auta siedziało dwoje jej dzieci. Niestety, kobieta zmarła na miejscu. Nam udało się nieoficjalnie dowiedzieć, jak doszło do dramatu.
Do wypadku doszło po godz. 17 w Jarosławiu na ul. Sanowej, na drodze wojewódzkiej nr 865. Dwa zastępy strażaków z Jarosławia jechały do pożaru domku letniskowego w miejscowości Radawa. Obydwa pojazdy jechały na sygnałach świetlnych i dźwiękowych.
Nieoficjalna wersja
W miejscu, gdzie doszło do wypadku znajduje się mała dróżka – wyjazd z prywatnej posesji. To właśnie z tej dróżki wyjeżdżała 42-letnia kobieta renaultem megane z dwojgiem dzieci – 18-letnią córką i 2,5-rocznym synkiem. Z nieoficjalnych informacji uzyskanych od policjantów wynika, że kobieta, która musiała ustąpić pierwszeństwa przejazdu pojazdom jadącym ulica Sanową, ustąpiła tylko pierwszemu pojazdowi strażaków – średniemu. Natomiast wyjechała wprost przed jadący za nim ciężki wóz strażacki. Ogromny, ciężki i rozpędzony kolos uderzył bezpośrednio w lewy bok samochodu kierowanego przez kobietę. Oczywiście to wersja nieoficjalna, a tę oficjalną ustala jarosławska prokuratura razem z policjantami. Sprawę będą badali także biegli.
Dramatyczna walka o wydostanie kobiety z wraku
Strażakom z wozu, który uderzył w samochód prowadzony przez kobietę nic się nie stało, dlatego też natychmiast wybiegli z niego i przystąpili do akcji ratowniczej. Kobiecie nie mogli jednak pomóc, choć bardzo się starali, ponieważ samochód osobowy był mocno zniszczony i nie mieli odpowiedniego sprzętu, aby wydobyć ją z wnętrza. Udało im się za to ewakuować dwoje dzieci z tylnego siedzenia – dzieci były przytomne i nie znajdowały się w ciężkim stanie. Zostały zabrane do szpitala w Przemyślu. Po chwili na miejsce przyjechał kolejny wóz strażacki, który dysponował sprzętem do wyciągnięcia z wraków zakleszczonych ofiar wypadków. Niestety, po wyciągnięciu ofiary przez strażaków przybyły na miejsce lekarz pogotowia stwierdził śmierć 42-latki.
– Droga wojewódzka nr 865 przez około cztery godziny była zablokowana. Ruch przywrócono przed godz. 21 – mówi mł. asp. Ewelina Wrona z zespołu prasowego podkarpackiej policji.
Grzegorz Anton



2 Responses to "Dramat strażaków, dramat rodziny zabitej kobiety"